Dla koneserów – Free Form Festival 2010, Warszawa 15-16.10.2010

- Centrum Kultury Koneser
Nie od dziś wiadomo, że stare budynki doskonale nadają się do organizacji wszelkich wystaw, pokazów filmowych, koncertów oraz innych imprez. Zabudowania fabryczne, przedwojenne kamienice i opuszczone hale dysponują doskonałymi warunkami przestrzennymi i akustycznymi, a do tego panuje w nich niesamowity, nieco melancholijny klimat, którego nie da się chyba porównać z niczym innym. Mieszkańcy Warszawy mogą odwiedzić całą masę takich miejsc.
Przoduje oczywiście Praga z Fabryką Trzciny, podwórkiem przy 11 Listopada czy Składem Butelek, ale i po drugiej stronie Wisły znajdziemy równie ciekawe lokale – na przykład klubokawiarnię Warszawa Powiśle, mieszczącą się w odnowionym w wyniku kampanii „Respekt dla moderny” budynku kasy biletowej dworca PKP Powiśle. Nie inaczej jest z dawną Wytwórnią Wódek Koneser przy ulicy Ząbkowskiej, przekształconą w zeszłym roku w Centrum Kultury Koneser. Tam właśnie 15 i 16 października odbyła się szósta edycja Free Form Festival, jednej z największych inicjatyw muzycznych w stolicy. W tym roku na imprezie pojawiły się takie gwiazdy, jak Goldfrapp czy Robyn, a także Coldcut i inni artyści związani z obchodzącą dwudzieste urodziny legendarną wytwórnią Ninja Tune. Jak się zaprezentowali? Zapraszam do lektury.
Dzień pierwszy – piątek, 15.10.
Pierwszy dzień festiwalu otworzył L.U.C., ja jednak wybrałem się dopiero na Kamp!. Na występach sympatycznego tria bawiłem się świetnie już kilka razy, więc oczekiwania miałem raczej wysokie. Niestety, tym razem chłopcy mocno rozczarowali i zagrali chyba najgorszy koncert, w jakim dane mi było uczestniczyć. Kontrowersyjne było już rozpoczęcie od największego przeboju grupy, Breaking a Ghost’s Heart, który zazwyczaj jest odgrywany w kulminacyjnych momentach występu. Później nastąpiło kilka słabszych, nieznanych mi numerów (mam wielką nadzieję, że nie znajdą się one na debiutanckim longplayu formacji!), podczas których zespół miał spore problemy techniczne. Kolejne, już bardziej znane kawałki, nie wypadały dużo lepiej i wyglądało na to, że koncert na Free Formie będzie absolutną klapą. Uratowały go jednak numery z ostatniego singla zespołu – Heats i Distance of The Modern Hearts. Te rozmarzone, wręcz flirtujące z uszami słuchaczy kawałki, zabrzmiały jak lato, jak zachód słońca, jak młodość i beztroska. I chwała im za to.
Następnie przyszedł czas na zjawiskową Robyn. Popowa gwiazda ze Szwecji, nie tak dawno supportująca samą Madonnę, wykonała przede wszystkim materiał z dwóch pierwszych części swojego trzypłytowego projektu Body Talk. Przebojowe dźwięki Dancing On My Own czy Hang With Me rozgrzały do czerwoności zgromadzoną pod sceną publiczność. Nie ma się czemu dziwić – to w końcu piosenki wręcz stworzone do tańca i zabawy. Ja również bawiłem się po prostu przednio i na pewno na długo zapamiętam wokalne i taneczne popisy jasnowłosej Szwedki. Szkoda tylko, że mająca problemy z gardłem Robyn musiała skrócić swój występ. Wydaje się jednak, że entuzjastyczne przyjęcie przekonało ją do powrotu do Polski podczas kolejnej trasy koncertowej.

- Alison Goldfrapp
Po rzucie okiem na The Whip wybrałem się na występ niekwestionowanej gwiazdy pierwszego dnia festiwalu – grupy Goldfrapp. W stronę Alison, frontmanki formacji (ubranej w ekscentryczną, błyszczącą kreację), co chwila kierowane były pełne uwielbienia okrzyki ze strony szalejących widzów. Niestety, tym razem sama publiczność zaprezentowała się o wiele lepiej, niż wykonawcy. Setlista Goldfrapp zdominowana była bowiem przez kompozycje z najnowszego, inspirowanego latami osiemdziesiątymi albumu, Head First. Te mocno dyskotekowe piosenki, aby dobrze spełniać swoje zadanie, wymagały od zespołu potężnej dawki energii. Tej jednak zabrakło i w efekcie otrzymaliśmy trochę mdły, zdecydowanie rozczarowujący show. Zaskakującą królową pierwszego dnia imprezy okazała się więc nie Alison Goldfrapp, a Robyn.
Dzień drugi – sobota, 16.10.
Drugi dzień Free Form Festivalu upłynął pod znakiem obchodów dwudziestolecia wytwórni Ninja Tune. Z premedytacją ominąłem występ sensacyjnej laureatki zeszłorocznej nagrody Mercury Prize – Speech Debelle – i wybrałem się na koncert projektu Igor Boxx. Pod tym pseudonimem ukrywa się Igor Pudło, znany z formacji Skalpel, który wykonał kompozycje ze swojego pierwszego solowego albumu, Breslau – muzycznej wariacji na temat oblężenia Festung Breslau przez Armię Czerwoną w 1945 roku. Mrocznym, niepokojącym utworom towarzyszyły świetne wizualizacje, a całość stanowiła naprawdę niesamowity, wciągający spektakl.
Następnie nadszedł czas na moich faworytów – zespół Chew Lips. Tegoroczni debiutanci ze stajni Kitsuné pokazali się z naprawdę dobrej strony, dając widzom możliwość zabawy przy chwytliwych, dance-popowych numerach z ich debiutanckiego albumu Unicorn. O sukcesie tego koncertu zadecydowała przede wszystkim niezwykle charyzmatyczna wokalistka Tigs, która wręcz zawładnęła całą sceną (chociaż niektórym bardziej przypadł do gustu grający na klawiszach pan o aparycji surfera). Jeśli ktoś wcześniej nie znał takich fantastycznych kawałków, jak Eight, Karen czy Play Together, to zapewne po tym występie prędzej czy później po nie sięgnie. Całemu zespołowi należą się naprawdę wielkie brawa i mam nadzieję, że niedługo znów zawitają do naszego kraju.
Drugi dzień festiwalu, z różnych powodów, zakończyłem bardzo szybko – już na koncercie największej sobotniej gwiazdy, legendarnego duetu Coldcut. Założyciele Ninja Tune uraczyli publiczność fantastycznym, półtoragodzinnym setem, który zadowolił chyba wszystkich. Brytyjczycy, swobodnie mieszający różne gatunki muzyczne, imponowali fantastycznymi miksami i doskonałym wyczuciem publiczności. Dzięki temu ich występ na pewno na długo zagości w pamięci zgromadzonych w Koneserze widzów, wśród których można było spotkać nawet pracowników naukowych Wydziału Polonistyki.
Żałuję, że nie udało mi się zobaczyć pozostałych wykonawców, ale i tak jestem bardzo zadowolony ze swojego pobytu na festiwalu Free Form. O tym, że kolejna odsłona imprezy okazała się sporym sukcesem, świadczyć mogą przede wszystkim żywiołowe reakcje bardzo licznej publiczności. Zdarzyły się oczywiście nieco słabsze występy, ale wspaniała atmosfera praskiej fabryki sprawiła, że naprawdę można było przymknąć na to oko. Pozostaje tylko czekać na następną edycję. Do zobaczenia za rok w Koneserze!
Maciej Skowera
foto: 1. Zaykoski 2. Greenwich Photography (flickr.com)

























najnowsze komentarze: