Bieżący numer (11) »

21 kwietnia 2014 – 19:19 | 0 komentarzy | Przeczytane 1 723 razy

Postanowiłem na użytek tego tekstu odbyć podobną co Parks podróż do źródeł mojego czytania. Nie wiedziałem do końca, na co się natknę, jakie wspomnienia okażą się według mojej oceny najważniejsze, najbardziej nasycone pierwiastkami prywatnej mitologii.

Czytaj całość »
Film
Literatura
Ludzie
Miejsca
Muzyka
Strona główna » Literatura, Ludzie

„La bande infernale” – o kobietach w domu Mickiewicza

Autor: 8 stycznia 2011 – 19:082 komentarzy | Przeczytane 17 139 razy

Adam Zamoyski, biograf Chopina, pisze: „Najciekawsze życie to takie, w którym istnieje sprzeczność między tym, kim bohater chciałby być, a tym, kim jest. Z tego wyłania się dramat”. Dramat, wynikający z tej sprzeczności, wyłania się również w przypadku Adama Mickiewicza. Ileż w życiu wieszcza potknięć, niejasności, tajemnic, przemilczeń, niedopowiedzeń, słabostek, rozterek i zawirowań. „Daremnie by się silili biografowie objawiać wszelkie tajemnice życia spędzonego w tak wyjątkowych warunkach” – pisze Władysław, syn Adama. Daremnie, bo czy można napisać o życiu Mickiewicza całą prawdę, nawet tę najbardziej niewygodną? Czy można bezkarnie zdjąć wieszcza z piedestału i mówić o nim jak o zwykłym człowieku zmagającym się z codziennością, zapominając przy tym o sjenitowym sześciometrowym posągu na cokole z włoskiego granitu albo idealnym obrazie poety z prawą dłonią złożoną na piersiach, spoglądającym w stronę Litwy? Całej prawdy nie poznamy nigdy, ale z pewnością czas działa na jej korzyść. Dzisiaj z większą odwagą odsuwamy na bok marmurowe popiersia i tablice z brązu. Możemy pozwolić sobie na odbrązowienie Adama bez strachu, że na naszą głowę posypią się gromy, jak czynił to Tadeusz Żeleński (Boy) w Brązownikach i innych szkicach o Mickiewiczu.

„Są prawdy, które mędrzec wszystkim ludziom mówi, […] Są takie, których odkryć nie może nikomu”. I właśnie o nieodkrytych przez lata sprawach „domowych” Adama Bernarda zwykło się mówić niewiele. „Przed ucztą potrzeba dom oczyścić z śmieci”. Dlatego zanim zasiądziemy z wieszczem do uczty podobnej do tej, która odbyła się ponad 170 lat temu w paryskim mieszkaniu Januszkiewicza przy rue l’Echaudé 9 i zachwycimy się Mickiewiczowską improwizacją, oczyśćmy jego paryski dom. A jeśli to się nie uda, to przynajmniej spróbujmy przyjrzeć się życiu wieszcza z nieco innej strony. Życiu wieszcza i dwóch kobiet – żony Adama i wileńskiej guwernantki, która miała na poetę ogromny wpływ, może nawet chwilami większy niż sam Mistrz Andrzej Towiański.

Celina Mickiewiczowa

Kobiety traciły dla Mickiewicza głowę, towarzyszyły poecie w każdym momencie jego życia. Adam jednak ciągle nie był gotowy do związków i szukał w damach bardziej „opieki niemalże matczynej” niż szczerego, gorącego uczucia. Wśród wielkich przyjaciółek Mickiewicza, cokolwiek by w tym przypadku mogło znaczyć to słowo, były m. in. Aniela, pani Kowalska, Maryla Wereszczakówna, Karolina Sobańska, Karolina Jaenisch, panny Bakuniówna i Ankwiczówna, Maria Szymanowska. Skandale, romanse, ciche westchnienia, małe namiętności, zauroczenia i nagle przed drzwiami Adama 29 czerwca 1834 roku staje Celina Szymanowska. O czym marzyła urokliwa niewiasta obdarzona manierami prawdziwej damy, wychodząc za cenionego poetę? Tego do końca się nie dowiemy. Małżeństwo było dla Celiny przede wszystkim ratunkiem przed samotnością. Nie wydaje mi się, żeby panna Szymanowska szukała u boku Adama sławy, raczej oparcia i bezpieczeństwa. Czego mógł szukać u jej boku Adam? Być może było to dla niego małżeństwo z rozsądku, poczuł, że przyszedł czas na ożenek, a może zrobiło mu się żal sieroty i przez wzgląd na dawną, zażyłą znajomość z matką Celiny, przygarnął panienkę pod swój dach? Cóż wielkiego młoda kobieta mogła ofiarować słynnemu poecie? Nie wniosła w posagu do domu Adama ani sławy i splendoru, ani pieniędzy i znajomości. Wniosła jedynie swoje łzy, szaleństwo i obłęd, którym dzieliła się z mężem. Mimo to ofiarowała mu wiele, wieszcz jednak tego nie doceniał, przynajmniej do czasu jej śmierci. Celina chciała być muzą, natchnieniem dla starszego o czternaście lat Mickiewicza, a przy tym wzorową gospodynią, słowem – matką i żoną idealną. Całe życie strzegła domowego ogniska i desperacko starała się wzniecić płomień gorącego uczucia, który okazał się jednak zbyt mały dla wielkiego poety. 29 sierpnia 1834 roku pisze w liście do Heleny Malewskiej o swoim życiu na przedmieściu: „Urządziliśmy się jak można najskromniej, ale wygodnie. Mogę cię teraz zapewnić, moja droga, żem znalazła nareszcie szczęście, o którem marzyłam. Adam dla mnie jest światem, o nic więcej nie dbam”. Rzeczywiście, Adam był dla Celiny „światem” przez cały czas, kiedy stała wiernie u jego boku. W dniu ślubu piękna dwudziestodwulatka tonęła w koronkach i bieli, a przez resztę życia w smutku, zapomnieniu i łzach. 2 lipca 1834 Adam pisał w liście do Edwarda Odyńca: „Oto krótko i węzłowato: żenię się z Celiną”, a kilkanaście dni później Ignacemu Domeyce polecił „ […] ubrać się pięknie we frak i przyjść pół do dziewiątej [dnia następnego] do Zana, a z nim przed dziewiątą do Wołowskich”, aby stamtąd udać się na ceremonię zaślubin.

Na początku było dobrze. Ona smażyła mu kartofle, on pisał w tym czasie list do Kajsiewicza. Ona spełnia jego zachcianki, „[…] powiada, że jest zupełnie szczęśliwą i cieszy się jak dziecko”, on prosi Odyńca: „Życz mnie tylko, żeby tak zawsze było. Trzy tygodnie szczęśliwe: dobre i to na świecie!”

Po narodzeniu Misi i Władzia Mickiewicz objął stanowisko profesora literatury łacińskiej na Akademii Lozańskiej. Celina zachorowała. Co było przyczyną jej obłędu? Januszkiewicz pisał, że „dostała zapalenia mózgu, czy to na tle moralnych, czy fizycznych przyczyn, nie wiadomo”. Przyczyna mogła być tylko jedna. Tłumione frustracje, upokorzenia, lęki, smutki odbiły się na jej zdrowiu psychicznym. Sama Mickiewiczowa twierdziła, że jej szaleństwo to skutek „rzucenia się mleka do mózgu” po urodzeniu dziecka. Uparcie twierdziła, że jest Matką Boską Częstochowską, została powołana do wskrzeszenia Polski i zbawienia Żydów. Adaś, zawsze wierny ojczyźnie, miał być w przekonaniu Celiny królem cierpiącego kraju. Mickiewiczowa spędziła trzy miesiące w domu psychiatrycznym w Vanves, skąd wróciła inna – zdrowsza i odmieniona. Adam pisał: „tęsknimy do Ciebie, staraj się, o moja miła, prędko wyzdrowieć”. Być może czuł, że to przez niego te szaleństwa, obłęd wywołany tym, że nie potrafił prawdziwie kochać Celiny. Po kuracji Mickiewiczowie wyjechali razem do Lozanny, którą Adam „gdyby nie choroba powtórna żony i dzieci” wspominałby „jak raj”. Wieszcz – jak sam pisał – żarł tam łacinę i pluł francuszczyzną, a Celina miała nadzieję, że może teraz ich „Bóg pocieszy i da zdrowia i pokoju”, ale obłędy powracały ze zdwojoną siłą. Mickiewicz pisał do Zalewskiego: „coraz mniej we mnie energii do wytrzymania […] smutek powoli zstąpił aż na dno mej duszy, stąd go bardzo trudno wyrugować, zwłaszcza, że i do pracy brak mi często czasu i swobody […]”. W 1840 roku oficjalnie zrezygnował z pracy w Lozannie. „Misia już robi pończochę, a Władzio ma dwa zęby. Bardzo miły chłopczyk, kochający i delikatny jak dziewczynka. Malutka druga córeczka (Helena, ur. 1840) tłusta jak ogórek. Żona zdrowsza niż kiedy, ale ja bardzo przyduszony. Miałem wiele niespokojności z małym Władziem, który zawsze biedny i słabiutki. Helenka za to wygląda jak żółw morski” – pisał Adam. Dzieci, żona, dom, tęsknota, emigracja, szaleństwa i w tym wszystkim Adam – człowiek. Mickiewiczowie zmieniali się razem, zmieniali się na gorsze. Celina, pozbawiona komfortu psychicznego, żaliła się na trudną sytuację finansową, miewała swoje wewnętrzne rozterki, które wpędzały ją w melancholie. Adam stawał się coraz bardziej srogi i popędliwy, wymagał od żony wiele, zapominając o jej miłości, talencie, pięknie. Celina miała podołać domowym obowiązkom, zająć się dziećmi i z pokorą mieć oczy zwrócone w stronę męża, który w listopadzie 1940 roku otrzymał nominację na stanowisko profesora tymczasowego literatur słowiańskich w Collège de France. Wydawałoby się, że życie Mickiewiczów zmieni się na lepsze. Poprawi się ich sytuacja finansowa, rodzinie będzie żyło się komfortowo, dostatnio, że choroba Celiny zniknie i o szaleństwie nie powie się już słowa. W istocie, życie rodziny zmieniło się bardzo, ale czy na lepsze? Celina cierpiała dalej, przypominając sobie kierowane wobec niej zarzuty; a to, że jest Żydówką, ubogą panną, że zmieniła życie poety w koszmar, ujmując mu blasku i że usunęła z jego dłoni pióro, którym miał walczyć o wolną Polskę. O jej histeriach leczonych przez Andrzeja Towiańskiego, który pojawił się w domu Mickiewiczów w lipcu 1841 roku, o tym, że była tylko meblem w domu Adama, że nieprzerwanie walczyła z Deybelówną, można pisać wiele, jednak ważne jest to, że za życia nigdy nie została przez męża doceniona. Zawsze wierna, pogodzona z losem, służąca Adamowi „[…] była pełna taktu i niezrównanej delikatności. Jeszcze dziś widzę śliczną jej postać i czuję łagodne dotknięcie jej dłoni kiedy do snu nas układała, albo kiedyśmy rano biegli do jej łóżka na dzień dobry […] z równą spokojnością i chęcią umiała ona później wyrzec się nie tylko przyjemności, ale wygód życia, najcięższe kłopoty i biedy emigranckiego bytu przenosząc z taką rezygnacją i pogodą, żeśmy się goryczy nie domyślali wcale, z energią niezrównaną dźwigając ciężar, który silniejsze mógł ugnieść barki. Nie pamiętam, abym kiedyś słowo zniecierpliwienia lub skargi z jej ust posłyszała, lub porównania dawniejszych wygód z dzisiejszym niedostatkiem, choć piękne i delikatne jej rączki do najtwardszej czasem pracy gospodarskiej brać się musiały. Cała mężowi oddana, w miłości tej siłę czerpała na wszystko […]” – pisała najstarsza córka Mickiewiczów, Maria Gorecka. 18 maja 1855, po śmierci Celiny, która zmarła 15 marca tego samego roku, Adam pisał: „Od czasu kiedy się dowiedziała ode mnie, że już nie było nadziei życia, zrobiła wszelkie rozrządzenia domowe, pożegnała się ze wszystkimi znajomymi zupełnie jak przed podróżą. Słowami i czynami dała wtenczas świadectwo prawdom, które o przyszłym świecie przeczuwaliśmy i przewidywaliśmy. Te ostatnie chwile […] wytłumaczyły po części zagadkę tylu lat bolesnych. Można powiedzieć, że w chwilach tych rozłąki połączyliśmy się po raz pierwszy. Jakoż przyrzekła mi, że będzie duchem mnie pomagać i być ze mną. Czemuż tego nie było za życia?”. „Ten biedny Mickiewicz”, zbierający w 1851 roku rydze w Fontainebleau, aby je zamarynować na zimę, z drżącym sercem zasadzał jarzębinowe drzewko w ogrodzie przy rue du Boulevard 12, Batignolles, które miało mu przypominać utraconą Litwę. Adam, który polecił ochrzcić Józefa wodą z Niemna, palił dokumenty w domowym kominku, w dzieciństwie czuł wstręt do pisania i pająków, otrzymywał nagany za swoją kaligrafię, po śmierci żony przez trzy miesiące zmagał się z sennymi wizjami. Śmierć Mickiewiczowej zaciążyła na jego psychice. Czy to tylko wyrzuty sumienia, strach, rozgoryczenie, czy uświadomienie sobie, że stracił wierną, kochającą, niedocenioną kobietę, której najpierw powierzył tajemnice swojego życia, a później kazał zostawiać go samego? Być może kochał Celinę. Kochał na swój sposób, bo „Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, i noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy”.

Xawera Deybel

O Mickiewiczowej można pisać wiele. Godzinami rozprawiać o jej szaleństwie, o miłości do Adama, poświęceniu, dzieciach, małżeństwie, związku z Kołem Sprawy Bożej, heroicznej próbie uwolnienia mistrza Andrzeja z więzienia, ale cały czas „Mrok tajemnic nas otacza”. W 1841 roku do domu Mickiewiczów wraz z przybyciem Xawery Deybel, później także Andrzeja Towiańskiego, „wkradł się bezład, chłód jakiś dla nas dawniej pieszczonych, dziś często zostawianych na stronie. Odtąd zaczęło się u nas pojawiać dużo nieznajomych osób, nam dzieciom było ciężko i duszno” – pisała najstarsza córka Mickiewiczów. Wiadomo jak ogromny wpływ na życie Adama i Celiny miał Mistrz Towiański i działalność Koła Sprawy Bożej, jednak o tym nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach. Spróbujmy przyjrzeć się wpływowi Xawery, która „zapukała śmiało do mieszkania Adama Mickiewicza w Paryżu przy rue d’Amsterdam” – jak pisze Bełza – i stała się szybko powodem licznych kłopotów Mickiewiczowej. Bestia, towianica Deybel – tak pisał o niej Lenartowicz. „Chuda, niepokaźna […] o smagłej, niby cygańskiej urodzie, ze wspaniałymi oczyma, cokolwiek mal faite, jakby lekko ułomna i tak niska, że siadając do fortepianu kładła na krześle stos nut, aby sięgnąć wygodnie klawiszy” – jak wynika z relacji Maryli Wolskiej – wprowadziła do domu Mickiewiczów zamęt, gniew, strach, przerażenie, niezgodę. Stała się główną przyczyną nieporozumień i kłótni. Kallenbach wspomina, że wywierała niebezpieczny urok nie tylko swoim wdziękiem, ale przede wszystkim magicznym wzrokiem. Sam Mistrz obawiał się magnetycznych, diabolicznych wręcz oczu Deybelówny. Umiejętnie kusiła Mickiewicza magnetyzmem (w języku Towiańskiego magnetyzm to pokusa fizyczna) i urzekła głosem, śpiewając: „Słowiczku mój! a leć, a piej! / Na pożegnanie piej / Wylanym łzom, spełnionym snom! / Skończonej piosnce twej”. Xawera nie pozostawała w Wilnie anonimowa, mimo to o jej przeszłości wiemy niewiele. Piękny mezzosopran, który prezentowała, występując na wileńskich, moskiewskich i petersburskich scenach, wyjątkowo podobał się publiczności. Jak Deybelówna znalazła się w Paryżu? Roman Kaleta w książce Sensacje z dawnych lat wskazuje na istotną informację dotyczącą wyjazdu Deybelówny do Francji, znajdującą się w przypisie do artykułu Romualda Podberskiego w „Tygodniku Literackim”: „w pierwszych dniach maja p. Heinefetter [nauczycielka i opiekunka Xawery, którą Deybelówna traktowała jak drugą matkę, przyp. autorki] będzie w Petersburgu i zaraz stamtąd pojedzie do Królewca i Berlina, gdzie zabawiwszy nieco, w sierpniu spotka się na wodach badeńskich z siostrą Katarzyną, z którą p. Deybel rusza do Paryża”. Jej przybycie do domu Mickiewiczów zniszczyło życie rodzinne poety. Wpadła nagle jak piorun i boleśnie zraniła serce Celiny, rozdzielając ją z mężem. Xawera była niezwykle odważna, może nawet zuchwała i zdeterminowana. Szybko zainteresowała sobą Adama i zyskała przychylność otoczenia. Żona poety, początkowo życzliwie usposobiona dla Deybelówny, z czasem zaczęła baczniej przyglądać się poczynaniom młodej Litwinki. Wspólne dyskusje w gabinecie Adama, wycieczki Xawery i poety za miasto, przechadzki, podczas których brała wieszcza pod ramię i szła z nim jak żona z mężem – to wszystko obserwowała z niepokojem i nieopisanym bólem serca bezradna Celina, która jeszcze niedawno zwierzała się siostrze: „[…] mieszka teraz u nas młoda osoba, bardzo dobra i gruntownie wychowana, panna Deybel, trudzi się edukacją Marysi, ale tylko przez przyjaźń […]” Przyjaźń szybko zmieniła się w nienawiść. Celina chciała walczyć, wydrzeć Adama z ramion Xawery. Nie udało się. Romans, fascynacja, związek, pożądanie, zauroczenie – jakie słowo może najlepiej określić relacje poety z Xawerą? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Jean-Charles Gille-Maisani w książce Adam Mickiewicz. Studium psychologiczne mówi o „udanym związku uczuciowym” z Deybelówną. Jego zdaniem obecność tej kobiety w życiu Adama, „jakkolwiek naganna z moralnego punktu widzenia i bolesna w skutkach dla Celiny, wywarła dodatni wpływ na rozwój […] osobowości” poety. Być może Mickiewicz nabrał przy Xawerze pewności siebie. Litewska guwernantka pomagała mu rozwijać wnętrze, potwierdzała słuszność jego przekonań i szybko stała się cieniem Adama. Jednemu nie da się zaprzeczyć – opętała Mickiewicza, zawładnęła nim, oczarowała wizjami, aktywnością w Kole Sprawy Bożej, wpływała na jego myśli, zajmowała rozmową, łatwo wpadała w ekstazy. Pod jej wpływem wieszcz dokonał zmiany w „[…] słowach Napoleona upodabniając je do tekstu, który [mu] pokazała”. W tym wypadku trudno nie zgodzić się z twierdzeniem Krzysztofa Rutkowskiego, który w książce Xiężniczka: Miejsce Xawery Deybel w rodzinie Mickiewiczów pisze: „W Xawerze znalazł [Mickiewicz] dopełnienie błogosławionych właściwości, których – wedle niego – brakowało Celinie”. Deybelówna idealnie odgrywała rolę żony, o której poeta zawsze marzył, Celina robiła to według niego nieumiejętnie i niewystarczająco wiarygodnie. Adamowa uparcie walczyła o swoją pozycję w domu. „Blada, sztywna, zadręczona, samotna, opuszczona i niekochana – jak pisze Rutkowski – zastygła w posąg z bólu”. W 1845 roku, po zatargu z Towiańskim i napiętej sytuacji w Kole, Litwinka opuszcza dom wieszcza, aby po jakimś czasie do niego wrócić. Deybelówna wracała tak, jak obłędy i szaleństwa wracały do Celiny, ze zdwojoną siłą, mocniejsza, bardziej zdeterminowana i bezwzględna. Mickiewicz nie mógł wybrać między Xawerą a Celiną, „[…] pozostawał rozdarty pomiędzy obłędem i opętaniem dwóch kobiet […]”. Podłoże zbliżenia Xawery i wieszcza stanowiły niewątpliwie przeżycia mistyczne, ale nie należy zapominać o nawiązywaniu przez Księżniczkę Izraelską, jak nazywał ją Towiański, kontaktów o zabarwieniu erotycznym, co przychodziło jej z ogromną łatwością. Sam Słowacki zakpił ze związku Adama z Xawerą, pisząc krótki wiersz Chór duchów izraelskich, który udało się odczytać z niewyraźnego, zamazanego rękopisu:

„Nu a [niewielka]
Pani Dejbelka
Ta chodzi
i [uwodzi]
Bez [węża,]
Gdy Pan Bóg spuści męża.”

„Pani Dejbelka” powinna zostać usunięta z życia Mickiewicza, schowana przed narodem, wykreślona, utopiona w morzu niepamięci. „Tyle niewyjaśnionych spraw – pisze Ewa K. Kossak w książce Boskie diabły – Labirynt jej ścieżek prowadzi zawsze donikąd. Cóż jednak począć, kiedy żywot Xawery składa się głównie z pytajników?”. Kochanka czy towarzyszka, nauczycielka czy diablica niszcząca życie rodzinne Mickiewiczów? Rozważania, dociekania, pytania i obyczajowy skandal, którego nie sposób jednoznacznie wytłumaczyć i który nigdy nie ulegnie przedawnieniu. O istnieniu Deybelówny nie wiedzielibyśmy nic, gdyby nie Tadeusz Żeleński (Boy), który ustalił, że była to najaktywniejsza działaczka Koła Sprawy Bożej, wielka miłość Mickiewicza i matka jego dziecka, o czym później. Zofia Szymanowska, przyrodnia siostra Celiny, spędziła w domu poety kilka lat. Według niej panował tam ogólny nieład i dziwne rozprężenie. Zofia ubolewała nad losem smutnej, zaniedbanej, przygnębionej siostry, w której wizerunku zauważała dręczącą chorobę psychiczną. Pierwsze spotkanie z lokatorką Mickiewiczów siostra Celiny wspomina bardzo negatywnie. Uderzyła ją przenikająca siła wzroku Xawery, co wywołało wstręt i niepokój. Wstrętu do Xawery nie czuł Mickiewicz. Ba! Siła, z jaką przyciągała go do siebie, wydaje się być fascynująca. „Wzięła go niewiasta magnetyzmem”, osaczyła spojrzeniem i oderwała od żony. Władysław Mickiewicz usilnie starał się osłabić wagę świadectwa pamiętników ciotki. Dbał o utrwalenie jedynie słusznego obrazu ojca. Wymógł na Wołyńskim pożyczenie pamiętnika Szymanowskiej, który najprawdopodobniej zniszczył. Relacje znamy z cząstkowych notatek, które trafiły później do rąk Kraszewskich. Podobno sama Zofia była zauroczona Adamem do tego stopnia, że miała nadzieję na związek z poetą po śmierci siostry, jednak to wyłącznie spekulacje. O utrwalenie nieskazitelnego wizerunku Adama dbała również Maria Gorecka. Spaliła pożyczone od Bełzy w lipcu 1890 roku listy Xawery adresowane do Mickiewicza. Maria i Władysław robili wszystko, aby nie zaszkodzić pośmiertnej sławie ojca, zniszczyć najmniejszy ślad istnienia Xawery.

Adam Mickiewicz miał z Celiną Szymanowską sześcioro dzieci: Marię, Władysława, Helenę, Aleksandra, Jana , który odziedziczył chorobę psychiczną po matce i 18 ostatnich lat życia spędził w zakładzie zamkniętym oraz Józefa (nazywanego Zizim). Nie ulega wątpliwości, że miał również dziecko z Xawerą Deybel. Podszeptywano, że prawdziwą matką Józefa była Xawera, jednak co do tego nie ma pewności. Kiedy Mickiewicz organizował Legion we Włoszech, 20 maja 1848 roku odbyło się zebranie Koła, podczas którego próbowano nakłonić Deybelównę do związku z Iwanowskim. Tak oto dochodzimy do przykrej karty w życiorysie poety. Najprawdopodobniej Xawera oczekiwała wtedy dziecka. Towiański, chcąc to dziecko „zalegalizować”, starał się wydać Deybelównę za Iwanowskiego. Nie możemy ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Deybel była wtedy w błogosławionym stanie, jednak należy zwrócić uwagę na notatkę Seweryna Goszczyńskiego z 20 czerwca 1849 roku: „Adam od kilku dni wyjechał na wieś […] mnie się zdaje, że jest w Nanterre, bo pozawczoraj widziałem tam przechodzącą Ksawerę Deybel, która, jak mówią, w Nanterre odbywa połóg”. W 1850 roku Anna Józefa Maria Deybel zwana Xawerą znika z życia Mickiewicza. Wiadomo, że po śmierci Celiny 28 kwietnia 1855 wyszła za mąż za Edmonda Mainarda, który był komisarzem policji. Kiedy pan Mainard stracił posadę i rodzina pozostała bez środków do życia, Xawera zwróciła się do Władysława Mickiewicza o pomoc. 21 lipca 1858 w pamiętniku Goszczyńskiego czytamy, że Mainardowa pisała: „Mąż mój jest bez miejsca, jesteśmy w niedostatku, mamy troje dzieci, żądam od ciebie 2000 fr. na wychowanie dziecka twojego ojca”. Trudno tutaj mówić o pomyłce. Mickiewicz miał dziecko z Xawerą Deybel, jednak ten szokujący związek uchodzi za coś wstydliwego i gorszącego. Kolejnym źródłem potwierdzającym, że Adam rzeczywiście miał dziecko z nieprawego łoża, są relacje synowej córki Towiańskiego, według których w czasie pobytu córki Mistrza – Walerii Kulwieciowej – w Paryżu, została ona zaproszona do rodziny Mainardów na obiad, podczas którego młoda, rezolutna panienka powiedziała: „A ja jestem córką Adama Mickiewicza”. Informacje na ten temat znajdujemy w książce Janusza Odrowąż-Pieniążka wydanej w 1998 roku. Xawera zrezygnowała dla Adama ze znakomicie zapowiadającej się kariery, pojawiła się w jego domu, z którego wiele razy uciekała i wracała. Nie zmienia to pośmiertnego życia Xawery Mainardowej z domu Deybel, która istnieje nie istniejąc. Maria Gorecka i Władysław Mickiewicz próbowali dowieść, że nie odegrała istotnej roli w życiu Mickiewiczów. Często pomijana w biografiach poety, zapomniana, wstydliwie usuwana, systematycznie wykreślana z jego życia, „ani ładna, ani brzydka, […]” – jak pisał Bełza – funkcjonowała jako mało ważna opiekunka dzieci i tak zwykło się o niej mówić. O działalności w Kole Sprawy Bożej, wspólnych wakacjach w Saint-Germaine-en-Layne, o jej ingerencji w „Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia, [Mickiewiczów] / te pasaże pod górkę «bycia-dwojgiem-ludzi»” i o tym, że najmłodsza córka Adama najchętniej widziałaby ją w więzieniu dla prostytutek w Saint-Lazare – przez lata nikt nie mówił ani słowa. O mniej znanych, zagadkowych, wciąż nieodkrytych kartach z życia wspaniałego Adama Mickiewicza nie należy jednak zapominać, „bo każdy blask się w końcu może nieco znudzić”. „Powiedz im [dzieciom Mickiewicza], niech się kochają, zawsze” – mówi Adam na łożu śmierci, ale kogo naprawdę kochał wieszcz?

Autorka świadomie rezygnuje z wprowadzenia przypisów, jednak pozostaje do dyspozycji czytelników. Mail: ou.madlen@gmail.com

2 komentarzy »

  • nkg pisze:

    Dobry przykład do rozdziałów „Piękno Meduzy” i „Piękna bezlitosna pani” ze „Zmysłów, śmierci i diabła w literaturze romantycznej” Mario Praza :).

  • Kres pisze:

    Dziękuję za informacje, potrzebowałam jakiegoś odnośnika do zachowania artysty, bez tego ni diabła nie mogę ruszyć jego roli w przedstawieniu :)

Drodzy czytelnicy! Ze względu na atakujących nas spamerów, na jakiś czas postanowiliśmy włączyć funkcję ręcznego zatwierdzania komentarzy. Jeśli jakaś wypowiedź nie wyświetla się od razu na stronie, prosimy o chwilę cierpliwości – na pewno zostanie opublikowana :)

Dodaj komentarz poniżej lub dodaj trackback ze swojej strony.. Możesz także subskrybować te komentarze przez RSS.

Be nice. Keep it clean. Stay on topic. No spam.