Myślę, że powinnam kupić czapkę

fot. Tracy Chapman @ V Bridge Benefit concert (November 2, 1991), by AURÉLIE M

Tracy Chapman zawsze była dziewczyną z Cleveland, nieważne z kim i gdzie grała. Pierwsze koncerty tuż po płytowym debiucie, występ na siedemdziesiątych urodzinach Nelsona Mandeli, duet z B.B. Kingiem – to wciąż ta sama protest singer, która zaczynała na studenckich wiecach i w uniwersyteckich kawiarniach, ujmująca słuchaczy bezpretensjonalnością tekstów. Utwory z jej debiutanckiego albumu nie straciły na sile, mimo że upłynęło trzydzieści lat od ich wydania.

Na nagraniu z koncertu w Oakland w 1988 roku widać, że artystka nie musi robić nic szczególnego, żeby publiczność „była jej”. Stoi sama na pustej scenie, ubrana w zwykłe dżinsy i szarą bluzę, z gitarą w rękach. W przerwach między utworami stroi instrument, uderza w pojedyncze struny, unika kontaktu z audytorium. Słuchacze i słuchaczki pozostają jednak całkowicie pod jej urokiem – za każdym razem, kiedy zaczyna śpiewać, tłum od razu się przyłącza. Można odnieść wrażenie, że występuje gwiazda z wieloletnim stażem scenicznym, której piosenki zdążyły z czasem zakorzenić się w świadomości wielbicieli. Chapman jednak niewiele wcześniej, jeszcze w tym samym roku, wydała pierwszy album.

W jednym z wywiadów wyjaśniła, że podczas koncertów nie rozmawia z ludźmi, bo jej utwory mają mówić same za siebie i nie trzeba ich tłumaczyć. Istotnie, to właśnie za pomocą tekstów Chapman wydaje się najlepiej porozumiewać ze słuchaczami. Nawet jeśli towarzyszy jej zespół, to ona i jej gitara wysuwają się na pierwszy plan, dzięki czemu ma się wrażenie kameralności, bycia sam na sam z artystką, zwyczajnej rozmowy o życiu i jego problemach. Właśnie dzięki temu złamaniu układu artysta-odbiorca na rzecz układu opowiadaczka-słuchacz/słuchaczka jej teksty tak mocno oddziałują na innych. Zdanie w tytule tego artykułu Chapman miała wypowiedzieć podczas niespodziewanego spotkania z fanką, która stwierdziła, że artystka jest rozpoznawalna między innymi dzięki swoim włosom. Po debiucie płytowym wielbiciele zaczepiali ją przynajmniej dwa razy dziennie lub krzyczeli na jej widok „All right, Tray-Cee!”, na co ona odpowiadała speszonym uśmiechem bądź chowała się do najbliższego lokalu. Kiedy poznaję tego typu anegdoty, oglądam nagrania towarzyszące jej utworom czy słucham albumu Tracy Chapman, nie mogę uwolnić się od wrażenia, że piosenkarka nie uważa się za autorkę swoich tekstów, ale jedynie za pośredniczkę, która chce po prostu opowiedzieć o tym, co czuje, a nie szukać rozgłosu.

Przejść pod mostem i przez tory

Jednym z głównych tematów historii składających się na tę płytę jest walka o zostanie i pozostanie człowiekiem. Postaci, z punktu widzenia których poznajemy rzeczywistość opisywaną w utworach, to ludzie zmęczeni życiem na marginesie społeczeństwa, zmuszani do deptania swojej godności i poniżania się, by dożyć do następnego dnia. Traktuje się ich jak przedmioty i odczłowiecza, czemu poświęcony jest m.in. tekst Across The Lines – mała dziewczynka zostaje zabita z powodu innego koloru skóry, co staje się przyczyną zamieszek. Media odpowiednio nagłaśniają sprawę, żeby odbiorcy wiadomości bez wątpienia wiedzieli, kto jest „tym złym”, niszczycielem iluzji amerykańskiego snu; ofiary rozruchów pozostają częścią anonimowego tłumu, który sam jest sobie winien, że polała się krew:

Little black girl gets assaulted

Don’t no one know her name

Lots of people hurt and angry

She’s the one to blame[1]

Podziały wydają się tak głębokie, że trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek porozumienie, jedni nie zostaną bowiem wysłuchani, drudzy zaś nie podejmą wysiłku:

Across the lines

Who would dare to go

Under the bridge

Over the tracks

That separates whites from blacks

Z tekstów Chapman wynika, że ze społecznego dna nie ma innego ratunku niż zniszczenie systemu, który zepchnął tam ludzi pozbawionych teraz szans na dostanie pracy zapewniającej przeżycie, najczęściej bezskutecznie żebrzących o zasiłek i pomoc. Wybór Talkin’ Bout A Revolution na otwarcie albumu dobrze pokazuje, po czyjej stronie stała artystka i jak podchodziła do poruszanych tematów. Wcześniej w tym samym roku ukazał się singiel Suzanne Vegi Luka, opowiadający o przemocy wobec dzieci; mimo że przetarł w jakiś sposób drogę do stacji radiowych utworom poruszającym tabuizowane tematy, utwory Chapman miały o wiele trudniejsze zadanie. Artystka nie zamierzała oszczędzać nikogo i niczego – śpiewała o tym, jak jest, bez upiększania rzeczywistości czy pomijania jej ciemnych aspektów. Jak sama stwierdziła w jednym z wywiadów, nie miała zamiaru łagodzić swoich tekstów humorem, ponieważ mogłoby to zniekształcić przekaz. Nie chciała też mówić ludziom, co mają czuć, ale opisywać i pozostawiać słuchaczom swobodę reakcji.

Świat przedstawiony w utworach składających się na album stoi na krawędzi gwałtownej zmiany, słychać w nich bowiem sprzeciw wobec bycia czyjąś własnością i przemianę rezygnacji w bezkompromisową determinację. Według autorki nie ma innego wyjścia z zależności niż gwałtowna rewolucja, równająca z ziemią stare stosunki, pozwalająca zacząć od nowa i odzyskać głos tym, którzy dotychczas go nie mieli. Twórców starego świata nie przekona się do swoich racji, dlatego trzeba stworzyć swój własny („Poor people gonna rise up/And get their share/Poor people gonna rise up/And take what’s theirs”), tylko w ten sposób można bowiem odzyskać podmiotowość. Chapman w utworze Mountains O’ Things ostrzega jednak, że nowy porządek, w założeniu bardziej sprawiedliwy, może w istocie być powtórzeniem tego zniesionego, w którym bogaci zarabiali kosztem coraz uboższych biednych. Pomnażanie majątku może stać się celem samym w sobie; mimo że jedni bogaci znikną, na ich miejsce pojawią się nowi. Ci zwiększoną konsumpcją będą próbowali potwierdzić słuszność rewolucji, która z jednej zależności wpędziła ich w inną – tym razem to posiadanie odbiera podmiotowość, dając przy tym pozór szczęścia („Consume more than you need/This is the dream/Make you pauper/Or make you queen”).

Gdzie indziej będzie lepiej

Innym sposobem na wyrwanie się z codzienności z deficytem nadziei mogłaby być ucieczka, utwory z albumu podkreślają jednak, że tożsamość nie zmienia się wraz z miejscem, to, kim jesteśmy, zabieramy ze sobą gdziekolwiek się udamy. Kobieta opowiadająca swoją historię w Fast Car próbuje wydostać się ze swojego dotychczasowego życia w rozbitej rodzinie i z marną pracą. Rzuca wszystko, żeby gdzie indziej zacząć od nowa, ale schematy dawnego życia podążają za nią i jej partnerem – przez jakiś czas mieszkają w przytułku dla bezdomnych, ona znowu pracuje za grosze, on popada w alkoholizm. Utwór kończy się ultimatum, będącym ostatnią próbą uniknięcia losu rodziców przez młodą kobietę: nie chce, jak jej matka, odchodzić od męża, który poddał się nałogowi („My mama went off and left him/She wanted more from life than he could give”), daje więc partnerowi ostatnią szansę na ratowanie związku i przyszłości, zanim będzie za późno („I got no plans I ain’t going nowhere/So take your fast car and keep on driving […] You gotta make a decision/You leave tonight or live and die this way”).

Kobiety w utworach Chapman są zazwyczaj pozostawione same sobie, muszą borykać się z konsekwencjami wyboru życiowych partnerów. Ich osamotnienie przedstawione w tekstach potęguje też sposób, w jaki opowiada o nich artystka. Kontakt ze słuchaczami i słuchaczkami pozostaje jednak jednostronny, na scenie także pozostaje sama (jako że, mimo okazjonalnej obecności zespołu, to zawsze jest Tracy i jej gitara). Sposób bycia artystki, w połączeniu ze zwyczajnym językiem utworów, daje poczucie dostępu do głęboko ukrywanych emocji człowieka, dla którego opisywane problemy są codziennością. Najsilniejsze wrażenie robi jednak poczucie, że wszystko to nie dotyczy tylko postaci z utworów, jest czymś tak powszechnym, że może doprowadzić do znieczulenia. Dlatego najmocniejszy wydaje mi się wiersz  Behind The Wall, nagrana a capella opowieść o przemocy domowej słyszanej za ścianą. Dla kobiety uwikłanej w zależność od swojego partnera wszystko kończy się tragicznie, nikt bowiem nie zareagował na powtarzające się co noc hałasy. Relacja mąż-żona jest tu relacją posiadacz-posiadana, w dodatku akceptowaną przez system społeczny:

The police

Always come late

If they come at all

And when they arrive

They say they can’t interfere

With domestic affairs

Between a man and his wife

Miłość w utworach Chapman jest uczuciem, które odbiera człowiekowi kontrolę nad tym, co myśli, mówi i robi – prowadzi to jednak do relacji opartej na niemal całkowitym poświęceniu jednej z osób, często bez wzajemności. For My Lover przedstawia tę sytuację w kategoriach więzienia i choroby psychicznej; emocje izolują zakochanego/zakochaną z tłumu, co z jednej strony ma wartość pozytywną (miłość pozwala być kimś innym niż reszta), z drugiej jednak negatywną (nikt nie czuje tego samego, więc nie ma komu się zwierzyć). Silne uczucie może przesłonić toksyczność relacji; miłość staje się jak narkotyk zmieniający świadomość, wymuszający zachowanie inne niż zazwyczaj („They dope me up and I tell them lies”). Uzależnienie z czasem sięga coraz głębiej, poświęceń jest coraz więcej, a cena za uwolnienie się z pułapki rośnie („Twenty thousand dollar bail”). Uczucie nie pozwala na racjonalny ogląd sytuacji i każe cieszyć się chwilowym odurzeniem, a nie przejmować się konsekwencjami („I follow my heart/And leave my mind to wonder/Is this love worth/The sacrifices I make”).

Ostatnie dwa utwory albumu, słuchane pojedynczo, mogą pokazywać pozytywną stronę miłości. W If Not Now Chapman śpiewa, że to uczucie nie zależy od posiadanego majątku, więc każdy ma na nie szansę, ale nie zdarza się zbyt często, dlatego należy chwytać chwilę, bo może już nigdy nie powrócić. Z kolei For You jest próbą opisania, jak nieopisywalne jest uczucie sięgające tak głęboko, całkowicie zmieniające człowieka. Jednak kiedy słucham ich jako części całego albumu, kontekst pozostałych utworów zmienia to znaczenie. Zachęta do korzystania z chwili zyskuje wydźwięk „bierz, co jest”, a miłość, dominująca nad innymi zmysłami, zwłaszcza po For My Lover, przybiera formę uzależnienia opisywanego z perspektywy osoby uzależnionej, którą silne uczucia zmusiły do poświęcenia swojego indywidualizmu i utraty kontroli nad własnym życiem.

Wydaje się, że w swoich utworach Chapman odmalowuje obraz życia pozbawionego wszelkiej nadziei. Rozprawia się z iluzjami i opowiada o rzeczach chowanych pod dywan, nie oferuje przy tym żadnych rozwiązań. W istocie jednak nie to było chyba jej zamiarem. Oczywiście, mogłaby śpiewać wprost, co ludzie powinni robić, ale, próbując narzucić własne zdanie, sprzeniewierzyłaby się swoim przekonaniom o tym, że każdy powinien sam wyciągać swoje wnioski. Zamiast tego stara się otworzyć im oczy na to, co dzieje się dookoła, jednocześnie milcząco zadając pytanie „I co zamierzasz z tym zrobić?”. Dzięki temu nie staje się wielkim bardem z rządem dusz, ale raczej dziewczyną z sąsiedztwa, która szuka sposobu, żeby zmienić swoją codzienność. Niezależnie od tego, kiedy, gdzie i jak jej się słucha, Chapman pozostaje tą samą osobą, która podczas urodzin Nelsona Mandeli, kiedy Stevie Wonder w ostatniej chwili stwierdził, że nie wystąpi, bo jego sprzęt ma awarię, złapała gitarę i całkowicie nieprzygotowana zawojowała ponadsiedemdziesięciotysięczną publiczność.

Michał Czajkowski

Korzystałem z:

Aurélie M, Tracy Chapman, The Debut Album: http://www.about-tracy-chapman.net/1988-debut-album/

Aurélie M, 1988 – Nelson Mandela 70th Tribute Concert: http://www.about-tracy-chapman.net/1988-nelson-mandela-70th-tribute-concert/

Tracy Chapman talks about remastering the „Greatest Hits” songs and her songwriting process: https://www.youtube.com/watch?v=GjY3iOB5auI

Steve Pond, Tracy Chapman: On Her Own Terms: https://www.rollingstone.com/music/features/on-her-own-terms-19880922

Anthony DeCurtis, Tracy Chapman’s Black And White World: https://www.rollingstone.com/music/features/tracy-chapmans-black-and-white-world-19880630

[1] Teksty utworów pochodzą z wkładki do płyty Tracy Chapman, Elektra/Asylum Records 1998.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *