Peaky Fookin’ Blinders

Ilustracja: Łucja Stachurska

Mogło się wydawać, że epoka seriali-tasiemców słusznie odeszła w niepamięć. Nie tym razem, boomers. Zapowiadało się intensywnie, treściwie i smaczno-estetycznie. Ale z tego, na co się zanosiło, do chwili obecnej nie zmieniła się tylko estetyka.

Peaky Blinders to serial produkowany przez brytyjską telewizję BBC. Obecnie dystrybuowany jest przez popularną platformę streamingową (zmylić może plansza wyświetlana przed każdym odcinkiem; Netflix nie jest producentem).  Pierwsze odcinki można było zobaczyć już w roku 2013, jednak serial zyskiwał na popularności stopniowo. Obecnie zdążył już zapisać się w popkulturze, o czym świadczą m.in. artykuły w międzynarodowych czasopismach modowych, jak chociażby „Vogue” czy „Gentleman’s Gazette”. Innym potwierdzeniem zaistnienia serialu w szerszej świadomości jest wytwarzanie przez polskich producentów-rzemieślników (Cieszkowski) strojów i dodatków rodem z Birmingham lat dwudziestych XX wieku. Nic w tym dziwnego – serial zdobył nagrody między innymi właśnie za kostiumy. Pomysłodawcą i jednym z głównych twórców jest Stephen Knight, którego inne produkcje nie zyskały aż takiej popularności u nas w kraju. Odtwórca głównej roli to Cillian Murphy – polscy widzowie mogą go już znać z takich filmów jak Incepcja czy z trylogii o Batmanie w reżyserii Christophera Nolana.

Dwudziestolecie, wspomnienia z wielkiej wojny ciągle żywe. Europa wciąż powolutku się podnosi z gospodarczego potknięcia, pokiereszowane interesy się odradzają. Ale jest też trochę takich, które nie upadły, mimo że bieda i nieciekawe czasy. Właśnie w takich lubuje się „gang brzytwiarzy”, przestępców, których charakterystyczną bronią jest żyletka wszyta w daszek kaszkietu. Zawsze pod ręką. Zastosowanie ma wszechstronne: haratanie twarzy, rozcinanie gałek ocznych, użynanie uszu. Przy tym wszystkim dostać kulkę to w sumie przyjemność. Ale to służy szczytnemu celowi – wypłynięciu firmy na szerokie wody biznesu: początkowo handel alkoholami, organizacja zakładów bukmacherskich, potem udziały w produkcji samochodów, w międzyczasie działalność charytatywna i transport twardych narkotyków. Oczywiście podpalenia, morderstwa, okaleczenia i pobicia to rodzaj dialogu z konkurencją i wszelkiej maści przeciwnikami stającymi na drodze ku nieosiągalnej szczęśliwości.

Mamy szansę już podczas piątego sezonu obserwować poczynania rodziny Shelbych. Chociaż zapowiedzi  sezonu szóstego i niepewne wzmianki o siódmym wydają się gwoździem do trumny. Niestety, jeszcze nie do trumny głównego bohatera. To oczekiwanie na  uśmiercenie Tommy’ego wynika zapewne nie tyle z samego przeciągania serialu, który powinien zostawić po sobie (jak wiele udanych produkcji, jak chociażby Czarnobyl czy Wielkie kłamstewka) niedosyt, a raczej z niejednoznaczności Shelby’ego. Jest to postać problematyczna, wielu widzów ma niemały problem z określeniem, po której stronie moralności stoi pociągający swoją osobowością bandyta. Dla niewtajemniczonych – konstrukcja serialu jest wyjątkowo prosta, nawet schematyczna. Każdy sezon przedstawia konfrontację rodziny Shelbych z innym antagonistą. Oczywiście konflikt kończy się pozytywnie dla gangu z Birmingham, chociaż czasami wiąże się to ze stratami w zasobach finansowych albo ludzkich. „Każdy od życia dostaje tyle, ile sam sobie weźmie” – to chyba jedyne prawo, które można odnaleźć w kakofonii strzałów, brzęku butelek i innych trzasków. A, jeszcze jedno: co cię nie zabije, to cię nie zabije. Nic więcej się nie liczy. Cała reszta rodziny (może z pojedynczymi wyjątkami) dąży do wyznaczonego przez Thomasa celu. Zwłaszcza bracia Thomasa są mu posłuszni bezgranicznie i bezmyślnie. Ten stan trwa aż do piątego sezonu, w którym wreszcie mamy do czynienia z młodszym pokoleniem Shelbych. Przy tym kobiety, zarówno te, które znajdują się w rodzinie od dawna, jak i te, które w niej się znalazły wskutek ślubu z jednym z braci – charakteryzuje nieposłuszeństwo. Niestety, na słownym sprzeciwie, w znakomitej większości, się kończy. Cel wyznaczony przez Toma to bliżej nieokreślone dobro rodzinne (czy może: niewypowiedziane) i wyrównywanie rachunków. Dobro rodzinne to worek bez dna, który nigdy się nie wypełni nieustannie dorzucanymi fortuną, pozycją społeczną, zastępami dyskretnej służby oraz taczkami kokainy i beczkami alkoholi wysokoprocentowych. Wszystko układałoby się wspaniale, gdyby tylko Tommy stosował się do dwóch postulowanych wcześniej zasad.

W ocenie moralnej Shelby’ego napotykam trudności. Niby narobił trochę złych rzeczy, ale w końcu to człowiek światły, zasłużony dla społeczeństwa w taki czy inny sposób. Ostatecznie wybudowanie sierocińców to nie takie hop-siup, pieniędzy trzeba sporo, wielu odpowiednich ludzi i niewiele wyrzutów sumienia. W końcu to tego typu gangi zapewniły podopiecznych – często dzieci to potomkowie ofiar podobnych „firm” oraz wygrywanych przez nich przetargów na życie niewinnych. A poza tym Tommy o rodzinę dba jak nikt inny. Jego dzieci mają co jeść, są pod opieką służby, a czasami nawet z nimi rozmawia. To wszystko każe nam go natychmiast akceptować, a co najgorsze – z czasem podświadomie zaczynamy mu kibicować. Nie jestem psychologiem, dlatego nie będę się wypowiadał jako autorytet na temat powodów takiej reakcji. Byłoby to z mojej strony niepoważne i nieprofesjonalne. Dlatego wypowiem się jako ja-przypuszczający, zupełny laik. Mam dwie teorie. Pierwsza z nich to zwyczajne zżycie się z bohaterem – już tyle razy mu się udało, to mogłoby jeszcze raz, a w sumie nic znowu tak strasznego nie robi. Druga teoria to katharsis w dobie ponowoczesności. Usprawiedliwiamy zbrodniarza ze względu na pulę cech pozytywnych, które mogłyby odkupić jego winy. Jeżeli „większy” zbrodniarz może zostać usprawiedliwiony, to z pewnością ja, maluczki, tym bardziej. Ostatecznie zakorzeniło się w nas przekonanie o demokratyzacji świata. Wobec win zbrodniarza, nasze wydają się błahe i prawie niezauważalne. Myślenie w ten sposób praktycznie gwarantuje rozgrzeszenie we własnych oczach.

Kiedy wstukamy w internetowy Słownik języka polskiego słowo „mafia” (można też znaleźć w wersji papierowej, jeżeli ktokolwiek jeszcze korzysta), wyświetli nam się taka definicja: „organizacja przestępcza mająca powiązania z władzami i policją”. I tak odbiorca Peaky Blinders przed czwartym sezonem mógłby sobie pomyśleć, że albo definicja jest zbyt obszerna, albo nasi wspaniali kaszkieciarze – rozstrojeni w co bardziej angażujących stosunkach międzyludzkich. Pod względem ich stabilności emocjonalnej w drugim wariancie miałby sporo racji – o tym za chwilę. Przez tyle sezonów ich relacja z policją wyglądała lepiej lub gorzej, ale zawsze była ciepła. Przypominała bardziej zmagania małżonków, którzy przez wieloletni staż zaczęli się nienawidzić, ale mieszkają ciągle w tym samym M2, bo żadne z nich nie ma zdolności kredytowej, żeby się wyprowadzić. Relacje z władzą są letnie jak z sąsiadem spotkanym w tymże bloku z wielkiej płyty – ograniczają się do obrazu dwóch dekad wzajemnego uprzykrzania sobie życia i znoszenia  obecności tych drugich za warstwą zbrojonego betonu. Odezwać się trzeba, kiedy się czegoś potrzebuje. Tommy dzwoni do Churchilla, kiedy już musi.

Piąty sezon przynosi zmianę zawrotną. Shelby nie jest już z tych, co by się dogadywali z władzą. Wiatr pod skrzydła orła , który wykluł się w Birmingham – jego pewność siebie, wzmagana przez kolejne krwawe sukcesy – pozwala mu nie oglądać się na takie płotki jak stróże prawa. Shelby postanawia być ucieleśnieniem władzy, dlaczego miałby się ograniczać? Oczywiście na jego wybory polityczne wpływa środowisko, z którego się wywodzi. Z bezwzględnego kapitalisty staje się czułym na ludzkie potrzeby, słuchającym i rozważnym politykiem, który nie ma oporów przed brataniem się z prostym ludem. Słucha. Chyba pierwszy (pewnie też ostatni) raz słucha o czyichś problemach. Wręcz rozczulająca jest scena, w której przypadkowa kobieta skarży się Shelby’emu na męża, ponieważ ten pozbawił życia dwa ptaszki trzymane w klatce. Szczególnego smaczku dodaje jej to, że widz ma świadomość tego, co Tommy sądzi o humanitarnym postępowaniu z ludzkim istnieniem. Jeżeli pominiemy fakt, że ów teatrzyk ma pobudki czysto pragmatyczne, można zacząć sądzić, że Shelby ma też swoją nieegoistyczną stronę. Nie dajmy się zwieść. Cały ten piękny, (niestety w tym wypadku tylko z zewnątrz) socjalizm to jedynie woda na młyn politycznej kariery Thomasa.

Ta szuja Tommy nie akceptuje najmniejszego sprzeciwu wobec swoich pomysłów, często zupełnie wariackich i nieracjonalnych, potrafi nas omotać przez ekran i jeszcze próbuje wzbudzać w odbiorcy współczucie. On taki samotny, co prawda ma tych kochanek sporo, ale myślami wraca ciągle do żony, odebranej mu przecież tak brutalnie. Jest też ojcem samotnie wychowującym dzieci – spełnia się w tej roli zawsze doskonale, o ile akurat jest w domu, akurat jest trzeźwy i akurat nie planuje w jaki sposób tym razem kogoś zatłuc. I nie pociesza się w kolejnych kobiecych objęciach. Tu następuje ciekawa zależność: sprzężenie Tommy’ego, zmarłej żony, Grace, oraz licznych kochanek. Mówię konkretnie o tych, które znalazły się w „trójkącie na odległość” już po śmierci Grace. Te, w przeciwieństwie do wszystkich wcześniejszych, są polem poszukiwań sobowtóra byłej żony, która regularnie pojawia się w momentach załamania nerwowego Thomasa. O ile za pierwszym razem ten zabieg nie razi, to przy kolejnych można odnieść wrażenie, że twórcy celowo obniżają poziom serialu z braku innego pomysłu na jego zakończenie. Zgodnie z takim scenariuszem widz przestanie oglądać dalej, ponieważ zginie w męczarniach, zasypany wywrotką kiczu.

Oglądałem te wszystkie błyski żyletek i bryzgi krwi, i naszła mnie dziwna myśl. Myśl, że oni wszyscy wymagają leczenia. Źródła zaburzeń – rozmaite. Skłonności wrodzone, nadużywanie środków psychoaktywnych, alkoholizm, nadmierny stres, także pourazowy, poczucie niespełnienia. Wyżej wymienione cechy, oczywiście z różnym nasileniem, charakteryzują Shelbych (oraz ich światek), a w efekcie prowadzą do rozwoju chorób utrudniających funkcjonowanie. Stany depresyjne i lękowe oraz symptomy schizofrenii są efektem konkretnego trybu życia i drogą w jedną mroczną stronę. W połączeniu z rozwojem firmy jedynie zyskują na sile i wzbierają. Ale dla osób spoza rodziny  obecność zaburzeń może nie być zauważalna. Ot, banda ekscentryków. Przełom następuje w szpitalu, który z dzisiejszej perspektywy przypomina podłe więzienie. Pacjenci są określani jako zwierzęta, ale traktowani prawdopodobnie gorzej. Thomas zapewnia swojego dawnego przyjaciela, że wyciągnie go z tego miejsca. Oczywiście nie jest to bezinteresowne, jak każde działanie Tommy’ego. Wspomniany pacjent był wyśmienitym snajperem, słynącym ze skuteczności. Zastanówmy się wspólnie, co ich różni. Odpowiedź jest krótka – strona kraty. Nic więcej. Obaj z zaburzeniami, obaj bez oporów, żeby zabijać. Takie wnioski prowadzą do pytania, czy Shelby jest ofiarą samego siebie, czy jednak społeczeństwa? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

Filip Świtaj

One Reply to “Peaky Fookin’ Blinders”

  1. Akapit o żonie i kochankach jest błędny z założenia. W momencie, kiedy Tommy zostaje senatorem, Lizzy (była prostytutka) prawdopodobnie jest już jego żoną i drugie dziecko – córeczka – jest ich wspólne.A to, że Tommy zajmuje się dziećmi, kiedy akurat jest w domu i jest trzeźwy – można powiedzieć o większości bogatych właścicieli ziemskich w latach 20. Od wychowywania dzieci w tym czasie jest przecież żona, a jak jej się chce emancypować – guwernantki. Wysilona ironia niektórych fragmentów tego eseju odbiera przyjemność z czytania…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *