Niewinni Czarodzieje ujawniają: Tomasz Jędrzejewski i Łukasz Żurek to dwie różne osoby!

O historii pewnego nieporozumienia z okazji Międzynarodowego Dnia Sobowtóra

 

Zaczęło się jakieś piętnaście lat temu, zupełnie niewinnie. Od tego, że taki czy inny student na korytarzu Wydziału Polonistyki powiedział „dzień dobry” Łukaszowi Żurkowi, myśląc, że to Tomasz Jędrzejewski. Innego dnia ktoś podszedł przywitać się z Tomaszem Jędrzejewskim i po chwili konsternacji odwrócił się na pięcie, zdając sobie sprawę, że to nie Łukasz Żurek.

Potem w przekroju miesięcy i lat nastąpiła masa podobnych sytuacji. Żurkowi powiedziała „cześć” pani profesor, choć Żurek był jeszcze studentem (myślała, że to doktorant Jędrzejewski). W toalecie pewien profesor pogratulował Jędrzejewskiemu doktoratu Żurka o Stefanie Szymutce, mimo że Jędrzejewski nie przeczytał choćby jednego zdania z rozpraw Szymutki. Nie mówiąc o powtarzających się przez lata powitaniach i small talkach skierowanych do niewłaściwej osoby z tandemu żurkojędrzejewskiego. Tych pomyłek qui pro quo nie wyprostował czas. Żurek z Jędrzejewskim myleni są przez kolejne pokolenia studentów i grona towarzyskie. Na nic zdały się przemiany stylu: zapuszczenie wąsów przez Żurka nie osłabiło mylnego wrażenia, że wąsacz jest Jędrzejewskim. I na odwrót: kolczyk w uchu Jędrzejewskiego nie przeszkodził ludziom uważać człowieka z kolczykiem za Żurka. 

Co sprawiło, że aż tyle osób przez tyle lat myliło i, niestety, wciąż myli Żurka z Jędrzejewskim lub Jędrzejewskiego z Żurkiem? W pewnym momencie każdy z nas musiał rozważyć hipotezę nieprzyjemną niczym przygryzienie wewnętrznej strony policzka: mamy do czynienia z trwającym ponad dekadę, doskonale zorganizowanym spiskiem, którego celem jest skołowanie nas tak jak weterynarz ze skeczu Monty Pythona kołował kota. (Chociaż w odróżnieniu od rzeczonego kota nie cierpimy na syndrom maklera giełdowego, to kołowanie, jakiemu byliśmy poddawani, wyrywało nas z błogiego samozadowolenia). Przy rozważaniu hipotezy spisku natrafiamy jednak na immanentne dla tej hipotezy problemy, które każą ostatecznie ją odrzucić: oczekiwanie absolutnego milczenia na temat spisku przez tak długi czas od tak ogromnej liczby zaangażowanych w niego osób jest po prostu nie do zrobienia na jakimkolwiek wydziale polonistyki w Polsce. Mówiąc prosto: prędzej czy później ktoś by wypaplał. Ale nawet jeśli to wszystko naprawdę jest opowiadanym piętnaście lat żartem, którego puentę każdy z nas usłyszy dopiero na łożu śmierci, dla dobrego samopoczucia wolimy uważać, że tak jednak nie jest.

Przyznajemy: nieporozumienia bywały śmieszne. Jesteśmy już jednak na tyle dorośli, że mamy dość tej zabawy. Jakkolwiek nasze życia nieraz się krzyżują, jesteśmy DWIEMA RÓŻNYMI OSOBAMI. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że obecnie napisać można byle bzdurę niepopartą żadnymi namacalnymi dowodami. Każdy jeden powie, że jest osobnym człowiekiem, a nie tą samą osobą, co, dajmy na to, Iksiński. I chyba dla każdego jest jasne, że to najłatwiejszy sposób na ukrycie faktu, że jest się Iksińskim. Naszej sprawie nie pomaga również, że piszemy nasz indywiduacyjny coming out razem, a znane przykłady wspólnego pisania tekstu (Gniazdo dudków Johna Ashbery’ego i James Schuylera, Spis treści Piotra Janickiego i Adama Kaczanowskiego, wiersz trzech Marcinów oraz to) łączy jedno: przy lekturze za cholerę nie wiadomo, co kto napisał. Każdego niedowiarka, który wciąż uważałby, że Jędrzejewski i Żurek to jedna osoba, zachęcamy jednak do rozważenia argumentu ekonomicznego. Czy Uniwersytet Warszawski pozwoliłby sobie na taką niegospodarność, aby zatrudnić w tej samej jednostce jednego pracownika naukowego na dwóch stanowiskach naukowych? No właśnie.

Niewykluczone, że do mylenia Jędrzejewskiego z Żurkiem i Żurka z Jędrzejewskim przyczyniło się również to, że od jakiegoś czasu Żurek przy różnych okazjach (na ćwiczeniach, w kawiarni, na poczcie) głosi tezę, że znaczenie tekstu jest tożsame z intencją jego autora (jedno jest inną nazwą drugiego i na odwrót). Dla części osób może to brzmieć jak zawoalowane wyznanie: Jędrzejewski jest tożsamy z Żurkiem („Jędrzejewski” jest inną nazwą na „Żurka” i na odwrót). Rozróżnienie, którego próbujemy dokonać (Żurek nie równa się Jędrzejewski; Jędrzejewski nie równa się Żurek), prowokuje do niekorzystnej dla nas refutacji: intencja udaje, że odrywa się od znaczenia; znaczenie udaje, że odrywa się od intencji. To, co jako autorzy próbujemy rozdzielić tym tekstem, skleja się w jedno w umyśle odbiorcy nafaszerowanego intencjonalistyczną nauką. Sprawa staje się tym bardziej kłopotliwa, że Jędrzejewskiego poddano propagandzie Żurka. Tym samym podmiotowi żurkojędrzejewskiemu grozi jeszcze silniejsze zacementowanie. Rada jest jedna: stanowczo odradzamy takich kryptoautobiograficznych zabaw i przypominamy, że czasem cygaro jest po prostu cygarem.

Niektóre osoby nas nie mylą. Są to niestety takie interakcje, w których pomylenie nas wyszłoby nam na dobre. Jesteśmy skrupulatnie rozróżniani przez pracowników restauracji i sprzedawców, którzy wystawiają nam osobne rachunki. Domagamy się konsekwencji: jeśli można nas utożsamiać na gruncie zawodowym i towarzyskim, dlaczego nie można na gruncie ekonomicznym? Czemu jeśli za kawę zapłacił Żurek, to kasa fiskalna wyczekująco patrzy także na Jędrzejewskiego? Albo inaczej: jeśli na Jędrzejewskiego skapują gronostaje habilitacji, to dlaczego Żurkowi “hab.” nie pojawia się automatycznie po “dr”? Jednocześnie nie możemy nie zauważyć, że brak konsekwencji w społecznej praktyce mylenia jednego z drugim czasem działa na naszą korzyść. Głupio by było Jędrzejewskiemu, gdyby – kierując się prawem chorej symetrii – ktoś nagle zechciał złamać mu nogę, bo Żurek ją sobie złamał w 2024 r. A i Żurkowi byłoby z tym złamaniem-ksero dziwnie, skoro posiadana przez niego blizna pooperacyjna pozwoli mu – gdy w końcu wróci do Bydgoszczy z trwającej już 19 lat tułaczki – zostać rozpoznanym przez jakowąś lokalną Eurykleję.

W jakimś 2018 czy 2019 roku w sali numer 21 siedzieliśmy przy kawie (nie przy jednej! kawy były dwie i nikt nam nie powie, że było inaczej). Nagle weszła pracowniczka, która przez długie lata traktowała nas jako jedną osobę. Jej przekonanie umocniło się tak solidnie, że postanowiliśmy nie odkręcać jej błędnego mniemania. Wymagałoby to tłumaczeń, na które było za późno. Jednak wkroczenie do pokoju, w którym siedzieliśmy przy biurku na dwóch osobnych krzesłach, wprawiło ją w zdumienie dziesiątej potęgi. Moment konsternacji po obu stronach trwał niczym godzina. Pracowniczka wzięła ze swojej przegródki jakąś książkę czy dokument i po lakonicznym „do widzenia” opuściła gabinet, zapewne po to, aby jak najszybciej zapomnieć o tym szargającym osnowę rzeczywistości incydencie, porównywalnym tylko z bliskim spotkaniem trzeciego stopnia w Emilicinie (przypominamy, bo warto: 10 maja 1978). Na krótki moment dla rzeczonej pracowniczki życie splotło się z literaturą – z powieściami E.T.A. Hoffmanna, Gogola i Dostojewskiego. A nam pozostało dalej siorbać kawusię.

Może to jest sposób? Może wszędzie powinniśmy chodzić we dwóch, żeby świat uświadomił sobie, że dwa cygara – jakkolwiek podobne – nie są jednym i tym samym cygarem? Problem w tym, że tak się nie da żyć, a każdy z nas jednak by chciał. Dlatego ogłaszamy: skoro Żurek jest jedną osobą, a Jędrzejewski jest drugą osobą, to Żurek nie jest Jędrzejewskim, zaś Jędrzejewski nie jest Żurkiem. Dla osób nieufających metafizycznym zakusom języka proponujemy sformalizowany zapis:

  1. Ɐx Ɐy (x=y) → [P(x) →P(y)]
  2. Ǝx Ż(x) ∧ Ɐy Ż(x) → x = y
  3. Ǝx Ż(x) ∧ Ɐy ⌙Ż(y) → ⌙(x=y)
  4. Ǝx J(x) ∧ Ɐy J(x) → x = y
  5. Ǝx J(x) ∧ Ɐy ⌙J(y) → ⌙(x=y)
  6. Ǝx Ż(x) ∧ Ǝy J(y) → ⌙ (x=y)1Za pomoc w przygotowaniu rachunku predykatów dziękujemy redaktor Barbarze Rojek. Rachunek uregulujemy.

Ilustracja: Agata Bajerowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *