Nowy rok to świetna okazja do wszelkiego rodzaju podsumowań. Każdy portal jakieś publikuje – publikujemy i my. Ale postanowiliśmy podejść do tego trochę inaczej. Oto krótka lista filmów, na które NIE czekamy w 2013 roku.
1. Star Trek: Into Darkness
Maciej Duda: …lub, jak raczył nazwać ów twór nasz rodzimy dystrybutor, W ciemność Star Trek. Pomijając kwestię mało odkrywczego oryginalnego tytułu i jego zupełnie kretyńskiego tłumaczenia, w czerwcu 2013 roku polskiej publiczności będzie dane zobaczyć sequel jednego z najbardziej, moim zdaniem, nieudanych rebootów ostatniego dziesięciolecia – Star Treka według J.J. Abramsa, który z pierwowzorem miał tyle wspólnego, co Kuba Wojewódzki z dobrym smakiem. W drugiej części filmu, koszącego mózg brakiem wewnętrznej logiki i wypalającego gałki oczne flarami, znów spotkamy się na rażącym bielą mostku Apple iEnterprise z kapitanem Kirkiem (miłośnikiem telefonów firmy Nokia i głośnego jedzenia jabłek), Spockiem (który powinien poważnie zainteresować się technikami radzenia sobie z gniewem) i Uhurą (która prawdopodobnie grana była przez figurę woskową – wystarczyło oprzeć ją o Spocka i dograć dialogi). A, tak, zapomniałem: i jeszcze doktorem McCoyem, o którym na podstawie poprzedniego filmu niestety nie jestem w stanie zbyt dużo powiedzieć. Zapowiada się fascynujące, inteligentne kino science fiction. Z pewnością.
Tomek Gocławski: Nie do końca się zgadzam. Nowego Star Treka chętnie obejrzę – mimo że w jedynce faktycznie roi się od czarnych dziur scenariuszowych, taki „trekowy” laik jak ja całkiem nieźle bawił się w kinie. Głównym problemem tych filmów jest dostosowanie ich do oczekiwań współczesnego odbiorcy (albo: oczekiwań odbiorcy projektowanych przez producentów), a tego fani oryginalnej serii pewnie nie mogą przełknąć. Arcydziełem W ciemność… nie będzie – ale wystarczy mi, jeśli scenariusz dwójki uniknie mielizn pierwszej części. Casus tytułu – faktycznie żenada.
2. Oldboy
MD: Pogłoski o pracach nad jankeską wersją koreańskiego majstersztyku Chan-wook Parka krążą już od kilku lat i powiedzmy to sobie wprost: Amerykanie powinni trzymać się z daleka od kina azjatyckiego (pamięta ktoś Nieodebrane połączenie?). Pomysł robienia od nowa filmu sprzed zaledwie kilku lat, który na dodatek w ogóle się nie zestarzał, zakrawa na absurd i sugeruje tylko jedno: nowy Oldboy będzie niczym więcej jak spłyconą intelektualnie wersją oryginału, strawną dla masowej publiczności. Nie pomaga nawet to, że odtwórcą głównej roli nie będzie jednak Will Smith – chociaż perspektywa zobaczenia sceny wyrywania temu panu zębów kombinerkami dawała mi swojego rodzaju ponurą satysfakcję. Niech tylko zostawią w spokoju Panią zemstę.
TG: Z drugiej strony reżyserem remake’u nie jest (jak początkowo zakładano) Steven Spielberg, tylko Spike Lee – a to nie taki typowy hollywoodzki „fachura” (vide Plan doskonały). Mimo to cały pomysł średnio mi się podoba. Amerykańskie przeróbki azjatyckich hitów faktycznie nigdy nie wypadają dobrze. (Jeśli znacie jakiś wyjątek potwierdzający regułę – piszcie w komentarzach. Może mózg mi nie imploduje.) Zawsze istnieje mała szansa, że Lee podejdzie autorsko do Oldboya i wyciśnie z niego coś świeżego, na co po cichutku liczę.
3. Evil Dead
MD: W tym przypadku jedyne, co ciśnie się na usta, to gromkie „po co?!”. Do dzisiaj przecież siłą oryginalnej trylogii Evil Dead jest jej uroczo kiczowata atmosfera tanich horrorów z lat 80. Co gorsza, zamieszczony poniżej zwiastun pokazuje, że w filmie nie zobaczymy jakichkolwiek elementów komediowych – posunięcie wręcz zbrodnicze, bo w końcu oryginalna seria Evil Dead swoją kultowość w dużej mierze zawdzięcza właśnie charakterystycznemu czarnemu humorowi (vide walka głównego bohatera z własną dłonią – moja ulubiona scena z drugiej odsłony trylogii). Zamiast tego w trailerze widzimy standardową grupę nastolatków i dom w środku lasu. Nie znajdziemy za to Bruce’a Campbella w roli głównej, bez którego – spójrzmy prawdzie w oczy – nie ma Evil Dead. Groovy? Nie wydaje mi się.
TG: Przerobienie Evil Dead na „poważnie” to po prostu zarżnięcie oryginału. Wypada tylko czekać na nową Martwicę mózgu (błagam, NIE). Swoją drogą, kompletnie nie rozumiem tych „nowych” horrorów spod znaku Piły. Chodzi o doprowadzenie widza do wymiotów? I ludzie na to chodzą? Z WŁASNEJ WOLI?!
4. Szklana pułapka 5 (A Good Day to Die Hard)
TG: Z wielką niecierpliwością czekałem na polską wersję tego tytułu. Przełożenie Die Hard na Szklaną pułapkę w przypadku jedynki było majstersztykiem; niestety Amerykanie nie popisali się przy drugiej części, umiejscawiając jej akcję na lotnisku. Turlanie się po zaśnieżonym pasie startowym nie ma za wiele wspólnego ani ze szkłem, ani z pułapkami, ale co pozostało dystrybutorom? Pół biedy, że nie zdecydowali się na efemerydę w rodzaju Kac Vegas w Bangkoku. Wracając do „piątki”: w 1988 roku McClane był bohaterem idealnym. W 1990 wciąż dawał radę. W 1995 dostał pewnej zadyszki, zakola mu się powiększyły, ale nie zatracił fajności. W części czwartej z roku 2007, już łysy jak kolano, był cieniem samego siebie. Naprawdę szkoda, że w 2013 producenci nie dadzą mu się w końcu nacieszyć zasłużoną emeryturą – do tego każąc mu być twarzą filmu o debilnym wprost tagline’ie „Jupikajej, mateczko Rosjo!”. Nie, to nie jest żart. Niestety.
MD: Osobiście uważam, że tytuł powinien brzmieć Dobry dzień na Szklaną Pułapkę – tytuł i tagline w jednym! Tak czy inaczej, już Live Free or Die Hard („Żyj wolny albo Szklana Pułapka”!) udowodniło, że niektórym seriom powinno się po prostu dać umrzeć.
5. Jurrasic Park 3D, Atak klonów 3D, Top Gun 3D, Mała syrenka 3D (SIC!), Dowolny tytuł 3D
TG: Fakt, że George Lucas (mój absolutny bohater w kategorii „wyciągnijmy od nich jeszcze trochę kasy”) przyłączył się do trendu „nieważne, że znają to na pamięć – nie widzieli tego jeszcze w 3D!” nie dziwi mnie zupełnie. To, że całą tę imprezę wymyślił James Cameron swoim Titanikiem 3D, również nie jest zaskakujące. To w końcu facet, który odgrażał się, że zrobi drugą premierę Avatara, bo spora część „ciemnego ludu” zagłosowała nogami na Alicję w krainie czarów Burtona, a przez to Avatar zarobił za mało. (Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że Alicja była… w ostatniej chwili przerabiana na 3D). Ale Top Gun w 3D? Jurrasic Park w trzecim wymiarze? PO CO? O Małej syrence nawet nie chce mi się gadać. Chciałbym, żeby każdy z tych filmów przyniósł straty – obawiam się jednak, że to niemożliwe. Przecież wszystkie są już gotowe. Wystarczy mniej lub bardziej sprawnie popieścić taśmę-matkę, a na plakacie dopisać „wreszcie w 3D”.
MD: Muszę szczerze przyznać, że w dziedzinie Star Wars 3D jestem rozdarty. Z jednej strony jest to ewidentne wyciąganie kasy porównywalne do wprowadzenia Avatara do kin po raz drugi, ale z drugiej strony każda okazja do zobaczenia oryginalnej trylogii w kinie jest dobra. A co do prequeli, to pozostaje skierować czytelników w stronę serii Honest Movie Trailers… IN 3D!
6. AmbaSSada
TG: Nowy film Juliusza Machulskiego wskoczył do niniejszego zestawienia dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze tydzień temu nie miałem pojęcia, że polska komedia (jako gatunek) ma szansę na odbicie się od dna z potrójnym saltem. Oby pan Juliusz nie zawiódł – trailerem obiecał wiele, zwłaszcza fanom Austina Powersa (którego nowa część też zresztą pojawi się w kinach w 2013 roku). Panu Adamowi już dzisiaj dedykuję swoje koślawe vielen Dank za pozbawienie mnie kompleksu niemieckiej wymowy. Oby tak dalej, panowie, oby tak dalej! Ten Nergal w roli Ribbentropa to będzie TAKI skandal. TAKI. A dodatkowe, honorowe wyróżnienie przyznaję za oryginalność. AmbaSSada to jedyny w tym zestawieniu film nie będący remake’iem / sequelem / sequelem sequela / sequelem reboota / konwersją na 3D. Zawsze coś.
MD: Zobaczyłem tytuł i doszedłem do wniosku, że nie chcę wiedzieć nic o tym filmie.
BONUS (czyli nie wiadomo, kiedy wyjdzie, ale na pewno wyjdzie):
7. Blade Runner 2
MD: Ręce opadają.
TG:
Maciej Duda | Tomek Gocławski



Star Trek: Into Darkness ma pewną zaletę, o której nikt tu nie wspomniał. Rewelacyjnego, przepięknego Benedicta Cumberbatcha. Dla niego warto.
Fakt, muszę przyznać, że jego obecność w tym filmie jest intrygująca.
Mam niejakie wrażenie, że widzieliśmy różne wersje Szklanej pułapki 4.0. W oglądanej przeze mnie Bruce zabił helikopter samochodem, bo zabrakło mu kul i miał fajną córkę. Z tego też powodu mogę założyć kręcenie nosem nad „Ringiem” Verbinskiego.
No, ale Panowie…
http://www.youtube.com/watch?v=jLTHW0ZwK7U
http://www.youtube.com/watch?v=NEwspgySg5s
O amerykańskim „Ringu” powiem tyle:
http://www.youtube.com/watch?v=y_zre4vqDMc
Ej, ale przecież scena z helikopterem była tak zła… i oczywiście ten główny badass wyskakujący z kabiny w ostatniej sekundzie :D Pamiętam jeszcze scenę z wjechaniem samochodem do szybu windy, nie nie nie.
„Siedmiu” nie widziałem. „Infiltracja” faktycznie jest świetna, chociaż to chyba jeden z najbardziej odrażających filmów, jakie widziałem (ten Nicholson). Tak czy owak warto by wreszcie nadrobić hongkongski (hongkoński?) oryginał.
„Z Hong Kongu”, Tomku, „z Hong Kongu.”