Dzieło Zygmunta Haupta zajmuje osobliwe miejsce w historii XX-wiecznej literatury polskiej. Opinie krytyków i badaczy, nie tak znowu licznych, którzy pisali o twórczości autora „Pierścienia z papieru”, są jednomyślne w przyznaniu jej wysokiej wartości artystycznej. Jednocześnie, tak cenione pisarstwo jest prawie nieobecne w syntezach epoki.
Czytaj dalej »
Jerzy Pilch – artysta-felietonista [1]
1.
Zacznijmy od analizy jednego zdania:
Eustachy Rylski z goryczą światłego ziemianina piętnuje zanik i całkowite rozchwianie akcentu mowy polskiej – chcąc nie chcąc biorę jego zarzuty na klatę – Bóg dał rozjechaną hybrydę intonacji – powiedzmy: cieszyńsko-galicyjskiej, nie dał sił, by się – kurwa – nauczyć akcentować poprawnie. („Polszczyzna nasza wścieklizna”)[2].
Uwagę zwraca, że pojawiają się tu elementy właściwe różnym stylom: patetyczno-archaizującemu („z goryczą światłego ziemianina piętnuje”), naukowemu („rozchwianie akcentu, hybryda intonacji”), potocznemu (zwroty: „chcąc nie chcąc”, brać na klatę) i wulgarnemu.
Zachęcamy do zapoznania się z założeniami naszego najnowszego projektu, realizowanego we współpracy z Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza: „Literatura jest najważniejsza na świecie. Czy są granice literatury?”
Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że gdybyśmy zapytali kilka przypadkowo spotkanych na ulicy osób, kto to taki Paweł Kapliński, zaobserwowalibyśmy całą paletę zachowań wyrażających to samo: nie znam człowieka.
Nie wiem, jakie jest spojrzenie Zygmunta Miłoszewskiego na kwestię pisarza-rzemieślnika i pisarza-artysty. Niewielkie to miało zresztą dla mnie znaczenie, gdy ostatnio sięgnęłam po jego najnowszą książkę „Ziarno prawdy”. Jakiekolwiek ideały przyświecają autorowi, jedno udało mu się znakomicie – dostarczył mi godziwej rozrywki.
Moje pokolenie wchodzi w dorosłość. Za kilka lat będziemy decydować o polityce, mediach, poziomie życia w Polsce. Otwierają się przed nami możliwości, nasz głos zaczyna się liczyć w debacie społecznej. Kończymy uniwersytety, stajemy się inteligencją naszego kraju. W każdym razie dawniej tak było.
Król Warszawy był tylko jeden. Nie mam najmniejszego zamiaru polemizować z tym stwierdzeniem, żeby nie powiedzieć, że wpadam w trwogę, bo ktoś mógłby nawet pomyśleć inaczej. Zabrzmi to mocno konserwatywnie, ale Stanisława Grzesiuka nikt z tego piedestału nie strąci, bo strącić nie może.
Zasadnicze pytanie, na które staram się odpowiedzieć w części drugiej artykułu brzmi: o czym najczęściej mówi raper oraz w jaki sposób to robi?
Poznajmy Frances, najmłodszą z siedmiorga dzieci państwa Glassów. Początkowo wiemy o niej tylko tyle, że przyjechała na weekend do swojego chłopaka. I nie jest w zbyt dobrym humorze. Sprawia wrażenie rozstrojonej i „kocham cię do szaleństwa, do utraty głowy itd.”, które zawarła w liście do Lane’a, wydaje się stwierdzeniem nieprawdziwym.
Chyba każdy z nas, czytając w liceum Jądro ciemności, natknął się na taką interpretację utworu: ponura przestrzeń afrykańskiego buszu to obszar, w którym Europejczyk zostaje zestawiony z mrokiem i prymitywnością, determinującymi jego zachowanie; zło wypływa z kontaktu z Afryką. Podany wykład idei utworu nie zrobił na mnie wrażenia, czegoś mi w nim brakowało.
Usłyszałam kiedyś pewne przejmujące zdanie: „Każdy ma takie Dziady, na jakie zasługuje”. Nie mogę zapomnieć tych słów – wracają do mnie zawsze, gdy mierzę się z Mickiewiczem. Od dawna zastanawiam się nad tym, co one właściwie znaczą. Niektóre cytaty z Dziadów żyją własnym życiem i nie wystarczy dziś mówić o jednostkowej lekturze dramatu.
W Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie dzieją się ostatnio rzeczy coraz ciekawsze. I chociaż instytucja kojarzy się przeważnie (zazwyczaj turystom) ze zbiorami starych woluminów czy stałą ekspozycją Adam Mickiewicz 1798-1855, okazuje się, że powiew nowoczesności – jakkolwiek to rozumiemy – przyciąga.
Mam nadzieję, że ta książka nie trafi w ręce żadnego dziecka. Jest paskudna, obrzydliwa, a przeczytanie jej w całości (co zajmuje jakieś pół godziny) powoduje torsje i zawroty głowy. „Podręcznik” Piątka gryzie.
Koło Mickiewiczologiczne UW i Koło Naukowe im. J. Słowackiego mają przyjemność zaprosić na UCZTĘ U JANUSZKIEWICZA: spotkanie upamiętniające słynną uroczystą kolację wydaną 25 XII 1840 w Paryżu na cześć autora Dziadów, świeżo upieczonego profesora w Collège de France.
15 listopada na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie na oryginalnych instrumentach (lira korbowa, cymbały, skrzypce) wykonano utwory sięgające czasów Mickiewicza. Była to wyjątkowa okazja usłyszenia „Koncertu Jankiela”, pieśni wywodzących się z litewskiego folkloru i wysłuchania wybranych fragmentów Pana Tadeusza w interpretacji Andrzeja Seweryna.
W jednym ze swoich listów Flaubert napisał: „Nie mam żadnej biografii. (…) Nie dadzą teraz żyć człowiekowi! Z chwilą, kiedy stajesz się artystą, panowie sklepikarze, kontrolerzy rejestracji, celnicy, szewcy, którzy przychodzą naprawić ci buty, i inni muszą koniecznie zabawiać się twoim osobistym kosztem!”
Formuły retoryczne: Krzysztof Varga w Muzeum Literatury!
„Formuły retoryczne” to cykl spotkań z pisarzami, organizowany przez Muzeum Literatury oraz studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Do rozmowy zapraszamy czołowych polskich prozaików różnych pokoleń. Punktem wyjścia comiesięcznych dyskusji jest określona teza, którą nasi goście starają się obronić.
W piątym spotkaniu z serii pt. „Formuły retoryczne” weźmie udział Krzysztof Varga, który przedstawi [...]
Jacques Lasalle, francuski reżyser, znany polskim widzom z realizacji Tartuffe’a, Lorenzaccia i Umowy, czyli łajdaka ukaranego w Teatrze Narodowym, powraca do klasyki francuskiego dramatu na scenie Teatru Polskiego. Premiera Szkoły Żon Moliera odbyła się 15 października 2011, jednak zdobycie biletów na spektakle do końca bieżącego roku graniczy z cudem.
O miłości Wokulskiego do panny Izabeli napisano grube tomy i słowo „miłość” jest w pracach badawczych nad Lalką tak silnie zakorzenione, że trudno polemizować z badaczami. Choć należy zauważyć, że sam Bolesław Prus pisał w Słówku o krytyce pozytywnej o uczuciu pana Stanisława do panny Izabeli w sposób zastanawiający.
Kiedy spoglądam na leżącą obok okładkę Maliny – a ściślej na zdjęcie Ingeborg Bachmann – przychodzi mi na myśl jeden cytat: „Siedzę sama w domu i wkręcam arkusz w maszynę, wystukuję bezmyślnie: Nadejdzie śmierć”. Patrzę ponownie i dalej recytuję w myślach: „Wkręcam następny arkusz i rzucam pierwszy do kosza”.
najnowsze komentarze: