Synteza Gdańska i okolic („Winniczki, kałuże, deszcz…” Pawła Huellego)

janek

Foto. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Nie wiem, dla kogo Huelle napisał to opowiadanie. Nie nadaje się ono ani dla dzieci, ani dla młodzieży. Nie jest także przeznaczone dla mieszczan ani rolników. Załóżmy, że znajdzie się jednak w spisie lektur szkolnych.

Gdybym został nauczycielem i w związku z tym musiałbym uczyć młodych przedstawicieli każdej z wyżej wymienionych klas społecznych, zacząłbym lekcję w ten sposób: jako pomoc naukową przyniósłbym do klasy winniczka i duży, okrągły kamień. Następnie położyłbym na nim ślimaka i zacząłbym mówić: „Dziś na lekcji zapoznamy się z bardzo osobistą podrożą autora w głąb siebie i we własną przeszłość. Ta podróż, pełna sentymentu i pytań o naturę świata, dzięki umiejętnej konstrukcji narratora i świata przedstawionego (trudne terminy, ale przecież Wam znane), nabiera uniwersalnego wymiaru. Mistyczny klimat unosi się nad każdym zdaniem, a subtelna ironia przebija przez postacie. Genialna proza poetycka w niepoetyckich czasach. Dziś głos oddajemy ślimakom z Gdańska i okolic, które koniecznie chcą być metaforą świata. Czy ktoś jest zainteresowany?”.

W utworze Pawła Huellego Winniczki, kałuże, deszcz… (umieszczonym w zbiorze opowiadań Byłem samotny i szczęśliwy z 2003 r.) dostrzeżemy pierwszoosobową narrację prowadzoną z perspektywy kilkuletniego chłopca. Zabieg to znany literaturze, choćby ze Sklepów cynamonowych Brunona Schulza. Taka forma narracji umożliwia zorganizowanie treści opowiadania w sposób jednorodny i konsekwentny. Wzmacnia przez to strukturę świata przedstawionego, zaciekawia i ułatwia odbiorcy zanurzenie się w rzeczywistości kreowanej przez pisarza.

Jesteśmy w opowiadaniu Huellego prowadzeni za rękę przez dziecko, widzimy świat jego oczami. Wspaniała to podróż, wspaniała zamiana ról. Wraz z lekturą opowiadania wchodzimy do dawno niewidzianej krainy, wchodzimy na palcach, aby nie zagłuszyć własnych obrazów z dalekiej przeszłości, które, choć cisną się do umysłu niczym zwabione krwią dusze z Hadesu, widzimy jak przez mgłę. Uświadamiamy je sobie z trudem.. Odwrócona perspektywa i konieczny powrót do przeszłości uwodzą nas swoją odmiennością, porywają obietnicą ujrzenia świata na nowo. Dziecięcy narrator jest naszym przewodnikiem po zwykłym i zarazem niezwykłym świecie, wraz z nim odkrywamy nieznane dotąd znaczenia codziennych słów, utartych pojęć. Zwyczajne z pozoru wydarzenia nabierają nowych sensów. Oczy dziecięcego narratora to filtr, okulary, które tym chętnej zakładamy, im dłużej z nim obcujemy. To nie tylko magia wspomnień. To magia iluzji, allotopii lub, jak kto woli, po prostu literatury.

Przez dziecięcego narratora prześwituje jednak czasami ten drugi – dorosły i wszechwiedzący. Całość opowiadania jest bowiem utrzymana w czasie przeszłym. Dwie perspektywy – dziecka i dorosłego człowieka dokonującego pewnej krytycznej retrospekcji mieszają się w ich pozornie zależnej mowie. Narrator wszechwiedzący, dorosły, jest słyszalny rzadziej niż narrator dziecięcy. Uaktywnia się on raczej po to, by podkreślić pewne fakty czy zinterpretować niektóre z  wydarzeń niż aby poprowadzić fabułę. Czasem jeden drugiemu zadaje pytania, czasem przyglądają się sobie i dostrzegają swoją obcość wynikającą z niezrozumiałej obecności tego innego, odległego człowieka w nich samych, niekiedy zbyt naiwnego lub zbyt ironicznego. Dziwią się sobie. Dziecięcy narrator  to byt aktywny, odkrywający rzeczywistość i w niej działający. Dorosły narrator pełni raczej funkcję aparatu krytycznego, zdejmuje magiczne okulary swojego młodszego alter ego i jednocześnie przyrównuje go do siebie.

O czym jest opowiadanie? Według mnie  jest nieco naiwną – i przez to dramatyczną – próbą zmitologizowania, czyli wyjaśnienia świata, nadania mu sensu i dookreślenia zjawisk, które w „normalnym” świecie wymykają się wszelkiej próbie nazwania. Huelle miesza w tym celu tropy historycznoliterackie, tworzy swoisty kolaż pojęć i faktów zaczerpniętych z mitologii, drugiej wojny światowej, chrześcijaństwa. Ta mieszanka tworzy rzeczywistość naszego młodego bohatera, rzeczywistość, w której to, co poważne, miesza się z tym, co jest zabawą, a także tę, która wyraża kruchość i umowność światopoglądowych i społecznych ram sfery dorosłych. Dlaczego właśnie ten świat wydaje się Huellemu najznośniejszy i najprawdziwszy ze wszystkich? Ponieważ tylko w nim wszystkie wydarzenia, gnane ciekawością i niewinnością młodego chłopca, zmierzają do wielkiej syntezy zjawisk. Nie spocznie on, dopóki nie odkryje i nie nazwie tego, co leży u samej ich podstawy.

Z retrospekcyjnego charakteru opowiadania oraz dualistycznej konstrukcji narratora wynikają konsekwencje dotyczące organizacji czasu i przestrzeni zawartej w utworze. Po pierwsze: kategoria czasu. Istnieje czas dziadków, czas ojców i czas wnuków. Granice tych czasów są płynne, losy ich przedstawicieli splatają się i wzajemnie przenikają. Co więcej: czas jest niejako dziedziczony i przez to odnawialny i aktualizowany. Ma więc charakter na poły sakralny. Wydaje się jednak, że tylko czas dziecka ma zdolność pewnej syntezy, że jak w soczewce skupia w sobie przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Jednocześnie wymaga interpretacji przez dorosłego narratora i żąda aktualizacji przez wyobraźnię chłopca. Po drugie: kategoria przestrzeni. Mamy do czynienia z przestrzenią rzeczywistą, dookreśloną. Przestrzenią, która nabywa czasem pewnej poetyckiej osobowości poprzez przypisanie jej konkretnych cech i właściwości ludzkich. Obok niej pojawia się w utworze przestrzeń na poły mityczna, odrealniona. Jej istnienie wynika ze światopoglądów bohaterów opowiadania, z wyznawanych przez nich wartości – podlega kształtowaniu przez wyobraźnię dziecka i obserwacji przez filozofię ojca. Przestrzeń teraźniejsza jest więc budowana i obserwowana, przestrzeń przeszłości jest odnajdywana i reinterpretowana .

Opowiadanie zaczyna się błotną zabawą rodem z Przystanku Woodstock, stylizowaną na biblijny opis stworzenia świata. W deszczowej aurze, obok kościoła, młody człowiek zanurza się ciałem i umysłem w breję stworzoną z kałuż, drewnianych stateczków i błota, aspirującą do bycia jego prywatnym mikrokosmosem. Wśród liści i kałuż malec staje się władcą, demiurgiem, stwórcą, który nieustannie porusza materię, sam będąc, o ironio, także w ruchu: „Brodziłem po kałużach jak Bóg pochylony nad światem. Wyspy, zatoki, przylądki, cyple i sekretne przesmyki zmieniały swój kształt nieustannie. Niejednokrotnie znajoma z atlasu linia norweskiego fiordu czy kształt szwedzkiego wybrzeża pojawiały się tutaj jakby odrysowane z pamięci, by w parę chwil potem ulec tajemniczym przemianom”. W opisie błotnistego mikrokosmosu, jak na nadmorską miejscowość przystało, dominują motywy marinistyczne. Dorosły narrator oświadcza nam, iż był wtedy „samotny i szczęśliwy”. Ta paradoksalna definicja staje się pretekstem do przedstawienia osoby ojca chłopca: „Mój ojciec też był samotny, lecz na pewno nie był w tym czasie szczęśliwy”. Jakby w tle i przy okazji zabawy w kałuży zaczyna się dramat rodziny bohatera. Dowiadujemy się, że ojciec, inżynier i projektant statków, nie zaakceptował wadliwej konstrukcji silnika, wskutek czego został zwolniony z pracy.

Wyobraźnia chłopca jako główny czynnik organizujący jego wolny czas jest kształtowana przez najbliższe mu osoby: ojca, który bez strachu odpowiada na najtrudniejsze egzystencjalne pytania, babkę, która czyta mu grecką mitologię oraz matkę dbającą o chrześcijański kręgosłup dziecka. To przez tę różnorodność przykładów chłopiec ma tendencję do mieszania motywów: „Gdyby Pan Jezus spędził trzy dni po swoim pogrzebie właśnie w Hadesie, gdyby jednym gestem poskromił Cerbera, a potem spotkał tam… nieszczęśliwego Syzyfa – tak, wówczas mógłbym zapytać proboszcza o sekretne wejście do świata podziemi”, jednak wyraźną sympatią darzy wątki mitologiczne, religia chrześcijańska jest dla niego niezrozumiała, niekiedy wręcz wchodzi w konflikt z jego wrażliwością. Świat chłopca znajduje się więc na pograniczu kilku rzeczywistości i elementy każdej z nich są w równym stopniu ważne i realne: rodzina, dom, zabawa, okolica, postacie mitologiczne i biblijne, znajomi, zwierzęta. Co więcej, także rzeczy przyjmują cechy wielowymiarowe, magiczne: np. zdjęcie dziadka Karola staje się pretekstem do metafizycznych rozważań dorosłego narratora na temat czasu, historii i przemijania.

Akcja opowiadania rozgrywa się w Gdańsku i jego okolicach. Wielokulturowość i skomplikowana historia miasta zostają umiejętnie wykorzystane w opowiadaniu. Gdańsk jest w nim miastem historycznym, ale przede wszystkim jest miastem historii, poszczególnych historii poszczególnych ludzi. Przecinają się w nim tragiczne losy powojennych wysiedleńców, kresowiaków, niemieckojęzycznych mieszczan, rybaków i stoczniowców. Polska, Niemcy i cała Europa zbiegają się w nadmorskiej miejscowości i stają się jednym organizmem. Wszyscy cierpią i radują się na podobnych, ogólnoludzkich zasadach (Rodzina chłopca pochodzi z kresów. Jedyną materialną cząstką ich poprzedniego domu są zdjęcia przodków. I znowu postacie z fotografii oraz kult, jakim są otoczone przez rodziców, wydają się chłopcu na poły mityczne). Historia staje się wspólnym doświadczeniem Niemców i Polaków, podział na niemieckich oprawców i polskie ofiary zostaje zniesiony na rzecz indywidualnych ludzkich historii, w których dobrzy ludzie zawsze takimi pozostaną, bez względu na pochodzenie.

Gdańsk jest także „małą Itaką” dla rodziców chłopca. Tu pragną żyć, z tym miastem wiążą nadzieje na szczęście. W domu chłopca nie zamiera jednak kult przeszłości. Staje się on, głównie dla jego ojca, pratekstem rozważań o stracie i wynikającej z niej melancholii. Wydaje się, że każdego dnia musi on tę melancholię przezwyciężać i dlatego roztacza wokół siebie jakąś tajemniczą aurę fascynującą jego syna. Postać ojca chłopca jest szczególnie ważna dla konstrukcji i wymowy utworu. To właśnie perypetie inżyniera związane z utratą pracy i zajęciem się sezonową pracą zbierania winniczków stają się motorem napędowym całego opowiadania. To człowiek niezwykle świadomy, pogodzony ze swoim losem, zdystansowany wobec rzeczywistości. Jednocześnie posiada swój niepisany kodeks honorowy, kręgosłup moralny, który przedkłada ponad materialne korzyści i z którego wynika jego niepraktyczne podejście do życia. To wreszcie tragiczny filozof. Podczas wspólnych wędrówek z synem w poszukiwaniu mięczaków w pewnym momencie staje się dla chłopca przewodnikiem i przyjacielem. On jedyny zdaje się rozumieć i dostrzegać odrealniony świat dziecka. Stara się udzielić mu odpowiedzi na coraz ważniejsze pytania, na poły świadomie kierując go w stronę mistyki. Zaciera się między nimi różnica wieku, obaj dążą do syntezy swych osób –  ojciec „dziecinnieje” w momentach, gdy udziela mu się natchnienie syna, syn zaś „dorośleje”, gdy ojciec objaśnia mu naturę wszechświata.

Jak wspomniałem, akcja utworu ogniskuje się wokół postaci ojca i syna, porzucających swoje zajęcia (zabawa, praca) i zajmujących się zbieraniem ślimaków. Z czasem te powolne stworzenia nabierają dla nich obu cech ludzkich, stają się świadomymi istotami. W ostatniej scenie mięczaki w akcie niezrozumiałego szału wspinają się na okrągły głaz, z którego nieuchronnie spadają. Pytanie o tę wspinaczkę, wyraźnie nawiązującą do mitu Syzyfa, okazuje się ostatnim pytaniem jakie syn zada ojcu w tym opowiadaniu. Rodzic nie zna odpowiedzi, jest wstrząśnięty widokiem bezrozumnego i bezsensownego działania ślimaków, które staje się brzydką, lecz jakże prawdziwą metaforą ludzkiego losu. Ojciec po chwili wahania stwierdza, że świat jest niepojęty, jednak godzi się z jego paradoksalną naturą. „Nie wiem” staje się jednak już na zawsze cichą spuścizną syna.

Jan Barański

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *