Osada Jana
Na osiedlu, w bloku na Osadzie Jana, mieszkałem gdzieś do jedenastego roku życia. Nie był to czas przesadnie długi, jednak wystarczający na to, żeby poczuć w skroniach nieodmienny rytm blokowiska. Regularność była zbudowana tam na zaburzeniach spokoju, jak kur piał o poranku, tak głuche stęknięcia niosące się po klatce schodowej anonsowały początek dnia. A miała ona wyjątkową konstrukcję– bywałem na koncertach, gdzie akustyka nie była w połowie tak dobra, jak na moim korytarzu. Dzięki temu doskonale mogłem słyszeć każde słowo kłócącej się piętro poniżej pary, każde stęknięcie na schodach osoby starszej, każdy znajomy krok rodziców. Gangi na klatce, czyli formy przyjaźni blokowej
Za każdym razem, kiedy w towarzystwie przywołujemy czasy dzieciństwa, czuję pewną wyższość, bo jestem jedyną z niewielu osób, która dostąpiła zaszczytu wychowania się na blokowisku. I chociaż sama nie chciałabym skończyć w bloku wśród wielu bloków, z cienkimi ścianami i odgłosem wiertarki w sobotę o szóstej rano, to dzieciństwo wśród betonowych klocków odmalowanych w końcu z szarości w bardziej przyjazne kolory było magicznym okresem mojego życia.
Wola jako świat i wyobrażenie
Stan dróg na Woli nie jest zadowalający. Na czarno-białych zdjęciach z czasów PRL-u niewiele widać, ale jak sięgam pamięcią, dziury w jezdni i wyszczerbione płyty chodnikowe zawsze stanowiły tu signum. Jazda fiatem 126p – takie auto mieli rodzice – pozwalała to odczuć.
Peron 9 ¾. Giełda komputerowa przy ulicy Batorego
„Gry, programy…”. Kiedy przypominam sobie te dwa słowa – wypowiadane jak zaproszenie do rozmowy – to mam przed oczami mężczyznę, który podchodzi do mnie, wtedy jedenastolatka, tuż za progiem giełdy komputerowej przy Batorego w Warszawie. Nie pamiętam jego twarzy. Pewnie dlatego, że w chwili, gdy to mówi, rozpościera ręce i rozchyla poły beżowej kurtki, a moim oczom ukazuje się kilkanaście kolorowych okładek najnowszych gier.