Liliana płacze – w korowodzie zaskoczeń
„Liliana płacze”, przeczytałam pewnego dnia, kartkując tom opowiadań Julio Cortázara. Już pierwsze zdania przyniosły zapach szpitalnych korytarzy. Kolorowe pigułki, płyn skapujący powoli do żył. Rozdzierające słowa chorego, czekającego na śmierć. Niewybrzmiały płacz. Od Pindoramy do Paulo Coelho. W poszukiwaniu brazylijskiego ducha wszechświata
Paulo Coelho nikomu chyba przedstawiać dziś już nie trzeba. I choć można powątpiewać w jakość jego pisarstwa, to jedno (mniej lub bardziej chętnie) należy mu przyznać – stał się fenomenem, twarzą współczesnej literatury brazylijskiej. Mimo że autor nie przenosi czytelnika na kartach swoich powieści do Brazylii bezpośrednio, to jednak – śmiem twierdzić – duchem brazylijskim przesiąknięta jest znaczna (o ile nie cała) część jego twórczości. O jakim duchu mowa? Czy zło jest dziedziczne? Wokół powieści Idy Linde „Mama mordercy”
Główna bohaterka powieści Idy Linde ma na imię Henrietta i nie mówi za wiele o własnej przeszłości. Dlatego gdy pewnego dnia wracała ze szkoły i zobaczyła na drodze rannego lisa, przebiegła przez jezdnię i zepchnęła go na pobocze. Wydawało jej się, że tym czynem uratowała mu życie, ale zwierzę nadal się nie ruszało. Nie rozumiała, dlaczego jej „odważne” działanie okazało się nieskuteczne. Z poczucia bezradności podeszła do lisa i skręciła mu kark. Dynamit i język. Co przywłaszczyli sobie Angolczycy?
Czy można tworzyć literaturę autentycznie afrykańską w języku nieafrykańskim? Ondjaki udowadnia, że można — nawet jeśli chodzi o język kolonizatora. W tym szczególnym przypadku to, co kiedyś było narzucone siłą jako obcy element, ma szansę stać się narzędziem służącym do wyrażania własnej tożsamości. Taką szansę — w potyczce z portugalskim —wykorzystała Angola.