Literatura na majówkę
Wiem, dla większości z was trwający właśnie długi weekend będzie okazją do podreperowania nadszarpniętych przez Derridę, jery i "Dzieje grzechu" nerwów. Załóżmy jednak, że jest inaczej – studia i praca odrywają was od czytania tego, co chcecie, więc majówka to idealny czas na odrobienie zaległości.
Depeche Mode – „Delta Machine”
Osobiście bałem się "Delta Machine", najnowszej, trzynastej płyty w dorobku brytyjskich gwiazd muzyki elektronicznej. Ostatecznie – nie jest tak źle.
O zakreśleniach i innych znakach zostawionych na stronach książek
Często kupuję książki w antykwariatach – ceny nowych wydawnictw nazbyt odbijają się na mojej (i nie tylko mojej) kieszeni, więc cóż robić? Właściwie to powyższy, niby z żalem napisany fragment, to tylko retoryczny flirt: lubię używane książki bardziej niż nowe.
David Bowie – „The Next Day”
Zbyt długie milczenie może być dla uznanego muzyka tym, czym dla słynnego pisarza porzucenie pióra – artystyczną śmiercią. Przemysł muzyczny domaga się świeżych nagrań, żeby móc zarabiać jeszcze więcej, a fani domagają się ich, bo po prostu są zawsze spragnionymi fanami.