<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do Niewinni Czarodzieje</title>
	<atom:link href="http://niewinni-czarodzieje.pl/comments/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://niewinni-czarodzieje.pl</link>
	<description>studencki portal kulturalny</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 19:50:45 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2</generator>
	<item>
		<title>Skomentuj LJN: Ewa Lipska – &#8222;Droga pani Schubert&#8230;&#8221;, którego autorem jest LJN: Wywiad z Ewą Lipską, autorką tomiku „Droga pani Schubert…” &#124; Niewinni Czarodzieje</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/ljn-ewa-lipska-%e2%80%93-droga-pani-schubert#comment-4804</link>
		<dc:creator>LJN: Wywiad z Ewą Lipską, autorką tomiku „Droga pani Schubert…” &#124; Niewinni Czarodzieje</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 19:50:45 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4070#comment-4804</guid>
		<description>[...] również do lektury recenzji tomiku Droga pani Schubert&#8230; [...]</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>[...] również do lektury recenzji tomiku Droga pani Schubert&#8230; [...]</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Literatura polska niedoceniona, którego autorem jest Pan B</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/literatura-polska-niedoceniona#comment-4803</link>
		<dc:creator>Pan B</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 May 2012 18:28:48 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4011#comment-4803</guid>
		<description>Wzrokiem studenta trzeciego roku kierunku technicznego, który niegdyś trafił do złego liceum i do złej klasy, mogę stwierdzić - ludziom zwyczajnie, po Gombrowiczowsku... się nie chce! Lektury, czy jakakolwiek inna literatura, nie interesują, nie zajmują, nudzą i niepotrzebnie zabierają czas. Może prócz tych &quot;wyższych&quot; szkółek, gdzie są ambitne osoby lub zwyczajnie nawykłe do uczenia się wszystkiego jak leci.
Trzeba zadać sobie pytanie: czy jakakolwiek zmiana jest w stanie dać efekt jeśli uczniowie i tak mają to w nosie? Owszem, złego stanu rzeczy nie należy zostawiać by gnił dalej, ale podejrzewam, że nawet najlepsze intencje pozozstaną bez odzewu jeśli uczniowie nadal będą widzieć w książkach zło konieczne. Może nie do końca wpisałem się w myśl artykułu ale prosiłbym o rozważenie, czy przed wszelką zmianą nie powinno się wpierw przygotować pod nią gruntu...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Wzrokiem studenta trzeciego roku kierunku technicznego, który niegdyś trafił do złego liceum i do złej klasy, mogę stwierdzić &#8211; ludziom zwyczajnie, po Gombrowiczowsku&#8230; się nie chce! Lektury, czy jakakolwiek inna literatura, nie interesują, nie zajmują, nudzą i niepotrzebnie zabierają czas. Może prócz tych &#8222;wyższych&#8221; szkółek, gdzie są ambitne osoby lub zwyczajnie nawykłe do uczenia się wszystkiego jak leci.<br />
Trzeba zadać sobie pytanie: czy jakakolwiek zmiana jest w stanie dać efekt jeśli uczniowie i tak mają to w nosie? Owszem, złego stanu rzeczy nie należy zostawiać by gnił dalej, ale podejrzewam, że nawet najlepsze intencje pozozstaną bez odzewu jeśli uczniowie nadal będą widzieć w książkach zło konieczne. Może nie do końca wpisałem się w myśl artykułu ale prosiłbym o rozważenie, czy przed wszelką zmianą nie powinno się wpierw przygotować pod nią gruntu&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Piękny mózg Kasi Tusk, którego autorem jest Pan B</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/piekny-mozg-kasi-tusk#comment-4802</link>
		<dc:creator>Pan B</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 06 May 2012 17:28:53 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=3986#comment-4802</guid>
		<description>No cóż, postać pani Katarzyny drażni wiele osób... Choć ja staram się gorączkować jak najmniej jej osobą. Zwyczajnie - nie interesuje mnie. Może to z powodu braku podobieństwa mojego i jej zycia codziennego - mieszkam w bloku, nigdy nie pojechałem na narty, a o własnej biblioteczce mogę pomarzyć? Podobnie jak o sławie. Delilkatność i smukłość przemyśleń niewiele ode mnie starszej dziewczyny idealnie pasuje jednak do wizerunku córeczki premiera, która nie może podzielać powszechnych wczesnodorosłych czynności - zapalenia marychy (a nie daj już Boże napisania o tym!) czy zachlania się na umór i, opcjonalnie, oddania się koledze z grupy ćwiczeniowej. O zajęciu politycznego stanowiska rónież trzeba zapomnieć; co będie, jeśli przemyślenia nt. feminizmu i miejsca kobiet w społeczeństwie wezmą rozbrat ze słowami tatusia? Tabloidy obsmarowałyby, jak to w świętej rodzinie nie ma jedności, pan Donald miałby jeszcze bardziej oszpecony wizerunek i klops... Tak więc, według mnie, pani Katarzyna jest niewolniczką własnej pozycji jak i powziętej drogi. Nie lubię jednak stagnacji i mimo wszystko będę niecierpliwie czekał aż założy glany i pójdzie na gig, wstawiając wcześniej zdjęcia z zakupioną bluzką Slayera...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>No cóż, postać pani Katarzyny drażni wiele osób&#8230; Choć ja staram się gorączkować jak najmniej jej osobą. Zwyczajnie &#8211; nie interesuje mnie. Może to z powodu braku podobieństwa mojego i jej zycia codziennego &#8211; mieszkam w bloku, nigdy nie pojechałem na narty, a o własnej biblioteczce mogę pomarzyć? Podobnie jak o sławie. Delilkatność i smukłość przemyśleń niewiele ode mnie starszej dziewczyny idealnie pasuje jednak do wizerunku córeczki premiera, która nie może podzielać powszechnych wczesnodorosłych czynności &#8211; zapalenia marychy (a nie daj już Boże napisania o tym!) czy zachlania się na umór i, opcjonalnie, oddania się koledze z grupy ćwiczeniowej. O zajęciu politycznego stanowiska rónież trzeba zapomnieć; co będie, jeśli przemyślenia nt. feminizmu i miejsca kobiet w społeczeństwie wezmą rozbrat ze słowami tatusia? Tabloidy obsmarowałyby, jak to w świętej rodzinie nie ma jedności, pan Donald miałby jeszcze bardziej oszpecony wizerunek i klops&#8230; Tak więc, według mnie, pani Katarzyna jest niewolniczką własnej pozycji jak i powziętej drogi. Nie lubię jednak stagnacji i mimo wszystko będę niecierpliwie czekał aż założy glany i pójdzie na gig, wstawiając wcześniej zdjęcia z zakupioną bluzką Slayera&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Literatura polska niedoceniona, którego autorem jest Artur</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/literatura-polska-niedoceniona#comment-4801</link>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 18:33:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4011#comment-4801</guid>
		<description>Systemu nie da się obalić samymi deklaracjami, ale chyba od nich powinno się zacząć. Z mojej strony również to wszystko, pozdrawiam!</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Systemu nie da się obalić samymi deklaracjami, ale chyba od nich powinno się zacząć. Z mojej strony również to wszystko, pozdrawiam!</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Literatura polska niedoceniona, którego autorem jest pk</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/literatura-polska-niedoceniona#comment-4800</link>
		<dc:creator>pk</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 14:17:28 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4011#comment-4800</guid>
		<description>Co do części &quot;systemowej&quot; trochę trudno mi się ustosunkować, nie z powodu braku argumentów, tylko tego, że być może na temat problemu &quot;rządu oficjalnego&quot; przyjdzie mi się wkrótce wypowiedzieć (choć nie w formie bezpośrednich deklaracji) w obszerniejszym tekście. Zatem tylko nieco ogólniejszych uwag.
Dawno temu powstała w Finlandii taka grupa literacka, która się nazywała Tulenkantajat, co oznaczało &quot;Niosący ogień&quot;. Zadaniem, jakie sobie postawili, było wprowadzenie rodzimej literatury na scenę europejską, co akurat pasuje do naszych rozważań. Można powiedzieć, że im się udało, bo grupa wydała z siebie autora najsłynniejszej fińskiej książki, Mikę Waltariego, twórcę, z którym czuję niejakie duchowe pokrewieństwo. Jego &quot;Egipcjanin Sinuhe&quot; (wydany w 1945, czyli roku, kiedy Polacy jeśli już zmagali się z jakimś systemem, to znacznie odmiennym od dzisiejszego) ukazuje człowieka zanurzonego w strumieniu czasu, uwikłanego w ciągłe zmaganie się z przeciwnościami i doznającego cierpień od sił, które z samej swojej natury są wieczne. Możliwość osobistego zbawienia (nie w sensie eschatologicznym), czyli, powiedzmy, uzyskania pewnej harmonii i spokoju, jest wykonalna tylko w wymiarze osobistym, próba rozciągnięcia tej kategorii dla ogółu musi zakończyć się klęską, przynajmniej na tym świecie. Inaczej musiałaby zostać wykrzywiona sama budowa rzeczywistości. W tym sensie wierzę, że (jak to napisał Łysiak, kiedy jeszcze w swoich książkach nie przekraczał granic zdrowego rozsądku i dobrego smaku) „(…) chociaż Historia też ma tylko jedno krótkie życie, ale jest to życie, które wciąż się odradza. Historia jest kobietą i jej przywilejem jest powtarzanie wciąż tego samego kurewstwa, a obowiązkiem płodzenie swoich własnych kopii, które płodzą następne kopie i tak w nieskończoność, bez ustanku, toczy się niczym niegasnące echo, a każda powtórka różni się tylko chwilowym folklorem sprzętów i ubiorów.”
Moją zaś ulubioną powieścią w ogóle jest &quot;Stąd do wieczności&quot; Jonesa, opowiadająca (m.in.) o relacji człowieka i systemu, oraz prawie tego pierwszego do buntu, nawet jeśli z góry ma się on  zakończyć niepowodzeniem. Nie obiecuje pewnego zwycięstwa w każdej sytuacji, bo to byłoby kłamstwo.
W tym sensie nie czuję się zaprogramowany przez obecne realia, bo mam do nich dystans, jak do każdych innych. Wracając do sprawy pokolenia: ja już pamiętam jeden projekt polityczny operujący pojęciami quasi - utopii (być może jego epilog będzie miał miejsce przed Trybunałem Stanu). Przy tejże okazji z racji wieku wdepnąłem w reformę edukacyjną &#039;99 roku (taaak, szczęśliwe dziecko gimnazjum). Tak więc obecna sytuacja niezbyt mnie wzrusza. Zwłaszcza, że oba systemy wymagały czołobitności w warstwie oficjalnej, a wspierały cynizm i karierowiczostwo w praktycznej. To już bardziej martwi mnie ponadpaństwowa Unia, każąca swoje ustalenia traktować w formie niedyskutowalnych religijnych dogmatów.
Przechodząc na warstwę konkretniejszą: prawda wygląda tak, że po latach można ocenić projekt edukacji a)powszechnej, b)ogólnokształcącej, jako coś, co nie wypaliło. Nie piszę o tym z pozycji wywyższania się, ja sam jestem tego przykładem. Choćbym bardzo chciał, nie zostanę inżynierem ani księgowym. 
Dalej: kategoria polityczności. Polityczność nie jest tym, czym wielu ludzi wydaje się, że jest. Nie polega ona na tym, że włącza się telewizor i widzi się posła Iksińskiego, jak grzmi o tym, że Igrekowski jest zdrajcą na rodu i hańba spada na Polskę, po czym Igrekowski odpowiada, iż Iksiński jest wariatem oraz wichrzycielem. Następnym razem po prostu się nie będzie nastawiać tego kanału, dzięki czemu od polityki można się odciąć na stałe. Nie. To, w jakim wieku poszedłeś do szkoły, jakie miałeś przedmioty, po ile godzin każdego, ile etapów edukacji trzeba Ci było zaliczyć, co musiałeś, a czego nie musiałeś zdawać na maturze, to, czy płacisz za studia, wszystko to jest polityczne. Prawicowe, lewicowe, mieszane, feudalne, anarcho-syndykalistyczne, nieważne jakie. Jakieś w każdym razie musi być. Twoja intencja, którą odczytuję z tego tekstu, podobna jest w zasadzie do tego, co pisał Jello Biafra: &quot;Let kids learn communication / Instead of schools pushing competition / How about more art and theater instead of sports?&quot; (No dobrze, może poza tym WF - em.) I nagle się wypuści mnóstwo humanistów, których rynek pracy... oh, wait. Trzeba by jakoś sensownie przepisać obecną ekonomię, czego nikomu się nie udało od dłuższego czasu. Tzn. rozumiem, że nie chodzi o samą specjalizację, tylko o pewien podkład kulturowy. Stempowski wspominał w którymś swoim tekście o przedsiębiorcach, którzy odnosili sukcesy w branży, m.in. dzięki temu, że byli gruntownie wykształceni w kulturze antycznej. Można założyć, że jak politycy będą dobrze znali historię, to nie będą popełniali horrendalnych błędów, że trafi się więcej niedoszłych specjalistów od obróbki skrawaniem, którzy postanowią coś zmienić w własnym życiu i pójdą do szkoły aktorskiej jak Marcin Dorociński. Ale to nadal jednostki, nie ogół.
&quot;Krytyka systemu coraz bardziej się nasila, niedługo i tak będzie on zmieniony.&quot;
Kiedy? Przez kogo? W jaki sposób? Pytam najzupełniej poważnie, bo ostatnia reforma odbyła się całkiem niedawno, a żaden system nie jest równie uprzedzony do gwałtownych zmian, co demokracja( tu potrzebny byłby właściwie jakiś ogólnopaństwowy wstrząs). Rzecz w tym, że np. dyskusja na temat listy lektur sprowadza się w praktyce do tego, co będzie wydrukowane w przyszłorocznych brykach. Chodziłem do klasy z profilem humanistycznym, inne realia znam tylko z drugiej ręki, na ile mogę ocenić, są miejsca, gdzie jest dużo gorzej, są takie, gdzie jest dużo lepiej. Może trafiłeś do dobrego i odpowiednio uczonego towarzystwa, a każda omawiana książka wywoływała żywe zainteresowanie, ale statystyczny licealista na lekcji polskiego, ujmując delikatnie, niekoniecznie myśli o polskim. Twoje postulaty wydały mi się ładne i interesujące, właśnie dlatego, że odbiegają od codziennej praktyki. Stwierdzasz, że &quot;mówię o tekstach, które są znane, w sposób, który jest znany&quot;. No, w sytuacji, gdy nadal serio się dyskutuje, jaki wpływ na naród powinny mieć drezdeńskie halucynacje Mickiewicza, stwierdzenie, że polskiej literatury nie docenia się na polskim, należy rzeczywiście do rzeczy mniej znanych. Obaj właściwie moglibyśmy się zgodzić (choć posługujemy się innymi przesłankami), że dobrze by było, gdyby człowiek po liceum miał świadomość, że &quot;Śmierć&quot; Dąbrowskiego jest nie gorszym wypracowaniem na zadany temat niż &quot;Głód&quot; Hamsuna. Pytanie tylko, jak nie zrobić z tego albo &quot;Dąbrowski wielkim prozaikiem...&quot; itd, albo wymagać od wszystkich uczniów, żeby w problemy literatury wgłębili się równie mocno jak w chemię organiczną.
Podam Ci najbardziej osobisty i najdrastyczniejszy przykład, który może pomoże Ci lepiej zrozumieć moją perspektywę. Jestem abstynentem, bo inaczej nie mogę. Możesz to uznać za moją prywatną formę buntu, lecz przyniosła skutki opłakane. Nie znaczy to z niej zrezygnuję, ale mam świadomość walenia głową w mur (może Cię to zainteresuje: na prowincji mogłem mieć jeszcze jakąś nadzieję, po przeniesieniu się do stolicy to się całkowicie zmieniło). Żeby było inaczej, musiałby nastąpić proces równie żmudny, co np. emancypacja homoseksualistów. To jest praca na całe pokolenia, a jeszcze się nawet nie zaczęła. 50 lat, 100, może dużo więcej zważywszy na specyfikę tego kraju. Na razie ludzie mogą obejrzeć &quot;Wszyscy jesteśmy Chrystusami&quot;, ale nic z tego filmu nie zrozumieją. Albo nie wiem, to właśnie jest przełom, który wyda swoje owoce za jakieś dwadzieścia lat, lecz patrząc na obecną sytuację przychodzi mi na myśl odpowiedź &quot;myślę, że wątpię.&quot; Nie mówię, że to jest niemożliwe, ale wymagałoby dużej skoordynowanej akcji, która najpierw musiałaby znaleźć punkt zaczepienia. Zwróć uwagę, że opozycja w poprzedniej epoce musiała najpierw czekać trzydzieści lat na swoją szansę.
I tyle. Wrzucono mnie w odpowiednie parametry, wyemigrować w zupełnie inne realia nie mogę (i tak bym tego nie zrobił, ale nie każdy musi podzielać moje nastawienie), muszę działać w tych, które mi dano. Na razie wisi nade mną cień prekariatu, dostałem niedawno szansę, by go uniknąć. Dosyć wątłą, ale zawsze. Jak mi się nie uda, to spróbuję z innej strony. Staram się, aby było w miarę znośnie i w miarę śmiesznie. System jest dla mnie tylko wymienialną formą. Mówiąc metaforycznie: nie widzę w obecnym momencie torów, pod które mógłbym podkładać dynamit. Jak się pojawią, będziemy rozmawiać inaczej. Na razie wiem tyle, że same marzenia nie dadzą mi chleba. Z tego powodu wyraziłem wątpliwość, czy system da się obalić samymi deklaracjami.
To wszystko.
Pozdrawiam</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do części &#8222;systemowej&#8221; trochę trudno mi się ustosunkować, nie z powodu braku argumentów, tylko tego, że być może na temat problemu &#8222;rządu oficjalnego&#8221; przyjdzie mi się wkrótce wypowiedzieć (choć nie w formie bezpośrednich deklaracji) w obszerniejszym tekście. Zatem tylko nieco ogólniejszych uwag.<br />
Dawno temu powstała w Finlandii taka grupa literacka, która się nazywała Tulenkantajat, co oznaczało &#8222;Niosący ogień&#8221;. Zadaniem, jakie sobie postawili, było wprowadzenie rodzimej literatury na scenę europejską, co akurat pasuje do naszych rozważań. Można powiedzieć, że im się udało, bo grupa wydała z siebie autora najsłynniejszej fińskiej książki, Mikę Waltariego, twórcę, z którym czuję niejakie duchowe pokrewieństwo. Jego &#8222;Egipcjanin Sinuhe&#8221; (wydany w 1945, czyli roku, kiedy Polacy jeśli już zmagali się z jakimś systemem, to znacznie odmiennym od dzisiejszego) ukazuje człowieka zanurzonego w strumieniu czasu, uwikłanego w ciągłe zmaganie się z przeciwnościami i doznającego cierpień od sił, które z samej swojej natury są wieczne. Możliwość osobistego zbawienia (nie w sensie eschatologicznym), czyli, powiedzmy, uzyskania pewnej harmonii i spokoju, jest wykonalna tylko w wymiarze osobistym, próba rozciągnięcia tej kategorii dla ogółu musi zakończyć się klęską, przynajmniej na tym świecie. Inaczej musiałaby zostać wykrzywiona sama budowa rzeczywistości. W tym sensie wierzę, że (jak to napisał Łysiak, kiedy jeszcze w swoich książkach nie przekraczał granic zdrowego rozsądku i dobrego smaku) „(…) chociaż Historia też ma tylko jedno krótkie życie, ale jest to życie, które wciąż się odradza. Historia jest kobietą i jej przywilejem jest powtarzanie wciąż tego samego kurewstwa, a obowiązkiem płodzenie swoich własnych kopii, które płodzą następne kopie i tak w nieskończoność, bez ustanku, toczy się niczym niegasnące echo, a każda powtórka różni się tylko chwilowym folklorem sprzętów i ubiorów.”<br />
Moją zaś ulubioną powieścią w ogóle jest &#8222;Stąd do wieczności&#8221; Jonesa, opowiadająca (m.in.) o relacji człowieka i systemu, oraz prawie tego pierwszego do buntu, nawet jeśli z góry ma się on  zakończyć niepowodzeniem. Nie obiecuje pewnego zwycięstwa w każdej sytuacji, bo to byłoby kłamstwo.<br />
W tym sensie nie czuję się zaprogramowany przez obecne realia, bo mam do nich dystans, jak do każdych innych. Wracając do sprawy pokolenia: ja już pamiętam jeden projekt polityczny operujący pojęciami quasi &#8211; utopii (być może jego epilog będzie miał miejsce przed Trybunałem Stanu). Przy tejże okazji z racji wieku wdepnąłem w reformę edukacyjną &#8217;99 roku (taaak, szczęśliwe dziecko gimnazjum). Tak więc obecna sytuacja niezbyt mnie wzrusza. Zwłaszcza, że oba systemy wymagały czołobitności w warstwie oficjalnej, a wspierały cynizm i karierowiczostwo w praktycznej. To już bardziej martwi mnie ponadpaństwowa Unia, każąca swoje ustalenia traktować w formie niedyskutowalnych religijnych dogmatów.<br />
Przechodząc na warstwę konkretniejszą: prawda wygląda tak, że po latach można ocenić projekt edukacji a)powszechnej, b)ogólnokształcącej, jako coś, co nie wypaliło. Nie piszę o tym z pozycji wywyższania się, ja sam jestem tego przykładem. Choćbym bardzo chciał, nie zostanę inżynierem ani księgowym.<br />
Dalej: kategoria polityczności. Polityczność nie jest tym, czym wielu ludzi wydaje się, że jest. Nie polega ona na tym, że włącza się telewizor i widzi się posła Iksińskiego, jak grzmi o tym, że Igrekowski jest zdrajcą na rodu i hańba spada na Polskę, po czym Igrekowski odpowiada, iż Iksiński jest wariatem oraz wichrzycielem. Następnym razem po prostu się nie będzie nastawiać tego kanału, dzięki czemu od polityki można się odciąć na stałe. Nie. To, w jakim wieku poszedłeś do szkoły, jakie miałeś przedmioty, po ile godzin każdego, ile etapów edukacji trzeba Ci było zaliczyć, co musiałeś, a czego nie musiałeś zdawać na maturze, to, czy płacisz za studia, wszystko to jest polityczne. Prawicowe, lewicowe, mieszane, feudalne, anarcho-syndykalistyczne, nieważne jakie. Jakieś w każdym razie musi być. Twoja intencja, którą odczytuję z tego tekstu, podobna jest w zasadzie do tego, co pisał Jello Biafra: &#8222;Let kids learn communication / Instead of schools pushing competition / How about more art and theater instead of sports?&#8221; (No dobrze, może poza tym WF &#8211; em.) I nagle się wypuści mnóstwo humanistów, których rynek pracy&#8230; oh, wait. Trzeba by jakoś sensownie przepisać obecną ekonomię, czego nikomu się nie udało od dłuższego czasu. Tzn. rozumiem, że nie chodzi o samą specjalizację, tylko o pewien podkład kulturowy. Stempowski wspominał w którymś swoim tekście o przedsiębiorcach, którzy odnosili sukcesy w branży, m.in. dzięki temu, że byli gruntownie wykształceni w kulturze antycznej. Można założyć, że jak politycy będą dobrze znali historię, to nie będą popełniali horrendalnych błędów, że trafi się więcej niedoszłych specjalistów od obróbki skrawaniem, którzy postanowią coś zmienić w własnym życiu i pójdą do szkoły aktorskiej jak Marcin Dorociński. Ale to nadal jednostki, nie ogół.<br />
&#8222;Krytyka systemu coraz bardziej się nasila, niedługo i tak będzie on zmieniony.&#8221;<br />
Kiedy? Przez kogo? W jaki sposób? Pytam najzupełniej poważnie, bo ostatnia reforma odbyła się całkiem niedawno, a żaden system nie jest równie uprzedzony do gwałtownych zmian, co demokracja( tu potrzebny byłby właściwie jakiś ogólnopaństwowy wstrząs). Rzecz w tym, że np. dyskusja na temat listy lektur sprowadza się w praktyce do tego, co będzie wydrukowane w przyszłorocznych brykach. Chodziłem do klasy z profilem humanistycznym, inne realia znam tylko z drugiej ręki, na ile mogę ocenić, są miejsca, gdzie jest dużo gorzej, są takie, gdzie jest dużo lepiej. Może trafiłeś do dobrego i odpowiednio uczonego towarzystwa, a każda omawiana książka wywoływała żywe zainteresowanie, ale statystyczny licealista na lekcji polskiego, ujmując delikatnie, niekoniecznie myśli o polskim. Twoje postulaty wydały mi się ładne i interesujące, właśnie dlatego, że odbiegają od codziennej praktyki. Stwierdzasz, że &#8222;mówię o tekstach, które są znane, w sposób, który jest znany&#8221;. No, w sytuacji, gdy nadal serio się dyskutuje, jaki wpływ na naród powinny mieć drezdeńskie halucynacje Mickiewicza, stwierdzenie, że polskiej literatury nie docenia się na polskim, należy rzeczywiście do rzeczy mniej znanych. Obaj właściwie moglibyśmy się zgodzić (choć posługujemy się innymi przesłankami), że dobrze by było, gdyby człowiek po liceum miał świadomość, że &#8222;Śmierć&#8221; Dąbrowskiego jest nie gorszym wypracowaniem na zadany temat niż &#8222;Głód&#8221; Hamsuna. Pytanie tylko, jak nie zrobić z tego albo &#8222;Dąbrowski wielkim prozaikiem&#8230;&#8221; itd, albo wymagać od wszystkich uczniów, żeby w problemy literatury wgłębili się równie mocno jak w chemię organiczną.<br />
Podam Ci najbardziej osobisty i najdrastyczniejszy przykład, który może pomoże Ci lepiej zrozumieć moją perspektywę. Jestem abstynentem, bo inaczej nie mogę. Możesz to uznać za moją prywatną formę buntu, lecz przyniosła skutki opłakane. Nie znaczy to z niej zrezygnuję, ale mam świadomość walenia głową w mur (może Cię to zainteresuje: na prowincji mogłem mieć jeszcze jakąś nadzieję, po przeniesieniu się do stolicy to się całkowicie zmieniło). Żeby było inaczej, musiałby nastąpić proces równie żmudny, co np. emancypacja homoseksualistów. To jest praca na całe pokolenia, a jeszcze się nawet nie zaczęła. 50 lat, 100, może dużo więcej zważywszy na specyfikę tego kraju. Na razie ludzie mogą obejrzeć &#8222;Wszyscy jesteśmy Chrystusami&#8221;, ale nic z tego filmu nie zrozumieją. Albo nie wiem, to właśnie jest przełom, który wyda swoje owoce za jakieś dwadzieścia lat, lecz patrząc na obecną sytuację przychodzi mi na myśl odpowiedź &#8222;myślę, że wątpię.&#8221; Nie mówię, że to jest niemożliwe, ale wymagałoby dużej skoordynowanej akcji, która najpierw musiałaby znaleźć punkt zaczepienia. Zwróć uwagę, że opozycja w poprzedniej epoce musiała najpierw czekać trzydzieści lat na swoją szansę.<br />
I tyle. Wrzucono mnie w odpowiednie parametry, wyemigrować w zupełnie inne realia nie mogę (i tak bym tego nie zrobił, ale nie każdy musi podzielać moje nastawienie), muszę działać w tych, które mi dano. Na razie wisi nade mną cień prekariatu, dostałem niedawno szansę, by go uniknąć. Dosyć wątłą, ale zawsze. Jak mi się nie uda, to spróbuję z innej strony. Staram się, aby było w miarę znośnie i w miarę śmiesznie. System jest dla mnie tylko wymienialną formą. Mówiąc metaforycznie: nie widzę w obecnym momencie torów, pod które mógłbym podkładać dynamit. Jak się pojawią, będziemy rozmawiać inaczej. Na razie wiem tyle, że same marzenia nie dadzą mi chleba. Z tego powodu wyraziłem wątpliwość, czy system da się obalić samymi deklaracjami.<br />
To wszystko.<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Literatura polska niedoceniona, którego autorem jest Artur</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/literatura-polska-niedoceniona#comment-4798</link>
		<dc:creator>Artur</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 06:16:15 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4011#comment-4798</guid>
		<description>&quot;By ją do końca wprowadzić, należałoby zmienić cały system&quot; - to właśnie postuluję w tym tekście. Krytyka systemu coraz bardziej się nasila, niedługo i tak będzie on zmieniony. Pytanie, w jaki sposób. Ja podaję pewną propozycję: przeprogramowanie myślenia. Ale nie na sposób lewicowy, prawicowy czy &quot;pomieszany&quot;. Możesz krytykować moją wizję w imię rozsądku, możesz ze smutkiem godzić się z niemiłą Ci rzeczywistością. Ale dla mnie to nie jest rozsądek, tylko nadmierne przywiązanie do utartych przekonań i przyzwyczajeń, by &quot;uporządkować własne myślenie&quot;. A Twój komentarz jest doskonałym przykładem na to, jak programuje ludzi obecny system. Mówisz o tekstach, które są znane, w sposób, który jest znany. I z bólem stwierdzasz, że nie da się mówić inaczej. Szczerze mówiąc, dziwi mnie Twoja postawa. Kiedy mnie coś nie odpowiada, szukam możliwości zmiany, nie próbuję natomiast racjonalizować swojego pogodzenia się ze status quo.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;By ją do końca wprowadzić, należałoby zmienić cały system&#8221; &#8211; to właśnie postuluję w tym tekście. Krytyka systemu coraz bardziej się nasila, niedługo i tak będzie on zmieniony. Pytanie, w jaki sposób. Ja podaję pewną propozycję: przeprogramowanie myślenia. Ale nie na sposób lewicowy, prawicowy czy &#8222;pomieszany&#8221;. Możesz krytykować moją wizję w imię rozsądku, możesz ze smutkiem godzić się z niemiłą Ci rzeczywistością. Ale dla mnie to nie jest rozsądek, tylko nadmierne przywiązanie do utartych przekonań i przyzwyczajeń, by &#8222;uporządkować własne myślenie&#8221;. A Twój komentarz jest doskonałym przykładem na to, jak programuje ludzi obecny system. Mówisz o tekstach, które są znane, w sposób, który jest znany. I z bólem stwierdzasz, że nie da się mówić inaczej. Szczerze mówiąc, dziwi mnie Twoja postawa. Kiedy mnie coś nie odpowiada, szukam możliwości zmiany, nie próbuję natomiast racjonalizować swojego pogodzenia się ze status quo.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Literatura polska niedoceniona, którego autorem jest pk</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/literatura-polska-niedoceniona#comment-4795</link>
		<dc:creator>pk</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 18:02:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=4011#comment-4795</guid>
		<description>Artykuł interesujący, lecz równie ciekawe jest występujące w nim &quot;materii pomieszanie&quot;.
Tak się jakoś składa, że w Sieci czytam głównie blogi autorów o lewicowych poglądach. Tamtejsza wizja języka polskiego jest bardzo krytyczna, ale z powodów zupełnie odwrotnych od tych, które wymieniasz: polonocentryczność, stagnacja w umysłowym romantyzmie, czy wreszcie potraktowanie tego przedmiotu jako połączenia nauczania &quot;języka, literatury i patriotyzmu&quot;. Na to się też nakładają moje własne doświadczenia szkolne (przeżycia z okresu licealnego da się jakoś uzgodnić, ale nigdy do końca, stąd więc może różnica perspektyw). Poza tym, trochę dziwnie jest czytać tekst, do którego polemika została napisana prawie 60 lat wcześniej. Mam tutaj na myśli drugi rozdział Dziennika Gombrowicza.
Mój punkt wyjścia jest taki: zgadzam się co do myśli przewodniej, ale nie co do jej proponowanego wykonania. Myślę, że Polakom, zwłaszcza teraz, bardzo potrzebna jest świadomość własnej wartości i odrębności. Wszelako ta myśl musi służyć konstatacji, iż zawsze byliśmy częścią Europy i Zachodu i z tego powodu zasługujemy na równe traktowanie oraz szacunek w miejsce protekcjonalizmu. Literatura może być jednym z dowodów na poparcie tej tezy, ale nie jest do końca fortunna pod tym względem.  Mówi się o niej w kategoriach wyjątkowości, ale i pewnego przekleństwa: niby, że mamy u siebie geniuszy jakich nie zna reszta świata. Tymczasem, kiedy studiowałem dzieje literatur europejskich, w końcu  ukazało się przede mną rozwiązanie tego problemu. Otóż, pomijając kilka wyjątkowych przypadków, naprawdę  w s z ę d z i e  było tak samo. Wszędzie na początku był średniowieczny uniwersalizm, potem renesans, barok, oświecenie, romantyzm, realizm, modernizm, różne formy międzywojennej awangardy, postmodernizm. To nie jest dla mnie odkrycie przygnębiające, ale wręcz przeciwnie, porządkujące pewien układ. Właśnie studia na polonistyce np. uświadamiają, że rozpatrywanie kultury przedromantycznej (czy powiedzmy, przedoświeceniowej) w kategoriach czysto narodowych jest pozbawione większego sensu, bo jej wartość polegała na wierze w możliwość realizacji ponadpaństwowego, powszechnego paradygmatu myślenia i sztuki. Czy świadomość, że Treny napisał Polak zwiększa w jakiś znaczący sposób ich wartość? Prawdą jest, że to, co było najoryginalniejsze w polskiej literaturze powstało ze splecenia treści z tematyką narodową. Ale właśnie ten aspekt okazał się problematyczny. W każdym kraju słowiańskim znajdziesz romantycznego wieszcza na modłę Mickiewicza. Romantycy polscy jednak, zamiast od swojego indywidualizmu przejść do głębszej myśli historyczno - egzystencjalnej (jak to zrobił np. Victor Hugo) zajęli się penetracją religijnych i narodowych herezji. W moim przekonaniu była to zmarnowana szansa. No i w związku z tym masz Dziady cz. III, które omawia się przez 10 godzin w kontekście mesjanizmu, okres genezyjski Słowackiego wraz z pismami, których nie rozumieją nawet ich badacze, czy Nie-Boską komedię, dojrzały i oryginalny na tle epoki dramat historiozoficzny, mający wszelako ten feler, że autor szczerze wierzył w żydowskie knowania na rzecz zniszczenia chrześcijan. 
Tłumaczenie Orzeszkowej Comte&#039;em nie jest niczym złym, skoro sama zainteresowana to czyniła. Ważniejsze jest podkreślenie, dlaczego w Polsce nie było &quot;po prostu&quot; realizmu, czemu doktryna literacka związana była z myślą społeczną, a ta ostatnia z sytuacją państwa. Podobnie w modernizmie, tutaj wymowny jest sam fakt, iż Polacy rozumieją przez to słowo trochę co innego niż reszta Europy. Innymi słowy: stoisz na pozycji człowieka, który wie, co prawda, że (przykładowo) Bez dogmatu jest powieścią wybitną i dumny jest, że wyszła spod polskiej ręki, ale boi się, że wskazanie jej  związków z europejskim realizmem obniży jej wartość. Tymczasem wszyscy są praktycznie w podobnej sytuacji. Wspominasz Dantego jako przykład nowej gwiazdy na firmamencie. Ale policz, ile ich właściwie Włosi przez tyle lat zapalili dla całej Europy. Żeby w ogóle czytać Leopardiego, należy najpierw  w i e d z i e ć, że był wybitnym poetą. Izolacjonizm kulturowy w jakimś stopniu dotyczy każdego, Francuzów czy Anglików nie wyłączając.
Twoja propozycja historii alternatywnej także jest ciekawa (czy do końca słuszna, to temat na inną rozmowę), ale gdzie właściwie proponowałbyś ją zrealizować? Na poziomie akademickim nikt nie kwestionuje wartości Wittlina czy Herlinga. W odniesieniu do poziomu szkoły średniej (poza uczelnią profilowaną) jest raczej utopijna. By ją do końca wprowadzić, należałoby zmienić cały system. Język polski w chwili obecnej nie służy poszerzaniu horyzontów i wypracowaniu typu myślenia, z jakiego mogliby także nie-humaniści. Jest kolejnym przedmiotem, na którym trzeba wchłonąć pewną liczbę konkretnych informacji. A w takie podejście proponowana przez Ciebie alternatywa po prostu się nie wpisuje. Co stwierdzam z prawdziwym smutkiem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Artykuł interesujący, lecz równie ciekawe jest występujące w nim &#8222;materii pomieszanie&#8221;.<br />
Tak się jakoś składa, że w Sieci czytam głównie blogi autorów o lewicowych poglądach. Tamtejsza wizja języka polskiego jest bardzo krytyczna, ale z powodów zupełnie odwrotnych od tych, które wymieniasz: polonocentryczność, stagnacja w umysłowym romantyzmie, czy wreszcie potraktowanie tego przedmiotu jako połączenia nauczania &#8222;języka, literatury i patriotyzmu&#8221;. Na to się też nakładają moje własne doświadczenia szkolne (przeżycia z okresu licealnego da się jakoś uzgodnić, ale nigdy do końca, stąd więc może różnica perspektyw). Poza tym, trochę dziwnie jest czytać tekst, do którego polemika została napisana prawie 60 lat wcześniej. Mam tutaj na myśli drugi rozdział Dziennika Gombrowicza.<br />
Mój punkt wyjścia jest taki: zgadzam się co do myśli przewodniej, ale nie co do jej proponowanego wykonania. Myślę, że Polakom, zwłaszcza teraz, bardzo potrzebna jest świadomość własnej wartości i odrębności. Wszelako ta myśl musi służyć konstatacji, iż zawsze byliśmy częścią Europy i Zachodu i z tego powodu zasługujemy na równe traktowanie oraz szacunek w miejsce protekcjonalizmu. Literatura może być jednym z dowodów na poparcie tej tezy, ale nie jest do końca fortunna pod tym względem.  Mówi się o niej w kategoriach wyjątkowości, ale i pewnego przekleństwa: niby, że mamy u siebie geniuszy jakich nie zna reszta świata. Tymczasem, kiedy studiowałem dzieje literatur europejskich, w końcu  ukazało się przede mną rozwiązanie tego problemu. Otóż, pomijając kilka wyjątkowych przypadków, naprawdę  w s z ę d z i e  było tak samo. Wszędzie na początku był średniowieczny uniwersalizm, potem renesans, barok, oświecenie, romantyzm, realizm, modernizm, różne formy międzywojennej awangardy, postmodernizm. To nie jest dla mnie odkrycie przygnębiające, ale wręcz przeciwnie, porządkujące pewien układ. Właśnie studia na polonistyce np. uświadamiają, że rozpatrywanie kultury przedromantycznej (czy powiedzmy, przedoświeceniowej) w kategoriach czysto narodowych jest pozbawione większego sensu, bo jej wartość polegała na wierze w możliwość realizacji ponadpaństwowego, powszechnego paradygmatu myślenia i sztuki. Czy świadomość, że Treny napisał Polak zwiększa w jakiś znaczący sposób ich wartość? Prawdą jest, że to, co było najoryginalniejsze w polskiej literaturze powstało ze splecenia treści z tematyką narodową. Ale właśnie ten aspekt okazał się problematyczny. W każdym kraju słowiańskim znajdziesz romantycznego wieszcza na modłę Mickiewicza. Romantycy polscy jednak, zamiast od swojego indywidualizmu przejść do głębszej myśli historyczno &#8211; egzystencjalnej (jak to zrobił np. Victor Hugo) zajęli się penetracją religijnych i narodowych herezji. W moim przekonaniu była to zmarnowana szansa. No i w związku z tym masz Dziady cz. III, które omawia się przez 10 godzin w kontekście mesjanizmu, okres genezyjski Słowackiego wraz z pismami, których nie rozumieją nawet ich badacze, czy Nie-Boską komedię, dojrzały i oryginalny na tle epoki dramat historiozoficzny, mający wszelako ten feler, że autor szczerze wierzył w żydowskie knowania na rzecz zniszczenia chrześcijan.<br />
Tłumaczenie Orzeszkowej Comte&#8217;em nie jest niczym złym, skoro sama zainteresowana to czyniła. Ważniejsze jest podkreślenie, dlaczego w Polsce nie było &#8222;po prostu&#8221; realizmu, czemu doktryna literacka związana była z myślą społeczną, a ta ostatnia z sytuacją państwa. Podobnie w modernizmie, tutaj wymowny jest sam fakt, iż Polacy rozumieją przez to słowo trochę co innego niż reszta Europy. Innymi słowy: stoisz na pozycji człowieka, który wie, co prawda, że (przykładowo) Bez dogmatu jest powieścią wybitną i dumny jest, że wyszła spod polskiej ręki, ale boi się, że wskazanie jej  związków z europejskim realizmem obniży jej wartość. Tymczasem wszyscy są praktycznie w podobnej sytuacji. Wspominasz Dantego jako przykład nowej gwiazdy na firmamencie. Ale policz, ile ich właściwie Włosi przez tyle lat zapalili dla całej Europy. Żeby w ogóle czytać Leopardiego, należy najpierw  w i e d z i e ć, że był wybitnym poetą. Izolacjonizm kulturowy w jakimś stopniu dotyczy każdego, Francuzów czy Anglików nie wyłączając.<br />
Twoja propozycja historii alternatywnej także jest ciekawa (czy do końca słuszna, to temat na inną rozmowę), ale gdzie właściwie proponowałbyś ją zrealizować? Na poziomie akademickim nikt nie kwestionuje wartości Wittlina czy Herlinga. W odniesieniu do poziomu szkoły średniej (poza uczelnią profilowaną) jest raczej utopijna. By ją do końca wprowadzić, należałoby zmienić cały system. Język polski w chwili obecnej nie służy poszerzaniu horyzontów i wypracowaniu typu myślenia, z jakiego mogliby także nie-humaniści. Jest kolejnym przedmiotem, na którym trzeba wchłonąć pewną liczbę konkretnych informacji. A w takie podejście proponowana przez Ciebie alternatywa po prostu się nie wpisuje. Co stwierdzam z prawdziwym smutkiem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj LJN: &#8222;Grochów&#8221; – &#8222;(&#8230;) podręcznik godzenia się z rzeczami, z którymi trzeba się pogodzić&#8221;, którego autorem jest azif</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/ljn-grochow-%e2%80%93-podrecznik-godzenia-sie-z-rzeczami-z-ktorymi-trzeba-sie-pogodzic#comment-4764</link>
		<dc:creator>azif</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 19 Apr 2012 18:37:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=3979#comment-4764</guid>
		<description>To już czwarty tekst, który czytam dziś o tej książce. Taki z tego wniosek, że lektura obowiązkowa</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To już czwarty tekst, który czytam dziś o tej książce. Taki z tego wniosek, że lektura obowiązkowa</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Zdania Składowe Miasta: NaO.S.T.R.zywszy (część 2), którego autorem jest Sebastian Kalinowski</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/zdania-skladowe-miasta-nao-s-t-r-zywszy-czesc-2#comment-4721</link>
		<dc:creator>Sebastian Kalinowski</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Apr 2012 20:49:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=2398#comment-4721</guid>
		<description>Myślę, że mógłby, bo czemu nie? Nikt nie ma monopolu na Ostrego ;)

Śmiało. Napisz i wyślij na niewinni.czarodzieje.uw@gmail.com</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Myślę, że mógłby, bo czemu nie? Nikt nie ma monopolu na Ostrego ;)</p>
<p>Śmiało. Napisz i wyślij na <a href="mailto:niewinni.czarodzieje.uw@gmail.com">niewinni.czarodzieje.uw@gmail.com</a></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Czesław Miłosz – tomik „Zakupy” (Znak 2011), którego autorem jest T.J.</title>
		<link>http://niewinni-czarodzieje.pl/czeslaw-milosz-%e2%80%93-tomik-%e2%80%9ezakupy%e2%80%9d-znak-2011#comment-4718</link>
		<dc:creator>T.J.</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 02 Apr 2012 16:59:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://niewinni-czarodzieje.pl/?p=3796#comment-4718</guid>
		<description>Bardzo ciekawie o wierszu &quot;Kilo ziemniaków&quot; napisał Ryszard Nycz w &quot;Bulwach współczesnych&quot;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Bardzo ciekawie o wierszu &#8222;Kilo ziemniaków&#8221; napisał Ryszard Nycz w &#8222;Bulwach współczesnych&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

