Warszawskie neony

Żaden skwer, żadne bulwary i przyuliczne klomby nie dadzą takiego efektu, jak one. Świąteczne iluminacje czasem chcą je imitować, a sygnalizacja świetlna może tylko z nimi współgrać. One promieniują nocą. To neony tworzą fasadę Warszawy jako spieszącej się, poszukującej, inspirującej metropolii i stają się złotą, trochę zaśniedziałą biżuterią miasta.

Neony pojawiły się w Warszawie prawie sto lat temu. Międzywojenne dążenie do jednolitości w wymiarze miejskim przejawiało się w rozporządzeniach stołecznych władz. Podnoszące się po uzyskaniu niepodległości miasto miało się zorganizować przy pomocy artystów, pod nadzorem Referatu Gabarytów. Prace musiały zgadzać się ze wspólnym projektem. Znikały ciemne po zmroku szyldy, a zamiast nich zaczynały jarzyć się szkielety z powyginanych rurek wypełnionych gazem szlachetnym. Minęło zaledwie nieco ponad dwadzieścia lat od odkrycia działania takich gazów, a ich niezwykłe możliwości już były wykorzystywane w bardzo konsekwentny sposób.

Neon od początku pełnił promocyjną funkcję. Twórcy potraktowali go jako materiał wyjątkowo użyteczny. Eteryczne konstrukcje nie przetrwały jednak wojny i wydarzeń przełomu lata i jesieni 1944 roku. Zastój trwał całkiem długo – dopiero odwilż roku 1956 wznowiła neonowy entuzjazm. Wtedy pojawiły się misterne, pompatyczne konstrukcje: duże, trójwymiarowe, wielobarwne. Powstałe w drugiej połowie poprzedniego stulecia neony to esencja ówczesnej reklamy. Każda praca musiała zostać zaakceptowana przez Naczelnego Plastyka Miasta. Panowie Koprowicz i Krakowiak, autorzy publikacji Reklamy świetlne jarzeniowe, pisali: „W miarę wzrostu liczby reklam jarzeniowych coraz więcej uwagi poświęcają im władze architektoniczne i administracyjne, które też stawiają wzrastające wymagania (…) co do ich poziomu plastycznego (…). Projekty reklam muszą być w tych warunkach opracowywane w zespole współpracujących ze sobą ściśle: plastyka, elektryka 
i konstruktora statyka. (…) Chodzi o to, aby spełnione były (…) wymagania co do (…) estetycznego jej wyglądu na danym tle w nawiązaniu do sąsiednich reklam, architektury budynku, a nawet charakteru danego miasta”.

Mimo że na temat historii neonów powstało już kilka publikacji i akcji (między innymi prace Ilony Karwińskiej lub Pauliny Ołowskiej), to jednak nadal jest to temat nie do końca zrozumiany przez osoby za neony odpowiedzialne. Wiosną 2011 roku w Warszawie zostanie otwarte muzeum, które teraz stara się odzyskiwać prace już zdemontowane. Zainteresowanie wykazał Paweł Althamer, projektując nowe konstrukcje dla bibliotek Targówka. Nawiązanie do neonowej, lekkiej stylistyki stanowi też Światłotrysk Gomulickiego. To odwzorowanie radości, ulotności w przestrzeni miasta.

Warszawskie neony nie są pulsującym światłem, żadnym hipnotyzującym migotaniem. To różnica, która nie pozwoli stolicy na przeobrażenie się w zmanierowane Las Vegas. Neony w ścisłym centrum raczej świecą stale lub płynnie zmieniają kolory. Deklasują podświetlone, plastikowe tablice – ich niezupełnie udane odpowiedniki. Wizualny chaos w stolicy potęgują wycinane litery, foliowane szyldy i nijakie czcionki. Między neonami a miastem istnieje kontrast, który staje się dla niektórych pewną niezgodnością, przywołaniem topornego socrealizmu. To przeciwieństwo może jednak stać się wzajemnym uzupełnieniem. Wzornictwo i typografia neonów to nadal rzecz niejasna. Kicz lub delikatność możemy w nich stwierdzić jedynie intuicyjnie.

Większość warszawskich neonów jest skupiona w centrum. Tam iskrzące się ornamenty rzutują na nocne życie miasta. Plac Konstytucji był głównym punktem wielkiego urbanistycznego planu lat 50. Spójnie zaprojektowany obszar to esencja ideologii przeciwnej konsumpcji. Znajdują się tam jednakowe, monumentalne budynki ozdobione surową sztukaterią. Gdy zapada zmrok, pudrowe, delikatne kolory reklam konkurują z niedawno odnowioną świetlistą sylwetką siatkarki, która dominuje nad placem. Ruch wyrzuconej piłki, spadającej w głąb ulicy Koszykowej, ma być imitowany przez miarowe promieniowanie kolejnych kręgów. Obok wyraźne kolory neonów restauracji U Szwejka współgrają idealnie z menu. Niedaleko stąd widać zakład kosmetyczny okryty delikatną poświatą czerwonego neonu. Kiedyś przy Placu znajdował się też, dyskretnie ukazany w Niewinnych czarodziejach Wajdy, ascetyczny w formie neon „Podróżuj z lotem”. Wtedy w tym miejscu prostota łączyła się z pionierskim kosmopolityzmem, a teraz znajduje się tam tylko wielka LED-owa reklama.

Przy jednej z arterii miasta – Marszałkowskiej – stoją siermiężne stylistycznie budynki Ściany Wschodniej. Tu znajduje się jeden z najbardziej wyrazistych neonów Warszawy –  czysta biel stopniowo przechodząca w wyraźną czerwień znaku Coca-Coli; estetyczna typografia logo napoju wyrażająca potężną ideologię. Obok różnokolorowo błyszczą neony Pałacu Kultury i Nauki.

Neon jest sztuką. Posiada on pewną funkcję estetyczną, społeczną, a jednocześnie użytkową, która schodzi jednak na dalszy plan. Niektóre neony przywodzą na myśl przeszłe wydarzenia, wspomnienia. Nieocenioną rolę odgrywają też w związanych ze stolicą filmach – na przykład we wspomnianych Niewinnych czarodziejach. Tło dla tej historii stanowią warszawskie ciemne zaułki oświetlone neonowym promieniowaniem. Idealnie odwzorowana jest też stołeczna „neonizacja” w Nie lubię poniedziałku Chmielewskiego i w kolekcji barwnych zdjęć Krassowskiego. Neony, nawet jeżeli nie zachwycają, silnie przyciągają. Nagie, świecące rurki czynią z piktogramów obiekty o określonej estetyce. Symbolizują pewną pogoń, pewien strach przed szarością. Szkoda, że nowoczesna produkcja rządzi się innymi niż dawniej prawami. Dziś lepiej jest wyprodukować nowe, niż restaurować stare, a przez takie działanie świetlne dziedzictwo Warszawy niestety stopniowo niszczeje.

Anna Urban

foto: maniak713 / flickr.com

One Reply to “Warszawskie neony”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *