Artykuły w dziale Film
Zaproście mnie do stołu
„Tańczący jastrząb” (1977 r.) w reżyserii Grzegorza Królikiewicza jest kinową wersją, powstałego trzy lata wcześniej spektaklu telewizyjnego „Toporny”. Pierwowzór obydwu adaptacji stanowiła powieść autorstwa Juliana Kawalca „Tańczący jastrząb”. Jasno wyznaczony czas, w którym żył Michał Toporny, stanowi wymowny symbol.
„2001: Odyseja kosmiczna” i „Nieodwracalne”. O dwóch (nie)podobnych filmach
Co łączy klasyczne dzieło Kubricka ze skandalizującym filmem o brutalnym gwałcie i równie brutalnej zemście? Drobiazgowa analiza przynosi zaskakujące wnioski.
Ze sztambucha Szumowskiej
W jednym z wywiadów z Małgośką Szumowską dziennikarka chyba przypadkiem trafia w punkt. „Czy to nie jest historia stara jak świat? — pyta. — Kiedyś to się nazywało: mieć utrzymankę”. Reżyserka odpowiada: „Tak, ale utrzymanki nie udzielały wywiadów”. I to właściwie starcza za recenzję.
„… a ciemność jej nie ogarnęła.” Rzecz o „Róży”
„Kiedy opadła groza pogasły reflektory / odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach”. Dziwną (a w każdym razie niespecjalnie normalną na co dzień) pozycją jest przykładowo leżenie płasko na szarej ziemi, tak że ma się piasek we włosach, a krzepnącą krew rozlaną po całym czole.
Musicie porozmawiać o Kevinie
Trzeba przyznać, że Lynne Ramsay, reżyserka filmu, nadała mu ciekawy tytuł. Ciekawy i sprytny. Oprócz nawiązania do stereotypowego „kodu rodzinnego” i nakreślenia problemu, jaki przyjdzie widzowi śledzić przez dobrze zagospodarowane 110 minut, robi coś jeszcze. Tytułem wykracza poza przestrzeń fabuły i zwraca się bezpośrednio do nas, włączając we wspólną sprawę.
Milcząca radość Syzyfa
Wojtek Smarzowski w Róży obnażył bez wątpienia najokropniejsze cechy ludzkiej natury. Wyciągnął na wierzch rządzące nami najpodlejsze instynkty. Rzucił Polakom w twarz ich największe wady, przypomniał o tym, o czym uporczywie próbujemy nie pamiętać. Ale poza tym bez męczącego patosu i bez dawania podstaw do bezsensownych dyskusji przedstawił bardzo optymistyczną i – o dziwo – wciąż wiarygodną wizję człowieka.
Notatki z 27. Warszawskiego Festiwalu Filmowego
Historia odbywającego się na początku października Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego – początkowo jako Warszawskiego Tygodnia Filmowego, a następnie Warszawskiego Festiwalu Filmowego – sięga roku 1981. Od roku 2001 znajduje się on na prestiżowej liście trzynastu najważniejszych, tzw. międzynarodowych festiwali konkursowych, posiadających akredytację FIAPF.
Bitwa warszawska 1920
Podobno Jerzy Hoffman założył się z Andrzejem Wajdą o butelkę wina, że jego najnowszy film pobije w polskich kinach rekord popularności i zarobi więcej niż dotychczasowy rekordzista – „Ogniem i mieczem”. Biorąc pod uwagę, że artyzm zazwyczaj nie idzie w parze z komercyjnym sukcesem, jest to możliwe.
Walt Disney w samych skarpetkach
To tylko seks (Friends with Benefits) zaczyna się jak typowa amerykańska komedia romantyczna i kończy się pocałunkiem. Dobrze wiesz, że oni ostatecznie się w sobie zakochają i nie będą mogli bez siebie żyć. Każda sekunda tego filmu jest przewidywalna. Niektóre sceny są głupie i niejasne. A na dodatek Justin Timberlake nie zdejmuje skarpetek przed pójściem do łóżka.
Zbiorcza odpowiedź na recenzje z kina, czyli artykuł bez metafor i aluzji
Nie jestem koneserką kina, na dźwięk słów „ambitny film” od razu odechciewa mi się siadać przed ekranem, bawią mnie amerykańskie komedie romantyczne. Patrzę na nie jednak krytycznie i jestem świadoma, że film, który spełnił swoje zadanie jako narzędzie dostarczania rozrywki, nie staje się automatycznie filmem dobrym.
„O północy w Paryżu” – nowy, lepszy Woody Allen
Po ostatnim, niezbyt udanym filmie (Poznasz przystojnego bruneta), nowe dzieło Allena pozytywnie zaskakuje. O północy w Paryżu rozpoczyna długa seria ujęć przedstawiających Paryż, miasto pojawiające się już wcześniej (choćby we Wszyscy mówią: kocham Cię) w jego twórczości. Reżyser daje w niej znać tym mniej bystrym z widzów, że jego film będzie opowiadał nie tylko o ludziach i ich problemach, lecz także o stolicy Francji. To kolejny w dorobku autora Manhattanu obraz-hołd oddany miastu.
Chybił trafił. „Wygrany” Wiesława Saniewskiego
Wygrany to film, na którego plakacie reklamowym powinno znaleźć się ostrzeżenie: Uwaga: dla widzów cierpliwych. Niewiele można poradzić na wyraźną słabość Saniewskiego do kumulowania wątków w leniwie rozwijających się fabułach. Na ekranie ważniejsze od czynu jest słowo. Miłośnicy kina akcji mogą szybko się zniechęcić. Saniewski stawia na dialog.
Monstrualna parówka w kolorze magenty
Jak co roku, bardzo się obawiałem. Chociaż z każdą kolejną edycją Nowych Horyzontów coraz lepiej odczytuję tajny kod autorów katalogu, którzy w sformułowaniach w rodzaju „minimalistyczna opowieść o przemijaniu” czy „monotonna, ostentacyjnie powolna narracja” zawierają – chcę w to wierzyć – wyraźne przestrogi, to i tak zawsze trafiam na filmy, które nakręcono tylko po to chyba, by udowodnić, że się da.
„Moskitiera” – o filmie, który powinien obejrzeć Gombrowicz
Najprościej o Moskitierze można by powiedzieć, że jest to utrzymana w konwencji groteskowej satyra na europejską zamożną klasę średnią. Bohaterowie filmu to niczym niewyróżniający się członkowie pewnej przeciętnej rodziny. Zwykle nie mają oni swojego zdania i mówią to, co wydaje im się, że powinni mówić albo to, co ktoś im poradził, aby powiedzieli.
„Lincz”
Polskie kino w większej swej części żywi się przeszłością. Scenarzyści przerzucają wymięte roczniki „Trybuny Ludu”, scenografowie wygrzebują z demobili paździerzowe meblościanki i poobdrapywane hełmy zomowców, reżyserzy przeglądają czarno-białe zdjęcia, nucąc pod nosem Janek Wiśniewski padł. Trawienie PRL-u przez rodzimy przemysł filmowy trwa w najlepsze, czemu w sumie trudno się dziwić.
Dla wytrwałych w wierze (w dobre kino)
Dawno, dawno temu, jeszcze w ubiegłym wieku, gdy byłam bardzo młoda i miałam mniej więcej trzynaście lat, postanowiliśmy z tatą i z dziadkiem, w drodze do Ostrowa Wielkopolskiego (rodzina), zahaczyć o sławetny Licheń. Dziadek – można się domyślić, dlaczego, tata – raczej z turystycznej ciekawości, ja – bo ważne, żeby być w drodze, nieistotne dokąd (już wtedy przejawiałam jakieś podświadome prokerouackie ciągoty).
Poznasz starzejącego się Allena
Woody Allen ma szczęście. Wszyscy go znają jako tego małego, przewrotnego nowojorczyka, który z wielkim uporem twierdzi, że jego ulubioną rozrywką jest oglądanie meczów w telewizji. Dzięki wyrachowanej nieporadności wykreował wizerunek uroczego safanduły. Dla swoich fanów przestał już być artystą, a stał się raczej symbolem pewnego stylu życia. Nie ma więc znaczenia, że od dawna nie nakręcił nic, co można by z czystym sumieniem nazwać świetnym.
Jak można mówić o PRL-u?
Od niedawna w Polsce możemy zaobserwować prawdziwy boom na filmy fabularne na temat PRL-u. Tylko w 2009 roku powstały dwie filmowe biografie, thriller, czarna komedia i film społeczno-obyczajowy. W 2010 roku do tej grupy dołączyła „Różyczka” (w tym przypadku trudno określić gatunek), a teraz – u progu roku 2011 – do kin wszedł dramat historyczny „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Nie jest to oczywiście lista kompletna, w pewnym sensie jednak – reprezentatywna.
Wszystko w porządku, tylko co z tego wynika?
Nie kumam lesbijek. (Panowie, proszę sobie darować ten uśmieszek, pomijam wizualny aspekt zagadnienia.) Mój heteroseksualny – przynajmniej w większej części (pozdro Kinsey) – mózg jest w stanie wygenerować mniej lub bardziej wyraźny obraz związku dwóch mężczyzn. Gdy zabraknie mu doświadczeń empirycznych bądź wyobraźni, zawsze może sięgnąć do wiedzy utrwalonej przez literaturę czy kinematografię i robi to ochoczo. Wystarczy otworzyć szufladkę z etykietką „związek gejowski”, a zawartość wyskakuje sama.
U źródeł „innego realizmu”
Chantal Akerman udało się zdobyć idealną pozycję w historii filmu: z jednej strony stała się klasykiem (klasyczką) kina, a jej dzieła wyświetlane są w galeriach i podczas alternatywnych projekcji, z drugiej pozostała w pewnym sensie awangardowa, poza głównym nurtem artystów kontestujących jak Jean-Luc Godard, Michelangelo Antonioni czy wczesny Bernardo Bertolucci. Jednocześnie pozostaje na uboczu oraz cieszy się uznaniem krytyków, a jej filmy wciąż potrafią wzbudzać silne emocje.
























najnowsze komentarze: