
Naprawdę na dużo mnie stać.
(Myslovitz)
Afekt – ważne pojęcie, częste. Najlepiej nie używać go w oczywistej hasłowej postaci, ale w ramach takich konstrukcji jak: „ładunek afektywny”, „afektywno-emocyjny charakter” lub „afekt wysadza z siodła”. Nie ma powodu, by tłumaczyć, co przez to słowo rozumiesz. W obrębie wspólnoty afektywnej, do której należysz, wszyscy to pojęcie znają.
Afirmacja – formy czasownikowej używać zamiast staromodnego i zadłużonego w tradycji kantowskiej „podoba mi się”. Jak najczęściej łączyć z „różnicą” lub „wielością” (zob. wielość), żeby cię ktoś przypadkiem nie oskarżył, że afirmujesz coś pojedynczego i zamkniętego w sobie.
Chłopi – polska klasa społeczna, której wypadałoby poświęcić chociaż jedną rozprawę naukową. Sposób ujęcia dowolny (i tak nie poznałeś w życiu żadnego chłopa), bylebyś odpowiednio często zestawiał Lacana z Bierutem.
Ekfraza – warto przygotować na jej temat referat, w którym streścisz doskonale znane opracowania i odwołasz się do przykładu wiersza znanego z lekcji polskiego w liceum. Podkreślać, że jest ważnym elementem kultury europejskiej.
Fantazmat – każdy jakiś ma. Sęk w tym, że nie wiesz, jaki jest twój, możesz za to rozszyfrować, jaki ma kolega. Jest to pojęcie związane z psychoanalizą Lacanowską, więc ważne. Szukaj fantazmatów w tekstach kultury i w ten sposób wpływaj na rzeczywistość, która cię otacza.
Filozofia – każdy powinien znać ją dobrze. Nie może to być trudne, w końcu składa się z kilku prostych pojęć, które opisał Paweł Michał Komorowski w którejś ze swoich książek. Mówić, że między nią a literaturą czy literaturoznawstwem nie ma różnicy, bo Derrida.
Fragment – ważne słowo. Jeśli chcesz pochwalić jakiś tekst kultury, przypisz mu fragmentaryczność. Ewentualnie: „nieciągłość”, „labilność”, „niesubstancjalność”, „czasowość” albo „relacyjność” (to wszystko to samo). Pisz: „Autor realizuje poetykę fragmentu”. I nie powstrzymuj się. Nie tylko dziełu przypisuj fragmentaryczność, autorowi także ją przypisz. Jego podmiotowość (zob. podmiot) też jest fragmentaryczna, a to dlatego, że nie jest on – nie zapomnij o tym dopowiedzeniu – „epigonem tradycji kartezjańsko-kantowsko-husserlowskiej” (walczysz z tą tradycją).
Hybrydyczność – pamiętaj, że przedmiot twoich badań tak naprawdę nie istnieje. Tzn. w jakimś sensie istnieje, ale jest do tego stopnia rozmyty, że nie da się go precyzyjnie zdefiniować. W tej sytuacji mów o jego hybrydycznej naturze i stosuj to określenie zamiennie z „heterogenicznością”. W życiu naukowym kieruj się dewizą „jak coś jest rozmyte, to nie trzeba tłumaczyć”.
Kapitalizm – zob. postmodernizm.
Literatura – nazywać „dziwną instytucją”. Cenić tę, która afirmuje (zob. afirmacja) wielość (zob. wielość), krytykować tę, która zamyka się na rzeczywistość społeczno-polityczną.
Narracje – należy pisać, że są małe. Mówić o końcu wielkich narracji. Zresztą, wszystkie narracje są już kwasem, więc na wszelki wypadek przyjmij, że przedmiot twojej analizy jest fragmentaryczny (zob. fragment), a podmiot (zob. podmiot) – nomadyczny. No, chyba że krytykujesz. Inaczej ma się sprawa, gdy chcesz wpływać na rzeczywistość – wtedy pisz o „narracjach afirmatywnych” (zob. afirmacja).
Neoliberalizm – zob. kapitalizm.
Pamięć kulturowa – to jest ta pamięć, która cię interesuje. W parze z tym pojęciem dobrze prezentuje się termin „afekt” (zob. afekt). Badaj pamięć kulturową, najlepiej niemiecką lub żydowską.
Podmiot – koniecznie nomadyczny. Używaj tego określenia, kiedy będziesz chciał pochwalić autora, o którym piszesz. Komplementuj, że podmiot jego tekstów (albo wprost: on sam) jest „rozproszony”. Zauważ, że ty też taki w sumie jesteś. Z jednej strony Pudelek, z drugiej – publikacje w periodykach punktowanych.
Poliamoria – dobrze by było, gdybyś jako badacz zadeklarował przynależność do tej wspólnoty. Poliamoria to utrzymywanie relacji intymnych z wieloma osobami jednocześnie albo, inaczej, „odczuwanie silnych afektów względem stających-się-innymi podmiotów”. Zwróć uwagę, że ty sam, uczony humanista, utrzymujesz stałe relacje z wieloma dyscyplinami naraz, a także z wieloma podmiotami, grantami i periodykami. Nazwij siebie poliamorystą i nie wstydź się tego.
Postmodernizm – twierdzić, że się skończył lub że jest „modną bzdurą”. W pierwszym przypadku mówić, że tylko Deleuze i Foucault są coś warci, w drugim – żartować, że się nic nie rozumie. Łączyć z neoliberalizmem (zob. neoliberalizm, kapitalizm) i bezpłodną masturbacją albo z nihilizmem (wówczas mówić, że sceptycyzm jest ważny, ale ma swoje granice – zob. zdrowy rozsądek).
Posthumanizm – animal studies. Twoja metodologia anno domini 2016 (zob. warsztat badacza). Zasada jest prosta: znajdujesz jakieś zwierzątko w jakiejś książce (najlepiej dla dzieci) i zastanawiasz się, czy lubisz autora/autorkę, czy nie. Jeśli nie – gnoisz za sprzyjanie tradycji kartezjańsko-kantowsko-husserlowskiej i szowinizm gatunkowy. Jeśli tak – chwalisz za oddanie prawdziwej natury zwierzęcia. Tym sposobem praca jest łatwa, przyjemna i daje poczucie uczestniczenia w walce o lepsze jutro.
Prekariat – klasa, do której należysz. Jest to najbardziej gnębiona, pozbawiona szansy na emeryturę i poszkodowana przez płynną nowoczesność grupa społeczna w Polsce. Przyznawaj się do niej za każdym razem, gdy jakiś student prawa (zob. zdrowy rozsądek) zapyta cię, ile wyciągasz łącznie ze stypendiów (zob. stypendium). Walcz o wyższe podatki i pisz jak najwięcej referatów.
Psychoanaliza – albo ostateczny klucz do rzeczywistości, albo zboczenie. W pierwszym przypadku cytować Žižka cytującego Lacana i dzięki temu pisać o wszystkim, w drugim wypadku żartobliwie pytać, czy Edyp wiedział, że ma kompleks Edypa (zob. zdrowy rozsądek).
Strukturalizm – albo mówić o binarnych opozycjach, skostniałych strukturach i akademikach zamkniętych w sterylnych pojęciach, albo nie wiedzieć, o co chodzi, bo „ja raczej teorią się nie zajmuję”.
Stypendium – zasadnicze źródło twoich dochodów (nie licząc kieszonkowego od rodziców). Kiedy je otrzymasz, koniecznie pochwal się na fejsie. W rozmowie z rodziną oburzaj się, że jest za niskie i wypłacane nieregularnie – w ten sposób usprawiedliwiaj fakt, że wciąż się nie wyprowadziłeś. Po alkoholu żartuj z polskiego podatnika, który finansuje twoją smutną działalność.
Śmierć autora – albo głosić jako aksjomat, albo odrzucać jako francuski wymysł, który przyczynił się do wzrostu zabójstw na pisarzach. W pierwszym przypadku parafrazować tekst Barthes’a, w drugim – błyskotliwie przypomnieć, że sam Barthes był przecież autorem i uśmiechnąć się jak człowiek, który właśnie oszukał automat z Colą (zob. zdrowy rozsądek).
Tekstowość – przeżytek. Wspominać o afektach (zob. afekt), konieczności walki z kapitalizmem (zob. kapitalizm) oraz o performatywności. Zamiast czytać teksty oglądaj amerykańskie seriale.
Teoria literatury – Mówić o „końcu/śmierci teorii”, „wyczerpaniu się epoki paradygmatów” i prychać na „tekstowość” (zob. tekstowość). Ewentualnie możesz mówić, że to abstrakcja odcięta od życia i z otwartym sercem pisać referaty o ekfrazie (zob. ekfraza) albo o zwierzątkach (zob. posthumanizm).
Transdycyplinowe – twoje badania. Czasy aktorów jednego teatru się skończyły, czasy ekspertów jednej dziedziny również. Nie bądź kolejnym smutnym panem, którego książki są nudne jak opisy w Nad Niemnem i daj się porwać hybrydycznemu (zob. hybrydyczność) przedmiotowi swoich badań. W poszukiwaniu inspiracji przejrzyj Buzzfeeda i spis numerów „Tekstów Drugich” z ostatnich dwóch lat (nie ma się co dalej zagłębiać w archiwalia, przecież nie pracujesz w bibliotece).
Trop – ogólnie jest tak, że autorzy, którzy piszą książki, tak naprawdę ani nie istnieją tylko w rzeczywistości, ani tylko w tekście. Są po prostu trochę tu, trochę tam. Doświadczenie autorów o których piszesz zostało zaszyfrowane w ich tekstach. W swoich analizach kierowanych do periodyków punktowanych wspominaj o „tropologicznym” charakterze rzeczywistości czy tekstów kultury, rób to nie rzadziej niż trzy-cztery razy na artykuł.
Warsztat badacza – twoją biblioteką jest Chomikuj.pl. Twoim cicerone – krótkie i zabawne filmiki na YouTubie, które tłumaczą Lacana (zob. psychoanaliza). Twoim stałym źródłem przydatnych cytatów – motta rozdziałów książek z serii „Horyzonty Nowoczesności”. Twoją metodologią – elastyczność w przeformułowywaniu tematu w zależności od konferencji albo tematu numeru zaproponowanego przez czasopismo, które redaguje twój kolega.
Widmo – nie zapomnij, by raz na jakiś czas nadać przedmiotowi swojej analizy „widmowy” charakter. To ważne, ponieważ jest to w ostatnich latach pojęcie częste. Tylko nie wspominaj, że wziąłeś to pojęcie od Derridy – ten konserwatywny liberał już dawno powinien zniknąć z twoich przypisów.
Wielość – dołączać do większości wymienionych wyżej haseł. W zależności od stopnia twojego zadłużenia w neomarksizmie albo odrzucać jej późnokapitalistyczną wersję (zob. kapitalizm, postmodernizm), albo wspominać o niebezpieczeństwach związanych z wprzęgnięciem jej w tryby neoliberalizmu (zob. neoliberalizm). Afirmować (zob. afirmacja).
Zdrowy rozsądek – albo zwalczać jako przeżytek skostniałego paradygmatu scjentystyczno-strukturalistyczno-faszystowskiego, albo wychwalać. Tworzy podbudowę intelektualną dla takich koncepcji jak: epistemologia chłopskiego rozumu, żelazna logika czy argumentum ad bełkotliwy pseudointelektualizm. Powoływanie się na niego pozwala zbijać każdy argument na zajęciach/konferencjach naukowych (zob. śmierć autora), bo ze zdrowym rozsądkiem się nie dyskutuje, tylko się go słucha. To dzięki niemu nie zwariowałeś na studiach po przeczytaniu, że świat jest tekstowy.
Zwrot – dwudziestowieczna humanistyka pamięta ich co najmniej kilkadziesiąt: najpierw był zwrot językowy, potem zwrot filozoficzny, potem kulturowy, cyfrowy, sarmacki… Dobrze by było, gdybyś ty też jakiegoś zwrotu dokonał; najlepiej kilku, najlepiej w każdej publikacji jeden zwrot (nieważne jaki). Polska humanistyka jest jak Wisła, a ty jesteś kijem: biegu rzeki nie zmienisz, ale pogmerać nie zaszkodzi.
Niewinni Czarodzieje
Zobacz także:
-
Co krytyk mógł widzieć: o „spektaklu” „Pani Diana tańczy do rana” (reż. W. Malajkat)
-
Czesław Miłosz – tomik „Zakupy” (Znak 2011)
-
„We are not amused”. Krytyka manifestów humanistycznych
Lacan i Bierut <3
chciałam napisać co mnie najbardziej wzruszyło, ale nie mogę się zdecydować. Wzrusza mnie wszystko.
A gdzież mój najukochańszy dyskurs, słowo ze wszech miar workowate i wszechobecne :)
„Transdyscyplinowy”? „Hybrydyczny”? Czy ta wykręcona polszczyzna to też część żartu?
„Bo tam gdzie nam jest pojęć brak,
Zawsze się znajdzie jakieś słowo,
Słowami można wieść dysputy,
Ze słów się system da zbudować,
Wspaniale można wierzyć w słowa”.
Genialne! Jednak jak wydostać się z tego kotła i jaki operować językiem, aby nie wpaść w tego rodzaju paranoje? Myślę, że z tym (udanym) słownikiem jest ten sam problem co z „Nowym słownikiem komunałów” Buziaczki!