Niewinni Czarodzieje. Magazyn

Pandemiczna nostalgia

Ilustracja: Łucja Stachurska

Budzisz się z głębokiego snu, a twój kolega czy koleżanka ze szkoły podstawowej pyta cię: „Jaka pandemia? Jaki lockdown? Jakie studia?”, po czym stwierdza: „Nie gadaj głupot, Mati ma nowego Need for Speeda na peceta, chodź wypróbować”.

Pandemia COVID-19 doprowadziła do zatrzymania. Mowa tutaj zarówno o gospodarce, jak i o nas samych. To zatrzymanie stało się przyczyną czegoś, co można nazwać „pandemiczną nostalgią”. Jej objawem jest występowanie memów z treścią opisaną w pierwszym akapicie. Ich bohaterowie przede wszystkim z zaskoczeniem pytają o obecną sytuację na świecie. Memy poprzez formę i treść przekonują, że sytuacja jest nieprawdopodobna i jedyna możliwość, w której mogłaby zaistnieć, to sen czy raczej koszmar dziecka. Kilkukrotnie zadane pytania sugerują, że nie dość, że wyśnione scenariusze są głupie i absurdalne, to na dodatek śniący wybudził się ze strachem i od razu zaczął opowiadać swój sen. W pytających oczach znajomych świadczy to o przejęciu się tematem czy wręcz o paranoi. Wreszcie rzecz najważniejsza: memy te bezpośrednio odsyłają do beztroski, zabawy i gier, do osiedlowego czy podwórkowego życia dzieci wolnego od obowiązków.

Tylko czemu memy tego typu miałyby być reakcją na pandemię i co ma do tego dzieciństwo? Po pierwsze: brak treści, którymi mogliśmy się dzielić na początku pandemii, zmusił nas do korzystania z archiwów naszych galerii i mimowolnie skierował nasze myśli ku dzieciństwu. Dobrym tego przykładem jest facebookowy łańcuszek, w którym ludzie publikowali swoje zdjęcia z młodości. Po drugie: wobec powszechnego niebezpieczeństwa i obciążenia ludzi ogromną odpowiedzialnością, często wręcz za życie i zdrowie najbliższych, zwróciliśmy się ku (przynajmniej potencjalnie) najbardziej bezpiecznemu i zakorzenionemu w pamięci wspomnieniu, tj. ku naszemu domowi i dzieciństwu. Po trzecie wreszcie: zatrzymanie, o którym wspominałem, pozwoliło ludziom, choć na chwilę, wyrwać się z ciągłego biegu, a mówiąc precyzyjniej – z Heideggerowskiego bycia Się.

Wyciąganie przez nas omszałych albumów z dna szaf i przeglądanie zdjęć z dzieciństwa aktywowało naszą pamięć i przetarło sieci semantyczne wytworzone w okresie dzieciństwa. Te z kolei, oraz związane z nimi ładunki emocjonalne, są szalenie istotne. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że choć dla części z nas dom mógł rzeczywiście być ostoją bezpieczeństwa i ciepła, to dla znacznej liczby osób to traumatyczny etap życia. Nasuwa się tutaj pytanie: czy taka osoba sięgnie do wspomnianych albumów? Na to pytanie nie ma i nie może być jednej odpowiedzi, ponieważ zależy ona od życia każdej konkretnej osoby i jej doświadczeń.

Istotne jest, aby zaznaczyć, że nie powinniśmy mówić w tym miejscu o binarności: albo ktoś miał idealny dom i na początku lockdownu sięgał do starych zdjęć, albo dom czy dzieciństwo danej osoby było traumatyczne i wspominanie go to ostatnia rzecz, jaką taka osoba by zrobiła. Myślowy powrót do dzieciństwa, nawet takiego, które dana osoba uznaje za traumatyczne, może wystąpić, ale ograniczy się jedynie do paru wspomnień. Może ona pomyśleć o, chociażby, jednej bliskiej osobie, która dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Tak czy inaczej, sięgnięcie do obrazów z dzieciństwa, poprzez np. fotografie, uaktywnia nasze wspomnienia i powiązane z nimi ładunki emocjonalne. Ze względu na swoją siłę ładunki te u części ludzi pozostały na dłużej, co pozwoliło uwypuklić skrajny kontrast między sytuacją pandemiczną a dziecięcą. Objawia się to w treści memów poprzez zdziwienie kolegów z dzieciństwa, pytających nieświadomie: „Jaka pandemia?”.

Podczas pandemii każda aktywność towarzyska poza online jest ryzykiem. Ktoś może powiedzieć, że skoro tak, to należy tego po prostu nie robić. Jednak ciągła samotność czy przebywanie w domu z rodziną dla jednej osoby może nie stanowić problemu, a u innej może skutkować urazem psychicznym. W takim przypadku opuszczenie domu może okazać się jedynym lekarstwem. To poważny dylemat moralny: wyjść i narazić życie innych czy zostać i narazić swoje zdrowie psychiczne? Niezależnie od tego, co zrobimy, konsekwencje mogą być tragiczne, a w modelowym przypadku odpowiedzialność spada na tylko jedną osobę – decydującą. Zapewne wielu z nas zostało postawionych w takiej sytuacji pierwszy raz w życiu. Przed tą decyzją nie ma ucieczki: podejmujemy ją niejako mimowolnie.

Ludzie tęsknią za byciem „po prostu”, „zwykle” – bez konieczności ciągłego decydowania, co jest psychicznie męczące i wymaga choć chwili odpoczynku. Podczas pandemii podejmujemy więcej o wiele poważniejszych decyzji, a jednocześnie nie mamy możliwości dania upustu emocjom ani spokojnego i naturalnego odpoczynku w formie zabawy. Ta spontaniczna i frywolna forma spędzenia czasu zupełnie się zmienia – samo jej rozpoczęcie wymaga wyboru, który generuje dalsze wybory. Sigmund Freud w swoim wczesnym tekście Pisarz a fantazjowanie[1] twierdzi, że bawiące się dziecko tworzy własny świat, w którym ustawia rzeczy według swojego porządku. Co ciekawe, Freud sądzi, że dziecko wie, że zabawa nie jest rzeczywistością, i jasno wyznacza granice: rzeczywistość jest przeciwieństwem zabawy. Taka zabawa nie jest niestety możliwa podczas pandemii. Nie da się jej jasno oddzielić od rzeczywistości, która każe ciągle pamiętać o zasadach bezpieczeństwa. Ta druga niejako wkracza w pierwszą z butami, narzuca się jej, jest stale obecna i uporczywie o sobie przypomina. Istota zabawy zostaje zatarta, a ona sama ulega wypaczeniu.

Ludzie, tęskniąc za „poprustością”, docierają do dzieciństwa. Wtedy możliwe były zabawa i rzeczywistość, których granice były jasno wytyczone. Dodatkowo taka zabawa, jak zauważa Freud, chciała nas zbliżyć do dorosłości – bawiliśmy się w poważnych, dorosłych ludzi. Z kolei obecnie okazuje się, że nie jesteśmy w stanie bawić się po to, aby zwrócić się ku niedorosłości. Bardziej niż kiedykolwiek zatęskniliśmy za dzieciństwem: za brakiem odpowiedzialności, za brakiem konieczności podejmowania decyzji i zwykłą, dziecięcą zabawą. Nic dziwnego, że memy, niezależnie już nawet od swojej treści, zostają osadzone w dzieciństwie – potrzebujemy go.

Wreszcie pandemia spowodowała wyrwanie nas z dyktatury Się. Heidegger twierdzi, że człowiek żyje w trosce o to, aby odróżniać się od innych. Jego naturalny modus bycia jest więc zdystansowaniem się od nich. Prowadzi to do wniosku, że jesteśmy w jakimś sensie pod ich władzą. Tych innych, z ich sposobem bycia, Heidegger nazywa właśnie Się. Jest to powszednia nieokreśloność. Żyjemy tak, jak „się” żyje; czytamy to, co „się” czyta; jemy to, co „się” je; mówimy to, co „się” mówi. Człowiek chce się odróżnić, więc stara się uwolnić spod władzy Się, aby żyć autentycznie. Nie jest to jednak łatwe – Się jest silne, totalitarne, nie znosi wyjątków. Się ma swoją typową mowę, wgląd i interpretację. Mową jest gadanina, wglądem – ciekawość, a metodą interpretacji – dwuznaczność.

Gadanina to mowa zastygła. Powtarza to, co zostało już powiedziane, zasłyszane. Jest oderwana od rzeczywistości:

Celem gadaniny jest to, aby wiele gadać i nic przy tym nie powiedzieć. Jej zgiełk ma zagłuszyć wszelką źródłową wieść. Gadanina jako wykorzeniona mowa odcina Dasein [człowieka – P.W.] od jego pierwotnych relacji z innymi, ze światem, oraz z sobą samym[2].

Gadanina to ciągłe, nieautentyczne powtarzanie się Się. Co więcej, jest ona czymś wobec mnie zewnętrznym, przychodzi do mnie jako opinia innych i weryfikuje mnie. W gadaninie jestestwo się zatraca, gubi, zapomina i nie wie. Wszystko jest zrobione i rozstrzygnięte bez niego. „Jestem rzucony, przygodny i ciągle upadam”[3].

Ciekawość Się działa na człowieka tak, że nie pozwala mu odpocząć. Nie pozwala mu się zatrzymać choćby na chwilę. Każe mu biegać wszędzie i zawsze, ciągle dalej i więcej.

Dzięki ciekawości Dasein jest ciągle rozproszone. Pędzi od bytu do bytu, od informacji do informacji, od kultury do kultury. Jeszcze się dobrze nie zatrzymało przy jednym, a już zerka na drugie. Dasein jest wszędzie, czyli nigdzie. W ciągłym rozproszeniu i nie-zatrzymywaniu się. Dasein nigdzie nie przebywa[4].

Przez to człowiek nie może skupić się na samym sobie, jego wykorzenienie jest coraz silniejsze.

Ostatnią cechą Się jest dwuznaczność. Się nie pozwala na żadne pierwotne odkrycie, na zauważenie czegoś nowego. Wszystko spłaszcza do powszedniości, każde odkrycie traktuje jako oczywiste, wcześniej przeczute. Dla Się liczy się jedynie nowość dla samej nowości.

Jestestwo jest uwikłane w Się i wydaje się, że nie ma wyjścia. Okazuje się jednak, że pandemia radykalnie zdystansowała nas od innych i tętniącego świata, a zatem zdystansowała nas od Się. Może nie całkowicie, ale dystans ten w samotności kwarantanny czy lockdownu w dużym stopniu wyrwał nas z powszedniości, pozwalając nam odróżnić się od innych i wychwycić nas z tętnienia. Bycie Się przypomina bowiem kręcący się szybko kołowrotek, po którym biegniemy, wpatrzeni w jeden punkt. Powoli zapadamy się w nieokreśloność. Podobnie jak bohater Ślepnąc od świateł[5] zostajemy oślepieni przez miastowe neony; jak bohaterowie albumów[6] Taco Hemingwaya łatwo wikłamy się w sytuację, jaką jest miasto – pojmowane raczej nie ontycznie, a egzystencjalnie.

Radykalne odcięcie przypomina obudzenie się ze snu, o którym mówią memy. Dopiero wtedy możemy pomyśleć o naszym autentycznym, prawdziwym byciu. Jak je jednak znaleźć, gdy przez tyle lat było ono zatracane, skoro tak długo upadaliśmy w nieautentyczność? Poszukujemy korzeni i wracamy do źródła, jakim jest dzieciństwo bez świetlistych neonów i pędzącego miasta. Zatrzymanie się i swoiste wypadnięcie ze ślepego zabiegania jest pierwszym, zasadniczym warunkiem możliwości powrotu do autentycznego bycia, którego poszukujemy w archeologii pamięci. Dzieciństwo jako przeciwieństwo Się, niezależnie od tego, jakie ono było, przez sam fakt bycia przeciwieństwem jest pierwszym punktem odniesienia zdezorientowanego człowieka wybudzonego ze snu Się.

Pandemiczna nostalgia trzyma nas za rękę i prowadzi do dzieciństwa, pokazując palcem i mówiąc „Patrz, tutaj jeszcze było normalnie. Tutaj grałeś w Need for Speed. Patrz, to ty. O, tutaj!”. Choć cała pandemia może i przypomina spadanie z przepaści, pandemiczna nostalgia pozwala nam przypomnieć nasze zakorzenienie w ziemi i odkurzyć naszą autentyczność.

Przemysław Wojenka

 

Autor tekstu prowadzi również blog.

[1] S. Freud, Pisarz a fantazjowanie, tłum. M. Leśniewska, 1908, w: Teoria badań literackich za granicą: antologia. Tom 2. Od przełomu antypozytiwistycznego do roku 1945. Cz. 1. Orientacje poetocentryczne i kulturocentryczne. Wybór, rozprawa wstępna, komentarze Stefanii Skwarczyńskiej, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974.

[2] K. Sipowicz, Heidegger: degeneracja i nieautentyczność, Warszawa 2005, s. 189.

[3] Ibidem.

[4] Ibidem i n.

[5] J. Żulczyk, Ślepnąc od świateł, Świat Książki, Warszawa, 2018.

[6] Zob. Taco Hemingway, Trójkąt Warszawski [CD], Asfalt Records, Polska 2015 i in.

Exit mobile version