Porywy serca versus kontrola uczuć. O tym, co się dzieje w duszy dotkniętej przez miłosny zawód
Ach! Kto z nas choć raz – w obliczu zawodu miłosnego – nie próbował dokonać wyboru między rozwagą a romantycznością? No kto?! Mnie ten odwieczny dylemat niezmiernie irytuje. Trzymać się z boku i nie ufać absolutnie nikomu czy rzucać się w wir miłości, nie zważając na możliwe cierpienia i sygnały ostrzegawcze? Rozum podpowiada, że powinnam wybrać to pierwsze. Ale może znajdę coś pomiędzy? Jednak co leży w połowie drogi od podporządkowania całego swojego świata drugiej osobie i od kompletnego braku zaangażowania? Już wiem! Przyjęcie pozy. Farewell, miss Iza, farewell, czyli jak Wokulski pożegnał się z ideałem
Wokulski zawsze próbował zdobyć to, czego chciał. Walka o własne pragnienia to dla niego naturalny stan. Nie po to własnymi siłami wydobył się z piwnicy w sklepie Hopfera, by teraz się poddać. Spotkanie Wokulskiego z Izabelą jest tak naprawdę spotkaniem Wokulskiego z nim samym. Mimo czterdziestu paru lat na karku ten bohater nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, rzuca się więc w zdobywanie Izabeli z gwałtownością człowieka, który zakochanie przeżywa po raz pierwszy. Mniej treści, więcej formy! Cyzelowanie, czyli co Bruno Schulz robi, kiedy nie patrzymy
Pisanie nie jest cyzelowaniem. Niezależnie od tego, czy jako cyzelowanie rozumiemy poszukiwanie doskonałych słów, czy raczej mozolną pracę skutkującą niezrozumiałym żargonem, powinniśmy je porzucić. Świadczą o tym dwa przypadki, w których doszło do oskarżenia o cyzelatorstwo: Wacława Berenta i Brunona Schulza.
Latynistów ród ginący. Słowo w obronie łaciny
Przedmiotem ich kultu jest mianowicie starożytny artefakt – lingua latina, obiekt zarówno strachu, jak i żartów pozostałej części społeczeństwa. Panuje bowiem przekonanie, że ci, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli wybrali zgłębianie tajemnic mowy Cycerona, są z pewnością szaleńcami, a ich nauczyciele – wyższego rodzaju pomiotami szatana, które zaciągają niewinne dusze do piekła nauki gramatyki. Lęk przed magistrami, jak brzmi ich wewnętrzna tytulatura, opisuje i Herbert.