Z Ewą Lipską – poetką pokoleniowo związana z Nową Falą, jednak pozostającą wciąż poza tym obszarem, i wciąż funkcjonującą w obszarze niesamowitej prostoty i naturalnej zadumy nad życiem bez przesady i przegadania – rozmawia Bartosz Raducha.
Czytaj dalej »
Początek
Istnieją wyrafinowane sposoby na zadawanie intelektualnego cierpienia (a może przyjemności?) czytelnikowi, a ich prawdziwym mistrzem był Franz Kafka. Wystarczy przeczytać Przed prawem – półtorastronicową historię, o której wciąż rozprawiają filozofowie (ostatnio Giorgio Agamben), chyba tylko po to, aby ukryć jej bolesną nierozwiązywalność. Sam pisarz, o czym świadczą jego dzienniki pełne aforyzmów, lubował się w talmudycznych paradoksach. Rozbrojenie egzegety przez tekst opisywał w eseju Przed prawem Jacques Derrida:
Zaryzykowałem glosy, mnożyłem interpretacje, zadawałem i omijałem pytania, zarzucałem w połowie pracę deszyfryzacji, zagadki pozostawiłem nietknięte; oskarżałem, uniewinniałem, broniłem, chwaliłem, wzywałem do stawienia się (…)
Polemiki wokół typów ogrodów krajobrazowych, odbywające się w XVIII i na początku XIX wieku, ujawniają współistnienie w tym okresie kilku modeli wrażliwości, a zarazem kilku koncepcji natury. W sprawie ogrodów zabierali głos nie tylko architekci, malarze, ale również pisarze i filozofowie, jak Pope, Rousseau, Schelling, Goethe czy Hegel.
Literatura polska jest wtórna wobec literatury zachodniej i służebna wobec spraw wyższej wagi, najczęściej wobec sprawy narodowej. Te sądy są oczywiście niesprawiedliwe, krzywdzące i bardzo radykalne, trudno jednak utrzymywać, że nie znajdują swoich zwolenników.
Zwiększenie ilości wydawanych ostatnio książek eseistycznych może świadczyć negatywnie o czytelnictwie (nikt nie chce czytać powieści), ale też może sugerować problem wydawnictw, które szukają nowych kanałów komunikacji z czytelnikiem. „Czarne” od wielu lat konsekwentnie wydaje znakomite książki naznaczone znakiem biegłego pióra i sprawnego oka, więc tu – mamy do czynienia z kolejnym, trafnym strzałem w zmysły czytelników.
Do szerokiej koalicji na rzecz promocji czytelnictwa w naszym pięknym kraju dołączyła ostatnio nie mniej piękna Kasia Tusk. Fotogeniczność głównej bohaterki do tej pory emanowała głównie na produkty żywnościowe, kremy i bluzeczki. Teraz tłem dla nieskazitelnej buzi Kasi stał się regał z książkami. Nie byłoby to faktem aż tak godnym odnotowania, gdyby nie towarzyszące mu przemyślenia natury filologicznej.
Marek Bieńczyk oznajmił: „Ta proza jest jak czarny likier”. Mam wrażenie, że każde słowo, które można by wypowiedzieć na temat „Grochowa” Andrzeja Stasiuka jest zbędne.
Teatr Polski. Mazepa. Trzy dni po premierze. Na balkonach niemal nikogo, na parterze puste fotele. Nie przeczytałam jeszcze recenzji Goźlińskiego, tłumaczę więc sobie niską frekwencję trudnym repertuarem, środkiem tygodnia i podobnymi wymówkami.
Co łączy klasyczne dzieło Kubricka ze skandalizującym filmem o brutalnym gwałcie i równie brutalnej zemście? Drobiazgowa analiza przynosi zaskakujące wnioski.
Wywiad-rzeka z Małgośką Szumowską, opatrzony podtytułem „Kino to sztuka przetrwania”, ukazuje się kilka tygodni po premierze jej „Sponsoringu”. Dobrze czytać je razem. Zarówno film, jak i książka to — wykorzystując Conradowską frazę — opowieści proste i bezpośrednie, których sens mieści się w skorupce orzecha.
Tequila to monolog wewnętrzny niosącego trumnę. Główny bohater powieści jest wokalistą popularnej kapeli rockowej, która w wyniku nieszczęśliwego wypadku traci perkusistę. Teraz gitarzysta Martinez, basista Abdul i frontman, którego ksywy nie poznajemy, taszczą na ramionach drewniane pudło ze zwłokami Grubego.
O spektaklu „Hekabe”, debiucie reżyserskim Karoliny Labakhuy, wystawianym w Teatrze Polskim w Warszawie, można by napisać jedno zdanie – Nie doznasz katharsis. Czyja to wina i czy tragiczna – nie mnie sądzić.
Zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem Roku Miłosza jest wydanie nowych, nieznanych dotąd wierszy poety. Atmosfera ogólnopolskiego święta wielkiej poezji została bowiem doszczętnie zburzona przez ten mały tomik. Tom „Zakupy” przewartościowuje nasze dotychczasowe interpretacje dzieła Miłosza.
„Nadsamiec” Alfreda Jarry’ego jest powieścią pełną literackich pułapek przemyślnie zastawionych na czytelnika. Trudno się jednak temu dziwić, skoro zainspirowało ją w całości jedno zdanie z Rabelais’go: „nie przywódź mi tu onego Indianina, tak wysławionego przez Teofrasta, Pliniusza i Ateneusza, który przy pomocy pewnych ziół czynił to jednego dnia siedemdziesiąt i więcej razy”.
Antologia „Poeci i poetki przekraczają granice. Sto wierszy” powstała jako zwieńczenie projektu zrealizowanego pod koniec 2011 roku przez Fundację Otwarty Kod Kultury – inicjatywy dofinansowanej przez Miasto Stołeczne Warszawa w ramach uświetniania Polskiej Prezydencji w Radzie Europy.
Gdy zadają mi pytanie o to, która ze zwiedzonych krain poczyniła na mnie największe wrażenie, odpowiadam bez chwili wahania – Italia. Nigdzie indziej sublimacja natury i kultury, niesamowite połączenie wspaniałego klimatu i niemalże sielankowego krajobrazu, nie zlały się w tak doskonałą całość.
Miniony rok 2011, rok Czesława Miłosza, może najmocniej zaznaczył swoją obecność w muzyce rozrywkowej. Na rynku wydawniczym pojawiło się wiele propozycji, które swoją warstwę tekstową opierały na wierszach rzeczonego poety. W tym szkicu chciałabym przedstawić trzy z nich – najpopularniejsze, najbardziej rozpoznawalne, stworzone przez najbardziej znanych artystów.
„W pośpiechu” jest zbiorem jedenastu rozmów przeprowadzonych od połowy kwietnia do połowy czerwca. Są to rozmowy niezwykle ciepłe i pełne delikatnego roztrzepania i ironii, ocierających się o klimat „Kalendarza i klepsydry” Konwickiego.
Co najbardziej szkodzi powieści? Co powinna odkrywać powieść, a czego odkrywać jej nie wolno? Czy powieść przetrwa? Eco, Kundera i Calvino mierzą się z pytaniami fundamentalnymi dla literatury.
W jednym z wywiadów z Małgośką Szumowską dziennikarka chyba przypadkiem trafia w punkt. „Czy to nie jest historia stara jak świat? — pyta. — Kiedyś to się nazywało: mieć utrzymankę”. Reżyserka odpowiada: „Tak, ale utrzymanki nie udzielały wywiadów”. I to właściwie starcza za recenzję.
Zapowiedzi tego, iż James Joyce mógłby napisać „Finnegans Wake” było parę. Umberto Eco uważa, iż autor przygotowywał się do tego dzieła przez całą swoją drogę twórczą, konsekwentnie odrzucając to, co nie wystarczyło mu do stworzenia księgi ksiąg.
Marek Bieńczyk zasłynął jako tłumacz dzieł Milana Kundery, a jego późny debiut literacki miał miejsce na początku lat 90. minionego stulecia (esej o Zygmuncie Krasińskim – „Czarny człowiek”). Swój kunszt i znajomość dwoistości znaczeń przeniósł również na swoje teksty – wielokrotnie obraca samo słowo „melancholia” i bada jego zachowanie w różnych systemach językowych.
najnowsze komentarze: