Poradnik małego poszukiwacza przygód

Czyli wszystko, co musisz wiedzieć o papierowych grach fabularnych i jak zacząć w nie grać

Spadasz w całkowitej ciemności. Nie masz pewności, kiedy skończył ci się grunt pod stopami, ani dlaczego tego nie zauważył_ś. Próbujesz wyciągnąć rękę, żeby złapać któreś z twoich towarzyszy, ale mrok cię przytłacza. Nagle zaczynasz zwalniać i po chwili opadasz na gładką ziemię. Zaklęcie? Nie masz czasu się nad tym zastanawiać – z ciemności wyłania się dwoje błyszczących oczu. Zaciskasz dłonie mocniej na rękojeści miecza, którego nigdy nie upuścił_ś.

Rzuć kością i pozwól, by zdecydowała o twoim losie.

 

Gra wyobraźni, improwizacja, kostki, kartki, pizza, krzyk, płacz i śmiech – to hasła, które dla mnie są nierozerwalne z sesją D&D z moimi przyjaciółmi. Klimat nieporównywalny z niczym innym, a jednocześnie zupełnie inny na każdym spotkaniu, podczas kampanii, która trwa już 4 lata.

Z coraz większą widocznością papierowych RPG-ów w przestrzeni medialnej proponuję wam szybki kurs, żebyście zobaczyli, o co w ogóle jest ten cały szum.

W liceum, zanim zrobiłam prawo jazdy, letnie wieczory spędzałam, jeżdżąc rowerem na sąsiednią wioskę grać w D&D (a wcześniej w Wiedźmin RPG) z kolegami, których znam od podstawówki. Wtedy musieliśmy kończyć wcześniej, żeby nie wracać do domu po ciemku. Kiedy opowiadam to komuś nowemu, zwykle reakcja jest jak: „OMG! To jak w Stranger Things!”

Zwykle kiedy wracaliśmy rowerami przez las, bardziej baliśmy się dzików niż Demogorgonów, ale pewnie możesz nas tak porównać, jeśli pozwoli ci to lepiej wyobrazić sobie całą sytuację. Szczerze mówiąc, to nasza gra jest ciekawsza niż ta Netflixowa, jeśli wolno mi tak subiektywnie oceniać (pewnie nie – w końcu ją współtworzę). W amerykańskich serialach granie w RGP-i jest gorsze od czytania komiksów – definiuje nerda absolutnego, jak w np. Big Bang Theory. Nerd, który tak bardzo wczuwa się w świat fantasy, że zaczyna odgrywać orka barbarzyńcę w salonie, kiedy mama pojechała na zakupy, albo w piwnicy, w Polsce rzadko gramy w piwnicach, jest zabawnym stereotypem. Jednocześnie pojawia się na tyle rzadko, że poza irytacją na brak researchu na temat prezentowanych systemów (tak jak kiedy postacie w Stranger Things korzystały ze współczesnych zasad, grając w czasach sprzed ich napisania), niektórych z nas cieszy. Mimo wszystko stanowi reprezentację naszego grona w przestrzeni publicznej. Nadal dostajemy więcej niż LARPowcy (w tym miejscu oklaski dla Kordiana Kądzieli za udostępnienie im przestrzeni na srebrnym ekranie). 

Te stereotypy zaczynają się jednak zmieniać. Ogromna popularność live-play sesji RPG w czasie pandemii doprowadziła do poszerzenia grona fanów gier fabularnych. Fizyczne reprezentacje tej popularności to np. nowy (względem tego z 2000 roku) film Dungeons & Dragons: Złodziejski honor (2023) w reżyserii Johna Daleya i Jonathana Goldsteina, a także seriale The Vox Machina (2022-) i The Mighty Nein (2025-) od Critical Role, oparte na kampaniach D&D granych na żywo i emitowanych na Twitchu i YouTube. Zanim jednak rozwinę się na temat grania w salonie mamy, zdalnych RPGów i wszystkiego wokół nich, proświęćmy chwilę na teorię, abyście mogli sprawnie posługiwać się tym nerdowskim żargonem.

 

Mechanika, system, język

Do większości gier TTRPG (table-top roleplaying games) jak do tanga potrzeba co najmniej dwojga. Po pierwsze Mistrza Gry (game master) – osoby odpowiedzialnej za dosłowne bycie światem przedstawionym: narratorem, autorem haków fabularnych, aktorem postaci drugoplanowych (NPC – non-player characters), a często także kartografem (grafikiem map bitewnych) i kompozytorem (głównie playlist, nadających klimat sesjom). Niektórymi z tych obowiązków gracze mogą się podzielić, aby usprawnić rozgrywkę, ale tak aby nie spojlerować sobie, co się może wydarzyć. Drugim organem sprawczym są właśnie gracze – aktorzy postaci „grywalnych” (PC – player characters), czyli osobami reagującymi na wydarzenia świata przedstawionego, który nierzadko jest również przez nich ukształtowany np. poprzez napisane przez nich backstory, z którego wątki mistrz gry może łączyć ze swoim planem na fabułę, by bohaterowie mieli osobiste motywacje do swojej podróży

Gry fabularne nie działają na zasadzie opowieści, którą pisze MG, a gracze robią to, co ten karze – rozgrywka polega na wspólnym formowaniu historii przez wszystkich uczestników. Zasady wybranego systemu stworzą struktury, według których działa konkretny świat, ale nie powinny ograniczać kreatywności.

Sesje mogą być pojedyncze lub składać się na kampanię – ciąg sesji, podczas których gracze wspólnie opowiadają daną historię, często rozwijającą się przez lata. Przed rozpoczęciem grupa musi wybrać system, czyli grę z całego zbioru, jakim są RPG-i. Ten jest nie tylko zbiorem zasad, ale całym światem, ze swoją fizyką, religią, biologią, magią, sposobem działania oraz mechaniką. Większość mechanik zawiera jakąś reprezentację losu w swojej strukturze, zwykle poprzez stosowanie kości o różnej ilości ścian, którymi gracze rzucają, by wykonać akcję i przekonać się o jej rezultacie. W ten sposób odpowiedzi nie są binarne, otrzymujemy całe spektrum możliwych stopni jak ich działanie może przebiec. Zadaniem uczestników jest reagowanie na wyniki tych rzutów, zgodnie z wynikiem na kostce, niezależnie od tego, czy jest dla niż pożądany – czasem porażka ciekawiej rozwija fabułę niż sukces.

Mechanikę można wybrać ze względu na stopień skomplikowania, tego jak pasuje do opowiadanej przez nas historii, poziomu wolności, jaki pozostawia. Systemy można przejąć z wybranego podręcznika lub stworzyć autorski, z własnym światem, ale opierając zasady rozgrywki na mechanice jakiegoś systemu. Jednym z ciekawszych rozwiązań takiego zabiegu jest rozgrywająca się obecnie kampania grupy Bards of New York – Gilded Thrones (dostępna na platformach Stream i YouTube), w której gracze budują własny świat, Arcadię, ale korzystają z mechanik znanych z gier Kids on bikes oraz Good Society, których konwencję zmieniają na fantastyczną. Zasady tworzą jedynie bazową strukturę rozgrywki. Najpopularniejsze systemy są często bardziej złożone – wyznaczają dokładne ramy tego, co możliwe w świecie gry. Może dzięki temu D&D, Pathfinder, czy Zew Ctulhu są tak znane – zasady nie są proste, ale kiedy już je sobie przyswoimy, możemy swobodnie mieszać i naginać schematy, tak jak magia pozwala naginać rzeczywistość i przestrzeń gry. To także, wbrew pozorem, ułatwia wejście nowym graczom, którzy nie wiedzą, od czego zacząć, więc schematy postępowania mogą wskazać im drogę do rozwinięcia swojej postaci.

 

Praktyka?

Jeśli lubisz książki i od dziecka marzył_ś o przeniesieniu się do światów z ich kart, jeśli grasz w planszówki, ale brakowało ci kiedyś w nich jakiejś fabuły czy stałych bohaterów, jeśli pykasz na komputerze, ale czujesz się ograniczon_ przez opcje dialogowe i masz lepszy pomysł na poprowadzenie rozmowy z tą postacią, to mam dla ciebie dobrą wiadomość – papierowe gry RPG mogą być dla ciebie. Jeśli nie utożsamiasz się z żadną z tych propozycji, to nic straconego, najprawdopodobniej też świetnie byś się bawił_, zważając na to, że doczytał_ś aż dotąd. 

Ja miałam szczęście wychować się z nerdami, którzy rzucili się na papierowego Wiedźmina RPG, kiedy tylko wyszedł. Niedługo potem zostaliśmy zamknięci na kwarantannie i pomimo szaleństwa na świecie, mogliśmy codziennie spotykać się na granie. Od tego czasu przerzuciliśmy się na D&D, ale nadal staramy się organizować sesję chociaż raz na kwartał (raz na tydzień to ideał osiągalny dla niewielu). Teraz pytanie: co możesz zrobić, drogi czytelniku, Jeśli dowiedział_ś się o RPG-ach np. z tego artykułu (albo jak my wszyscy crushował_ś Eddy’ego w czwartym sezonie Stranger Things) i chciał_byś spróbować swoich sił jako elfi czarodziej, charyzmatyczny bard, albo, powiedzmy, przeklęta księżniczka?

 

1. Propaganda, piramida, łańcuszek

Najbardziej klasycznym sposobem na zdobycie drużyny jest jak najatrakcyjniejsze przedstawienie gry swoim znajomym (przesłanie linku do tego artykułu 10 osobom powinno wystarczyć). Szerzenie propagandy tworzy drużynę nowych poszukiwaczy przygód, którzy są na takim samym poziomie wiedzy i rozwoju, co jest jednak równe z brakiem doświadczenia i może utrudnić miękkie wejście w świat.

2. Spotykacie się w tawernie

Szansa na spotkanie doświadczonych bohaterów jest wyższa w miejscach ich zgromadzeń. Jeśli wytężysz wzrok, możesz ich odnaleźć na większości nerdowskich wydarzeń, typu Targi książki, Targi Fantastyki, Pyrkon – na nim szczególnie znajduje się co roku cała strefa gier fabularnych, gdzie dedykowani mistrzowie gry prowadzą sesje dla wszystkich zainteresowanych, niezależnie od stopnia ich wiedzy względem systemu. Na samym uniwersytecie także odbywają się sesje RPG oraz LARPowe. Odwiedźcie nowy kampus na Ochocie i zapytajcie o Mimik lub Lustro, a tajemniczy nieznajomy w rogu pokoju odpowie na wezwanie (prawdopodobnie jednak łatwiej będzie go dorwać na Discordzie)

3. Virtual Dungeons and Pixel Dragons

W obecnej erze zdalnej technologia pozwala nam grać z przyjaciółmi, którzy się przeprowadzili, tak jakbyśmy siedzieli przy jednym stole. Z drugiej strony tworzy się też nowa przestrzeń, łącząca poszukiwacz przygód z różnych zakątków świata. Technologia pozwala magii zalśnić na srebrnych ekranach laptopów, tak że pokonuje nawet różnice stref czasowych. Strony takie jak Roll20.com umożliwiają znalezienie grupy osób o podobnych oczekiwaniach względem rozgrywki, stylu i klimatu danej kampanii. Jedynym problem może pojawić się w komunikacji, ale to się zdarza także podczas posługiwania się jednym językiem. 

To już wszystko w moim małym poradniku RPG. Weź ze sobą kartkę, ołówek, worek kości (tych plastikowych, ludzkie ci się nie przydadzą, w końcu dopiero zaczynasz) i ruszaj na szlak, przyjacielu. Być może kiedy na siebie jeszcze trafimy, jeśli los tak zechce i obyśmy znaleźli się wtedy po jednej stronie. Bywaj i niech kości ci sprzyjają.

 

Ilustracja: Zosia Komarowska (IG: komar.zosia)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *