Niewinni Czarodzieje. Magazyn

„Bez serc, bez ducha…”, czyli Siergiej Minajew wreszcie po polsku

„Bez serc, bez ducha…”, czyli Siergiej Minajew wreszcie po polsku. Recenzja „Duchless. Opowieści o nieprawdziwym człowieku” 

Kogokolwiek weźmiesz, dowolnego „bohatera naszych czasów” – Czackiego, Oniegina, Pieczorina – wszystkie te postaci wiodły absolutnie bezcelową egzystencję, poszukiwały sensu życia, ognisk życia duchowego itd. Poszukiwania „duchowości” (…) ciągną się tak już od jakichś trzech stuleci. I jak było, Misza, tak jest.

Siergiej Minajew, Duchless. Opowieść o nieprawdziwym człowieku           

Siergiej Minajew nie jest pisarzem, który mógłby zyskać uznanie takich epików jak Mann czy Lampedusa. Nie daje czytelnikowi odpocząć przy leniwej, pełnej ironii narracji; trudno nawet powiedzieć, że posiada jakiekolwiek poczucie humoru. Jego debiutancka powieść, Duchless. Opowieść o nieprawdziwym człowieku, powstała z gniewu, bezsilności i rozpaczy. Czy jest zatem powieścią złą? 

Obsceniczna opowieść o grupie moskiewskich yuppies

Najłatwiej byłoby stwierdzić, że Duchless to smutny pamflet na środowisko zdegenerowanych moskiewskich yuppies, którzy tuż po wyjściu z nudnej, nikogo nieobchodzącej konferencji udają się do drogiej restauracji, a potem modnego night clubu, gdzie wydają swoje pensje na prostytutki i kokainę. Głównemu bohaterowi, 29-letniemu korporacyjnemu zombie, często zdarza się obudzić nieprzytomnym w zmiętej, cuchnącej tytoniem i potem koszuli. Ledwie pamięta, co robił poprzedniej nocy. Bez ogródek opisuje mechanizmy rządzące jego środowiskiem:

…cały biznes jest oparty na systemie wzajemnego obciągania. Ty obciągasz swojemu bossowi, twoi podwładni, szefowie departamentów, obciągają tobie, im obciągają liniowi sprzedawcy, twój boss obciąga szefowi spółki w Paryżu, szef całej spółki robi laskę akcjonariuszom, a ci z kolei poprzez fundacje dobroczynne, ekrany telewizorów i programy o zdrowej żywności obciągają konsumentom (w których grono wchodzą też liniowi sprzedawcy), tak aby ci zwiększali aktywność konsumencką w swojej grupie odbiorców. Tworzy się zamknięty krąg międzynarodowego robienia loda, w którym nie wiadomo, kto konkretnie odczuwa przyjemność. Wszyscy jednocześnie czy w zasadzie nikt?

W lepszym razie można by stwierdzić, że Duchless jest powieścią pokoleniową, jej bohaterem jest bowiem klasyczny everyman, jeden z wielu zagubionych współczesnych trzydziestolatków, którzy – sami nie wiedząc, kiedy – przenieśli się z dusznych od alkoholowych oparów akademików do szklanych, wielkomiejskich biurowców. Przy takiej interpretacji należałoby więc zestawić powieść Minajewa z innymi pokoleniowymi manifestami, na przykład z powieściami Chłopaki nie płaczą Vargi i Nie uderzy żaden piorun Ożarowskiej. Bo przecież – podobnie jak Varga i Ożarowska – Minajew jest rozczarowany swoją generacją, jej bezideowością, nijakością i duchową pustką. Jego powieść zaczyna się tak, jak się kończy, nie uświadczy się w niej żadnego dynamizmu czy nagłego zwrotu akcji. To właśnie jest, jak się zdaje, główne źródło smutku bohatera – brak wiary w możliwość zmiany własnej sytuacji. Pokolenie Minajewa jest ateistyczne i materialistyczne, wyraźnie brakuje mu celu, który nadałby jakiś jego sens egzystencji – afabularność, luźna kompozycja i zainteresowane codziennością mają na celu oddanie owej tęsknoty do nadrzędnej idei, najlepiej religii.

Żal do Ameryki

Ale Duchless jest czymś więcej niż powieścią środowiskową bądź pokoleniową. Zacznijmy od tytułu. Jego pierwszy człon – „duch” – jest zapisany w języku pochodzenia słowiańskiego; drugi – anglosaskiego. „Duchless”, czyli „brak ducha”, to stan, który jest konsekwencją mariażu kultury słowiańskiej i anglosaskiej, oględnie rzecz ujmując: metafizyki z pragmatyzmem. Nie trzeba dodawać, że w tym dziwnym mariażu, który, dodajmy, zawiązał się po zniesieniu żelaznej kurtyny, nie ma miejsca na wzajemne dopełnianie się. Strona dominująca, zwycięzca Zimnej Wojny – a więc wywodzące się z tradycji anglosaskiej Stany Zjednoczone – narzuca swym byłym wrogom – Rosji i niegdysiejszym krajom satelickim – własne zwyczaje. W wywiadach Minajew mocno podkreśla, że przynależność do Unii Europejskiej czy NATO niczego nie zmienia – również Polska, była republika komunistyczna, jest ofiarą amerykanizacji. Ofiarą, ponieważ amerykański pragmatyzm wyklucza hołdowanie tak zwanym potrzebom metafizycznym, które miałyby – zdaniem Minajewa – w znaczący sposób konstytuować słowiańską duszę. Dzięki nieustającemu zainteresowaniu sferą duchowości Rosjanie (ale i Słowianie w ogóle) „byli ludźmi, a nie homo brandicus” – przekonuje bohater Duchlessa – bo „kiedy ludzie spędzają życie na poszukiwaniu sensu ludzkiego istnienia (…) ich życie jarzy się niewidzialnym dla prostego człowieka światłem”. Natomiast Słowianie, którzy w wyniku fascynacji kulturą amerykańską stali się „duchless”, „chodzą jak ślepe kocięta, zderzając się głowami”.

Romantyzm i socrealizm

Wasilij Aksionow zauważył, że w swym niezdecydowaniu i nieustannym poszukiwaniu idei bohaterowie Minajewa przypominają bohaterów Puszkina czy Lermontowa (do tych autorów Minajew odwołuje się zresztą wprost). Ale romantycy tylko z perspektywy zateizowanego pragmatyka niczym nie różnili się od korporacyjnych zombie przedstawionych w Duchlessie. Oniegin i Pieczorin bowiem – choćby bezskutecznie – poszukiwali duchowości. Misza i Sasza zaś nawet poszukująco tego nie dążą. Zagłuszają jedynie gnębiącą ich pustkę dostępnymi używkami, przez co staczają się na dno.

Nie można także zapomnieć o podtytule powieści Minajewa, Opowieść o nieprawdziwym człowieku. Jest to bowiem jasna aluzja do bardzo znanego niegdyś tekstu Borysa Polewoja Opowieści o prawdziwym człowieku, czyli opartej na faktach historii radzieckiego lotnika, który, pomimo utraty obydwu nóg, nie przestał latać. Jego heroizm, wiara we własne możliwości i nieustawanie w walce wbrew licznym przeciwnościom losu urosły do rangi najwyższych wartości czczonych w socrealizmie. Powieść Polewoja była czytana w szkołach nie tylko radzieckich, ale również polskich czy czechosłowackich. Tymczasem bohaterowie Duchlessa są antytezą lotnika Mariesjewa. Cechuje ich niezdecydowanie, uleganie popędom i słabościom, brak celu w życiu. Minajew uważa, że przyczyną nijakości współczesnego społeczeństwa postkomunistycznego jest specyfika transformacji ustrojowej. Pisarz porównuje ją do zmiany kanału w telewizji – nagle, poprzez naciśnięcie przycisku na pilocie, kazano ludziom odnaleźć się w zupełnie innych realiach politycznych i społecznych. Kapitalizm grubą kreską odciął się od wszystkiego, co kojarzyło się z komunizmem, a więc również od socrealistycznej mitologii, którą reprezentował heroiczny Mariesjew. Komunizm był, jaki był – próbuje nam powiedzieć Minajew – ale przynajmniej oferował społeczeństwu jasny system wartości. Kapitalizm natomiast zupełnie zatarł granicę między dobrem a złem i nie zaoferował żadnej nowej mitologii. Nie wiadomo już, jak żyć i po co.

Areligijność drogą do samozagłady

W swej krytyce zachodniego modelu społeczeństwa Minajew bliski jest takim pisarzom, jak Michel Houellebecq czy Frédéric Beigbeder (z którym, notabene, Minajew wspólnie imprezuje). Wprawdzie pod kątem stylistycznym Rosjanin jest o wiele mniej subtelny i wyrafinowany od autora Cząstek elementarnych, można by wręcz – z uwagi na jego dosadność i wylewność w rodzaju: „Powiem wam, jak jest” – nazwać Duchlessa „pierwszą powieścią buracką”, wyciągane przez niego wnioski są jednak zbieżne z wnioskami francuskich kolegów po piórze. Społeczeństwo pozbawione religii zmierza do samozagłady, ponieważ potrzeb metafizycznych nie da się zastąpić masowo konsumowanymi używkami. Siergiej Minajew bez wątpienia podpisałby się również pod prowokacyjną sugestią Houellebecqa, iż w krajach zachodnich usługi prostytutek powinny być refundowane przez rząd, bo w zeświecczonej kulturze prawdziwa miłość przestała być możliwa.

Z Minajewem można się nie zgadzać. Kontrowersyjny jest chociażby wniosek, jakoby to Stany Zjednoczone, poprzez systematycznie prowadzoną amerykanizację, pozbawiły Rosjan „ducha”, który wcześniej tak bardzo wyróżniał ich od innych narodów. Po pierwsze dlatego, że bez naiwnej fascynacji Ameryką Rosjanie nie daliby się w takim stopniu amerykanizować, po drugie – nie jest wcale tak, a to zdaje się sugerować Minajew, że społeczeństwa zachodnie są w swym religijnym indyferentyzmie szczęśliwe. Analizując powieści Bernharda, Jelinek, Franzena bądź  filmy Hanekego, można odnieść wrażenie, że bycie „duchless” generuje te same problemy w społeczeństwach wywodzących się z obu stron żelaznej kurtyny. Co więcej, niekoniecznie musi być prawdą, że kapitalizm nie zaoferował żadnej nowej mitologii. Owszem, zaoferował, i to opartą na tych właśnie wartościach, które propagował Polewoj. Jaka jest bowiem różnica pomiędzy heroizmem Mariesjewa a heroizmem, dajmy na to, Rocky’ego czy – nie odchodźmy za daleko – Rambo, który przypalał swoją ranę pochodnią, aby się nie wykrwawić i móc walczyć dalej? Sęk w tym, że nie ma już arbitralnego podziału na treści godne i niegodne naśladowania. Rambo oferuje pewien system wartości, podobnie jak Californication – żaden z tych systemów nie jest ani lepszy, ani gorszy. W zhomogenizowanej kulturze i Rambo, i Hank Moody, i Mahatma Gandhi funkcjonują na tych samych prawach. Porównywanie kapitalizmu do totalitaryzmu, a to robi Minajew, wydaje się więc dużą przesadą.

Powrót do literatury zaangażowanej

Duchless, podsumujmy, to powieść homofoniczna. Nie ma w niej miejsca na wielość poglądów i postaw. Minajew jest pisarzem zaangażowanym, chętnie komentującym wydarzenia przedstawione w książce. Pisze szczerze, od siebie. W Duchlessie przedstawia tezę popartą dowodami i licznymi odniesieniami literackimi, co zbliża jego powieść do Cząstek elementarnych. Przekaz zdecydowanie góruje nad formą, Minajew nie jest zainteresowany modernistycznymi grami z czytelnikiem. To zapewne jest przyczyną jego sukcesu – Duchless w samej Rosji sprzedał się w 2. milionach egzemplarzy. Czy jest zatem czytadłem? Nie, bo czytadła nie prowokują do wielkich dyskusji i nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Nie da się ukryć, że Minajew to kolejny współczesny pisarz, który zyskał popularność i uznanie dzięki temu, że nie zważając na literackie mody powrócił do Balzacowskiego rozumienia misji pisarza. Opisy opatruje komentarzem, poucza, czuje się odpowiedzialny za społeczeństwo. Jego sukces (Rosjanin wydał trzy inne powieści, wszystkie osiągnęły status bestsellerów) świadczy o tym, że istnieje wciąż zapotrzebowanie na pisarzy, którzy są mędrcami znającymi życie. Przykład Minajewa – w przeciwieństwie do przykładu Coelho – pokazuje, że pisanie o życiu ludzkim z perspektywy mędrca nie musi prowadzić do grafomanii. I jeszcze jedno. Rosjanin posiada dar, o którym marzy wielu pisarzy: potrafi czytelnika wciągnąć. Duchlessa, choć to książka nie najkrótsza, czyta się ciągu jednego dnia.

Artur Hellich

Exit mobile version